Strona główna SMN

Święty Franciszek z Asyżu
(1181 -1226)





Sceny z życia św. Franciszka

List do rządców ( XII wiek )


Sprzedaż wszystkiego
Uwolnienie przez matkę
Usługiwanie trędowatym
Naprawa kościoła
Posłanie ich na świat
Pragnienie męczeństwa
Kazanie do ptaków
Miłość względem ubogich
Żłóbek jaki urządził w Boże..
Ukrzyżowany Serafin
Pozostałe sceny z życia...
O pieniądzach
O ubóstwie
Przykład


Cuda św. Franciszka


Cud stygmatyzacji
Władza nad stworzeniami
Władza nad stworzeniami
Boska łaskawość
Pani Jakobina
Zmarli wskrzeszeni
Uratowani od śmierci
Uratowani żeglarze
Uwięzieni
Niebezpieczny poród
Uzdrowienie
Niewidomi i głuchoniemi
Trędowaci
Obłąkani i opętani
Pokurczeni i połamani
Różne cuda
Koniec cudów Franciszka

Franciszek patronem ekonom

 

SM

Święty Franciszek z Asyżu Patronem Ekonomistów Świata

Autor Wiesław Matuch, Wrocław 2006


Patronem ekonomistów państw świata, które mają pragnienie dążyć w sposób nowoczesny do dobrobytu i pokoju, powinien być nie kto inny, a św. Franciszek - najwspanialszy człowiek świata, najbiedniejszy z najbiedniejszych, będący wzorem miłości do stworzenia, otwartości serca, wzorem myślenia o wszystkich bezinteresownie, który życiem pokazał jak nie należy dbać o prywatę, osobistą czy ogólnospołeczną.

On sam we własnej osobie jest idealnym przykładem życia i cnót. Nazwany słusznie biedaczyną z Asyżu, gdyż takim w rzeczywistości stał się, by biedą swą wzbogacić biedniejszych od siebie jeszcze, a niepokornych urzędników kościelnych i państwowych upokorzyć.

Co spowodowało, że Franciszek stał się człowiekiem biednym, pomimo że pochodził z rodziny bardzo bogatej? Odpowiedź jest banalnie prosta: Franciszek zauważył ludzi cierpiących na brak podstawowych dóbr materialnych. Postanowił stać się jednym z nich, ażeby pomagać im dźwignąć się z nędzy, tak materialnej jak i duchowej, która w owym czasie panowała na wielką skalę.

Porzucił więc szaty człowieka zamożnego i wziął się do pracy wśród biedoty, której bardzo z serca współczuł, i z którą się identyfikował. Pragnął odczuć skutki biedy na własnej skórze. Szybko więc stał się ich królem.

Podejmował pracę ze swoimi przyjaciółmi, chodził po wioskach pomagając w żniwach, wypasając owce, chodził po drzewo do lasu na opał. Razem wykonywali mnóstwo pracy, a nawet kwestowali, ażeby przynieść kawałek chleba tym biednym i opuszczonym przez społeczeństwo braciom i siostrom.

A jak bardzo podopieczni się cieszyli, kiedy zobaczyli Franciszka przynoszącego mleko matkom dla małych dzieci, chleb głodującym itd. Umiał okazywać ludziom serdeczność, dobroć i wielką miłość. Jak trzeba było, mówił im o Bogu, ale tylko wówczas, kiedy już nie byli głodni.

Co takiego chciał zrobić Franciszek? Otóż, zapragnął zaopiekować się potrzebującymi, ażeby podnieść im standard życia. Sytuacja polityczno-społeczna była wówczas trudna. Stosunki między państwami były złe, gospodarka leżała na obydwu łopatkach. Nikt nie potrafił zaradzić nędzy i biedzie. Bogacze nie chcieli tego robić. System ekonomiczny w praktyce nie funkcjonował. Panowała powszechnie dysharmonia oraz bieda. Niewielu było zamożnych. Franciszek chciał biedakom coś dać, coś zaoferować, nie tylko samo słowo, ale przede wszystkim swój czyn, swoją pracę dla nich.

Zdesperowany nienormalną sytuacją ludzi biednych, postanowił okraść nawet swojego bogatego ojca, dzieląc się jego majątkiem z żebrakami i chorymi. Ojciec oczywiście wyrzucił go z domu za ten desperacki i według niego nieuczciwy czyn. Od tej pory Franciszek stał się apostołem wspierania grzeszników oraz biedaków.

