Wszystkie moje teksty osobiste publikuję co dzień na Facebook - zapraszam. Wiesiu


CHIP


Dziennik internautów

 

 

     

Debata  •  Bibuła   •  DawicIcke  •  Shodami do Nieba  •  TŁUMACZ  •  Argonauta 

O zdrowiu    O2.PL  •    BGŻ  •    Ukryte terapie  •   Portal o zdrowiu   Polonia













 


 

 



 


Nagrania VIDEO..



INTERNETOWY KABARET

 

 
Nagrania VIDEO...   

Stanisław Michalkiewicz
 


 

Zapewne nie wszyscy to wiedzą, że w Polsce będzie powrót Króla. I już dziś mówię: najlepszym wzorem dla takiego urzędu w Państwie, powinien być Święty Kazimierz Królewicz (1458-84), drugi syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. To najważniejsza wiadomość, którą teraz chciałem przekazać, a znam ją już 30 lat. Te czasy powoli nadchodzą. Ale przed nami wiele jeszcze upokorzeń, oszczerstw i cierpień. Lecz potem same sukcesy. Polska stanie się wzorem dobrych praw, mądrej konstytucji, wolności, demokracji, rycerskości i szlachetności. Będziemy pomagać osiągnąć to, również innym narodom.
Wiesław Matuch 14.12.2015r.
 

 

 

`

Kalendarium:

 
Dzisiaj jest 13 listopada

1946 - Urodził się Stanisław Barańczak. 354 - Urodził się św. Augustyn, filozof i teolog chrześcijański. 1850 - Urodził się Robert Louis Stevenson, pisarz brytyjski. 1868 - Zmarł Gioacchino Rossini, włoski kompozytor operowy. 1924 - Władysław Reymont otrzymał Nagrodę Nobla. 1945 - Charles de Gaulle zostaje premierem Francji. 1949 - Urodziła się Whoopi Goldberg, aktorka amerykańska. 1985 - Wybuch wulkanu w Kolumbii.

  Kalendarz katolicki       
   Kalendarz liturgiczny z ruchomymi świętami
  Różne modlitwy katolika

Wtorek, 13 listopada, 2018 roku.
Do końca roku zostało 49 dni.
Imieniny obchodzą:

Benedykta Jana Mateusza Izaaka Kaliksta Mikołaja Alojzego Kryspina. Święci Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak, Krystyn, męczennicy (+1003). Benedykt (ur. 970) pochodził z Benewentu. Był benedyktynem. Potem pustelnikiem. Po pewnym czasie przyłączył się do św. Romualda. Jan (ur. 940) pochodził z rodziny patrycjuszów weneckich. Z dożą Piotrem I Orseolo potajemnie opuścił Wenecję, udając się do opactwa benedyktyńskiego w Cusan koło Perpignan. Była to jedna z sensacji średniowiecza. Tam pędzili życie pustelnicze. Po pewnym czasie opuścili opactwo. Jan udał się do św. Romualda, tam zaprzyjaźnił się z Benedyktem. Obaj przez pewien czas byli eremitami. Zapewne na prośbę Brunona z Kwerfurtu zdecydowali się na wyjazd do Polski. Po przybyciu na dwór Bolesława Chrobrego i założeniu pustelni na terenie, który im podarował (osiedlili się na terenie dzisiejszego Wojciechowa pod Międzyrzeczem), dołączyli do nich Polacy możnego rodu: rodzeni bracia Mateusz i Izaak - nowicjusze, oraz Krystyn - klasztorny sługa. W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku zostali napadnięci przez zbójców i wymordowani. "Żywot pięciu braci męczenników" napisał wkrótce potem Bruno z Kwerfurtu (1006). Są to pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze. W poczet świętych wpisał ich Jan XVIII. Patronują diecezji gorzowskiej. W archidiecezji poznańskiej i włocławskiej ich pamiątkę obchodzi się jako święto. W IKONOGRAFII Pięciu Braci Męczenników przedstawianych jest w białych habitach kamedulskich. Atrybutem jest koło tortury.