Franciszek nie popierał biedy, nigdy jej nie pragnął, ponieważ wiedział dobrze, że bieda to choroby, brak edukacji, analfabetyzm, fanatyzm, ciemnota, grubiaństwo, walka o byt, zazdrość, a w końcu poważne konflikty i wojny. Jezus nigdy czegoś takiego nie uczył. Sam zresztą ani razu nie żebrał. Przeciwnie, był wielkim Bogaczem, nauczał o dobru i miłości, dawał zamiast pieniędzy uleczenie z chorób, a czasem rozmnażał chleby, aby nakarmić rzesze głodnych.

Zauważmy, że człowiek zamożny, kulturalny, szlachetny nigdy nie chce waśni ani sporów, ponieważ zależy mu na życiu spokojnym i godnym, zależy mu na swoim dobytku i nie ma ochoty go stracić z jakiejkolwiek przyczyny. Dlatego nie będzie wszczynał wojen. To jest dobra postawa. Natomiast tam, gdzie jest nędza, szerzy się złodziejstwo, choroby, złe nawyki. Generalnie rzecz biorąc, bieda nie jest dobrym wychowawcą.

We współczesnym świecie nadal istnieją ogromne dysproporcje społeczne. Ciągle pojawiają się tacy, którzy wykorzystując niedostatek, skutecznie żerują na biedzie i braku wolności innych ludzi. Franciszek natomiast - wzorem Jezusa - pragnął wszystkich zaprosić do dobra, miłości i zgody. Powtarzał więc osiem błogosławieństw: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami bożymi. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni... itd.”.

Pragnął zaradzić nędzy, robił wszystko, by ulżyć, podnieść na duchu. Służył, czym tylko potrafił. Dawał swoje wielkie serce każdemu, dawał swoje wielkie serce razem z chlebem, bez zastanowienia oraz ociągania czy chęci zapłaty w formie chociażby zwyczajnej wdzięczności. Był wielkoduszny i prostolinijny, najbardziej cenił bezinteresowność. Był po prostu porywający i niesamowicie wspaniałomyślny. Uznawał przez całe życie Jezusową zasadę: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują...”.

Stał się więc przez to bardzo popularny. Usłyszano o nim na całym świecie. Wiedział, że gdy będzie dawał dobry przykład pomoże innym osiągnąć świat duchowy. Niestety, zmuszono go do założenia bractwa, zakonu franciszkańskiego. Franciszek jednak nie miał zamiaru coś takiego stwarzać, nie pragnął pisać żadnych reguł, bowiem przekonany był, iż Ewangelia sama wystarczy do dobrego i godnego życia. Chrystus, który nigdy nie założył żadnego zakonu, ani nie wybudował żadnego kościoła z cegły, stał się Jego prawdziwym idolem i jedynym wzorem do naśladowania.

Jezus zachęcał jedynie do miłości, dobrych uczynków i wzajemnego poszanowania, równości, nie wynoszenia się ponad innych, ani bogactwem, ani dumą. W Franciszka świadomości Jezus zaistniał jako międzynarodowy Ambasador, Mistrz duchowy, Mistrz szlachetnego postępowania. Dlatego  nie chciał stwarzać nic nowego.

Niestety, niejako zmuszono go do tego. A kiedy już to zrobił, odrzucono jego parę zdań napisanych na podstawie Ewangelii. Zniszczono tę regułę, napisał więc drugą, która jemu samemu wcale się nie podobała - bowiem pisana była na życzenie jego nieduchowych już kolegów.

Franciszek pozostał jednak ze swoimi ideałami niesienia pomocy innym i miłowania nieprzyjaciół - prawie sam. Nie chciał być od tej pory ich przywódcą. Bowiem nie wyobrażał sobie tego, ażeby jego bracia, jeśli mieli dawać przykład innym, mogli być lepiej sytuowani niż przeciętni ludzie, a zwłaszcza ci biedniejsi. Tego Franciszek nie mógł zdzierżyć, gdyż zdawał sobie sprawę, że jeśli oni nie dadzą przykładu, nie przyłożą ręki do pomocy żebrakom i chorym, to nikt inny tego nie uczyni i ci nędzarze pozostaną zostawieni sami sobie, a bracia jego źle osądzeni. Tak też się niestety działo.

Franciszek chciał jedynie naśladować Mistrza, który głosił: „jeżeli ktoś pójdzie za Mną, otrzyma już tu na ziemi stokroć więcej niż zostawił dla Mnie, a nadto życie wiecznie po śmierci”. Franciszek dobrze znał tę naukę Pana. Utożsamiał się do końca z biednymi. Był po prostu ich orędownikiem u Boga i ludzi. Oni na Niego mogli liczyć. Stał się im nadzieją na lepsze i radośniejsze jutro.

Jego natomiast przyjaciele (zakon franciszkanów) już Go nie chcieli za to, że jednał się z biedą, że chodził do grzeszników i cudzołożników. Oni woleli lepsze życie, wygodniejsze i z hołotą niewiele chcieli mieć wspólnego.