 

 

 




 

 

Moje różne przemyślenia - losowo wyświetlane. Wiesiu Matuch

Gdyby nie było miłości w Niebie - wszyscy by powariowali i zachorowali "psychicznie". A na ziemi nie jest podobnie? Coś tu jest jednak z tego Nieba. Brakuje tylko wieczności? Ale, co mi tam z Waszego Królowania w Niebie?! Na ziemi, w moich potrzebach - to wielka niewiadoma!!! Wy się bawicie jako zbawieni, a mnie kula w głowę. Cierpię i męczę się. Nawet oddychanie jest mym uwarunkowaniem. To co ja mam myśleć? Dobrze, że nie słyszę bicia swego serca w uszach - to by dopiero był horror. Uczę się, tęsknię i nic nie wychodzi z tego, co powinno wyjść. System bytu zawodzi? Wszystko wskazuje na to, że tak. Ale kto nas tak urządził?. Ty Boże? Nie wierzę! Musiał być ktoś inny? Może Twoje dzieci tak pomajsterkowały? Kto to wie?? Intuicja podpowiada mi, że to Twoje dzieci przesadziły. Mam nadzieje,że jest chyba ktoś, kto to jednak ogarnia w całości? Wiem, to Ty - mój Rodzicu Odwieczny. Ty to wiesz! Lecz milczysz, jak kamień przy drodze. Kiedy w końcu jawnie do nas przemówisz? Nie sądzę byś to zrobił. Jesteś zbyt mądry. Więc pozostaje mi, jak zwykle - cierpliwie czekać...
 

 

   „Nie musisz wierzyć w Boga by być dobrym człowiekiem. To tradycyjne wyobrażenie Boga jest w pewnym stopniu przestarzałe. Ktoś może być uduchowionym, ale nie religijnym. Chodzenie do kościoła i dawanie pieniędzy nie jest koniecznością. Dla wielu natura może być kościołem.  Wielu najlepszych ludzi w historii nie wierzyło w Boga, a w tym samym czasie najgorsze ludzkie uczynki robione były w Jego imieniu.”

-Papież Franciszek

Wiesław Matuch     Kontakt smilosci@gmail.com     Wrocław 2001
System Miłości Narodów 
    

     stat4u   
 

 

 
SM

Święty Franciszek z Asyżu Patronem Ekonomistów Świata

Autor Wiesław Matuch, Wrocław 2006



Patronem ekonomistów państw świata, które mają pragnienie dążyć w sposób nowoczesny do dobrobytu i pokoju, powinien być nie kto inny, a św. Franciszek - najwspanialszy człowiek świata, najbiedniejszy z najbiedniejszych, będący wzorem miłości do stworzenia, otwartości serca, wzorem myślenia o wszystkich bezinteresownie, który życiem pokazał jak nie należy dbać o prywatę, osobistą czy ogólnospołeczną.

On sam we własnej osobie jest idealnym przykładem życia i cnót. Nazwany słusznie biedaczyną z Asyżu, gdyż takim w rzeczywistości stał się, by biedą swą wzbogacić biedniejszych od siebie jeszcze, a niepokornych urzędników kościelnych i państwowych upokorzyć.

Co spowodowało, że Franciszek stał się człowiekiem biednym, pomimo że pochodził z rodziny bardzo bogatej? Odpowiedź jest banalnie prosta: Franciszek zauważył ludzi cierpiących na brak podstawowych dóbr materialnych. Postanowił stać się jednym z nich, ażeby pomagać im dźwignąć się z nędzy, tak materialnej jak i duchowej, która w owym czasie panowała na wielką skalę.

Porzucił więc szaty człowieka zamożnego i wziął się do pracy wśród biedoty, której bardzo z serca współczuł, i z którą się identyfikował. Pragnął odczuć skutki biedy na własnej skórze. Szybko więc stał się ich królem.

Podejmował pracę ze swoimi przyjaciółmi, chodził po wioskach pomagając w żniwach, wypasając owce, chodził po drzewo do lasu na opał. Razem wykonywali mnóstwo pracy, a nawet kwestowali, ażeby przynieść kawałek chleba tym biednym i opuszczonym przez społeczeństwo braciom i siostrom.

A jak bardzo podopieczni się cieszyli, kiedy zobaczyli Franciszka przynoszącego mleko matkom dla małych dzieci, chleb głodującym itd. Umiał okazywać ludziom serdeczność, dobroć i wielką miłość. Jak trzeba było, mówił im o Bogu, ale tylko wówczas, kiedy już nie byli głodni.

Co takiego chciał zrobić Franciszek? Otóż, zapragnął zaopiekować się potrzebującymi, ażeby podnieść im standard życia. Sytuacja polityczno-społeczna była wówczas trudna. Stosunki między państwami były złe, gospodarka leżała na obydwu łopatkach. Nikt nie potrafił zaradzić nędzy i biedzie. Bogacze nie chcieli tego robić. System ekonomiczny w praktyce nie funkcjonował. Panowała powszechnie dysharmonia oraz bieda. Niewielu było zamożnych. Franciszek chciał biedakom coś dać, coś zaoferować, nie tylko samo słowo, ale przede wszystkim swój czyn, swoją pracę dla nich.

Zdesperowany nienormalną sytuacją ludzi biednych, postanowił okraść nawet swojego bogatego ojca, dzieląc się jego majątkiem z żebrakami i chorymi. Ojciec oczywiście wyrzucił go z domu za ten desperacki i według niego nieuczciwy czyn. Od tej pory Franciszek stał się apostołem wspierania grzeszników oraz biedaków.

Franciszek nie popierał biedy, nigdy jej nie pragnął, ponieważ wiedział dobrze, że bieda to choroby, brak edukacji, analfabetyzm, fanatyzm, ciemnota, grubiaństwo, walka o byt, zazdrość, a w końcu poważne konflikty i wojny. Jezus nigdy czegoś takiego nie uczył. Sam zresztą ani razu nie żebrał. Przeciwnie, był wielkim Bogaczem, nauczał o dobru i miłości, dawał zamiast pieniędzy uleczenie z chorób, a czasem rozmnażał chleby, aby nakarmić rzesze głodnych.

Zauważmy, że człowiek zamożny, kulturalny, szlachetny nigdy nie chce waśni ani sporów, ponieważ zależy mu na życiu spokojnym i godnym, zależy mu na swoim dobytku i nie ma ochoty go stracić z jakiejkolwiek przyczyny. Dlatego nie będzie wszczynał wojen. To jest dobra postawa. Natomiast tam, gdzie jest nędza, szerzy się złodziejstwo, choroby, złe nawyki. Generalnie rzecz biorąc, bieda nie jest dobrym wychowawcą.

We współczesnym świecie nadal istnieją ogromne dysproporcje społeczne. Ciągle pojawiają się tacy, którzy wykorzystując niedostatek, skutecznie żerują na biedzie i braku wolności innych ludzi. Franciszek natomiast - wzorem Jezusa - pragnął wszystkich zaprosić do dobra, miłości i zgody. Powtarzał więc osiem błogosławieństw: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami bożymi. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni... itd.”.

Pragnął zaradzić nędzy, robił wszystko, by ulżyć, podnieść na duchu. Służył, czym tylko potrafił. Dawał swoje wielkie serce każdemu, dawał swoje wielkie serce razem z chlebem, bez zastanowienia oraz ociągania czy chęci zapłaty w formie chociażby zwyczajnej wdzięczności. Był wielkoduszny i prostolinijny, najbardziej cenił bezinteresowność. Był po prostu porywający i niesamowicie wspaniałomyślny. Uznawał przez całe życie Jezusową zasadę: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują...”.

Stał się więc przez to bardzo popularny. Usłyszano o nim na całym świecie. Wiedział, że gdy będzie dawał dobry przykład pomoże innym osiągnąć świat duchowy. Niestety, zmuszono go do założenia bractwa, zakonu franciszkańskiego. Franciszek jednak nie miał zamiaru coś takiego stwarzać, nie pragnął pisać żadnych reguł, bowiem przekonany był, iż Ewangelia sama wystarczy do dobrego i godnego życia. Chrystus, który nigdy nie założył żadnego zakonu, ani nie wybudował żadnego kościoła z cegły, stał się Jego prawdziwym idolem i jedynym wzorem do naśladowania.

Jezus zachęcał jedynie do miłości, dobrych uczynków i wzajemnego poszanowania, równości, nie wynoszenia się ponad innych, ani bogactwem, ani dumą. W Franciszka świadomości Jezus zaistniał jako międzynarodowy Ambasador, Mistrz duchowy, Mistrz szlachetnego postępowania. Dlatego  nie chciał stwarzać nic nowego.

Niestety, niejako zmuszono go do tego. A kiedy już to zrobił, odrzucono jego parę zdań napisanych na podstawie Ewangelii. Zniszczono tę regułę, napisał więc drugą, która jemu samemu wcale się nie podobała - bowiem pisana była na życzenie jego nieduchowych już kolegów.