Franciszek umarł sam, bez obecności bogatszych braci. Okrzyknęli go nawet szaleńcem, psychicznie chorym człowiekiem. Bóg pod koniec Jego życia obdarzył Go największą nagrodą - stygmatami.

Franciszek, jak Jego Pan, uczył skromności i miłości, a do przywódców państw pisywał błagalne listy, aby pomogli biedniejszym, i dzielili tak finanse, ażeby nikomu nie brakowało chleba. Franciszek pociągał innych za sobą, aby mogli robić to samo. Naśladowali jego postawę i nawoływali do zgody, miłości, pokoju, szlachetnego i godnego życia.

Czy i dzisiaj sytuacja nie jest trochę podobna do tamtej? Różni się tylko epoka, w jakiej żyjemy. Zastanówmy się nad tym problemem. Mamy więc się stać takimi jak On. Pomagać ludziom w kłopotach życia codziennego, a nie tylko przy okazji jakichś dużych nieszczęść. Nie musimy dziś stawać się biednymi jak Franciszek, ponieważ biedni na swój sposób jesteśmy.

Postawmy sobie za cel postawę Franciszka z Asyżu, aby pomóc ludziom podnieść się wyżej - duchowo i materialnie. Niszczmy więc nędzę, choroby, nieuctwo. Stawiajmy na wysoką technologie, dajmy ludziom wolność, swobodę i godne życie, aby nie było wśród nas żebraków, ludzi zrozpaczonych swoją sytuacją finansową, żyjących na granicy ubóstwa.

Sytuacja bytowa ludzi dzisiaj nie jest bardzo różna od tej, jaka była w XII wieku, kiedy żył św. Franciszek z Asyżu. Wszystko zależy od nas, od naszej miłości i odpowiedzialności. To, że jest źle, jest wynikiem naszych grzechów, nieuczciwości, podejmowania błędnych decyzji przez decydentów, którzy dbają tylko o swoje dobro i kieszeń.

Dziś idee św. Franciszka mogłyby być wykorzystywane przy ustalaniu kierunków reformy finansów państwa. Przecież nie musi być głodu, bezrobocia, żebraków na ulicy, zatruwania środowiska ropopochodnymi produktami... , zwykłych ludzi nie mogących utrzymać swych rodzin za żebracze pensje, kiedy tymczasem parlamentarzyści opływają w bogactwa. A żeby było śmieszniej, wybranych przez biedne społeczeństwo.

Ten Król – Monarcha bidaków, św. Franciszek niech dziś stanie na czele narodów i pociągnie ludzi wszystkich stanów do Cywilizacji Miłości, do  Systemu Miłości, dobrobytu, niech wszystkich prowadzi do rozkwitu i krainy szczęścia. Obecnie są inne czasy niż kilkadziesiąt lat temu. Odchodzimy od zbrojeń, niepokojów, nienawiści. Wykorzystajmy tę szansę i zróbmy coś lokalnie, a jeśli możemy to i globalnie, aby miłość zaczęła ożywać, zaczęła być naprawdę kochana. Dajmy sobie i innym nadzieję, uśmiech i entuzjazm Franciszka z Asyżu. I krzyczmy ile sił za Franciszkiem, jego słowa: "Dlaczego Miłość nie jest kochana!!!!"

___

Św. Franciszek najbiedniejszy z biednych jest pierwszym Patronem SMN
po nim:
Św. Ojciec Pio,
Św. Teresa z Avila,
Św. Jan Bosko,
A najpierwszym z wszystkich Patronem SMN jest Św. Michał Archanioł

Ojciec Święty Jan Paweł II o Świętym Franciszku z Asyżu:

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Grobu Biedaczyny z Asyżu w dniu 5 listopada 1978 r., podkreśla w swoim przemówieniu ducha św. Franciszka:

„Ty, który nosiłeś w swoim sercu wszystkie zmienności współczesnych tobie ludzi, swoim sercem tak bliski Sercu Zbawiciela, wspomóż nas, byśmy mogli objąć losy dzisiejszej ludzkości, trudne problemy społeczne, ekonomiczne, polityczne, kulturowe, problemy współczesnej cywilizacji, wszystkie cierpienia dzisiejszego człowieka, jego wątpliwości, sprzeczności, rozbicie; jego dążenia, kompleksy, niepokoje...”
Jan Paweł II - Papież

 
 

Czytaj archiwum artykułów SMN 1... 2... 3...  

Czytelników na stronie:  

                                            Copyright © Wiesław Matuch - kontakt   Wrocław 2001 System Miłości Narodów