Franciszek pozostał jednak ze swoimi ideałami niesienia pomocy innym i miłowania nieprzyjaciół - prawie sam. Nie chciał być od tej pory ich przywódcą. Bowiem nie wyobrażał sobie tego, ażeby jego bracia, jeśli mieli dawać przykład innym, mogli być lepiej sytuowani niż przeciętni ludzie, a zwłaszcza ci biedniejsi. Tego Franciszek nie mógł zdzierżyć, gdyż zdawał sobie sprawę, że jeśli oni nie dadzą przykładu, nie przyłożą ręki do pomocy żebrakom i chorym, to nikt inny tego nie uczyni i ci nędzarze pozostaną zostawieni sami sobie, a bracia jego źle osądzeni. Tak też się niestety działo.

Franciszek chciał jedynie naśladować Mistrza, który głosił: „jeżeli ktoś pójdzie za Mną, otrzyma już tu na ziemi stokroć więcej niż zostawił dla Mnie, a nadto życie wiecznie po śmierci”. Franciszek dobrze znał tę naukę Pana. Utożsamiał się do końca z biednymi. Był po prostu ich orędownikiem u Boga i ludzi. Oni na Niego mogli liczyć. Stał się im nadzieją na lepsze i radośniejsze jutro.

Jego natomiast przyjaciele (zakon franciszkanów) już Go nie chcieli za to, że jednał się z biedą, że chodził do grzeszników i cudzołożników. Oni woleli lepsze życie, wygodniejsze i z hołotą niewiele chcieli mieć wspólnego.

Franciszek umarł sam, bez obecności bogatszych braci. Okrzyknęli go nawet szaleńcem, psychicznie chorym człowiekiem. Bóg pod koniec Jego życia obdarzył Go największą nagrodą - stygmatami.

Franciszek, jak Jego Pan, uczył skromności i miłości, a do przywódców państw pisywał błagalne listy, aby pomogli biedniejszym, i dzielili tak finanse, ażeby nikomu nie brakowało chleba. Franciszek pociągał innych za sobą, aby mogli robić to samo. Naśladowali jego postawę i nawoływali do zgody, miłości, pokoju, szlachetnego i godnego życia.

Czy i dzisiaj sytuacja nie jest trochę podobna do tamtej? Różni się tylko epoka, w jakiej żyjemy. Zastanówmy się nad tym problemem. Mamy więc się stać takimi jak On. Pomagać ludziom w kłopotach życia codziennego, a nie tylko przy okazji jakichś dużych nieszczęść. Nie musimy dziś stawać się biednymi jak Franciszek, ponieważ biedni na swój sposób jesteśmy.

Postawmy sobie za cel postawę Franciszka z Asyżu, aby pomóc ludziom podnieść się wyżej - duchowo i materialnie. Niszczmy więc nędzę, choroby, nieuctwo. Stawiajmy na wysoką technologie, dajmy ludziom wolność, swobodę i godne życie, aby nie było wśród nas żebraków, ludzi zrozpaczonych swoją sytuacją finansową, żyjących na granicy ubóstwa.

Sytuacja bytowa ludzi dzisiaj nie jest bardzo różna od tej, jaka była w XII wieku, kiedy żył św. Franciszek z Asyżu. Wszystko zależy od nas, od naszej miłości i odpowiedzialności. To, że jest źle, jest wynikiem naszych grzechów, nieuczciwości, podejmowania błędnych decyzji przez decydentów, którzy dbają tylko o swoje dobro i kieszeń.

Dziś idee św. Franciszka mogłyby być wykorzystywane przy ustalaniu kierunków reformy finansów państwa. Przecież nie musi być głodu, bezrobocia, żebraków na ulicy, zatruwania środowiska ropopochodnymi produktami... , zwykłych ludzi nie mogących utrzymać swych rodzin za żebracze pensje, kiedy tymczasem parlamentarzyści opływają w bogactwa. A żeby było śmieszniej, wybranych przez biedne społeczeństwo.

Ten Król – Monarcha bidaków, św. Franciszek niech dziś stanie na czele narodów i pociągnie ludzi wszystkich stanów do Cywilizacji Miłości, do  Systemu Miłości, dobrobytu, niech wszystkich prowadzi do rozkwitu i krainy szczęścia. Obecnie są inne czasy niż kilkadziesiąt lat temu. Odchodzimy od zbrojeń, niepokojów, nienawiści. Wykorzystajmy tę szansę i zróbmy coś lokalnie, a jeśli możemy to i globalnie, aby miłość zaczęła ożywać, zaczęła być naprawdę kochana. Dajmy sobie i innym nadzieję, uśmiech i entuzjazm Franciszka z Asyżu. I krzyczmy ile sił za Franciszkiem, jego słowa: "Dlaczego Miłość nie jest kochana!!!!"