Jak ktoś zapragnąłby mieć udział w wydaniu następnych moich pism „Wiedza od Ojca Pio” - to podaję konto: Wiesław Matuch 90 2030 0045 1130 0000 1538 6050 w tytule podać DAROWIZNA – aby uniknąć podatku. Natomiast żeby przesłać kwotę do Polski z zagranicy trzeba wpisać: PPABPLPK Jak braknie pola dodać XXX. Do tego Wy mnie też zachęcacie. Dziękuję.. Wiesiu z Waszego klubu „Wiesiorynka”. Będę u Was co dzień... (tylko na audio video). Wiesiu


https://www.paypal.me/wiesiorynka -

Założyłem też konto na PayPal - wiesiorynka@gmail.com Jeśli ktoś chciałby wesprzeć duchową naszą wspólną oddolną działalność - to jest taka możliwość. PayPal przekierowuje na moje konto w BGŻ w Polsce. W tytule podać DAROWIZNA – aby uniknąć podatku. Komfort jest, bo można korzystać z podstawowych walut z całego świata. Wiesiu

 

 

 

 

http://tagen.tv/  • Porozmawiajmy tv   DawicIcke   •  TŁUMACZ  •  Argonauta 
 
  O2.PL  •   BGŻ  •    NC+ 

  •   PLUS-Bank   •   Cena prądu  •   Test szybkości  Internetu  •   
Kalkulator sp. paliwa

 

Mój Kanał YouTube - tu będę nagrywał filmiki z Wiedzą Ojca Pio... Wiesiu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

`Kalendarium:

 
Dzisiaj jest 26 stycznia

1966 - Pierwszy udany przeszczep nerki. 1699 - Pokój w Karłowicach. 1788 - Święto narodowe Australii. 1871 - Pokój wersalski miedzy Francją i Prusami. 1880 - Urodził się Douglas Mac Arthur, generał amerykański. 1901 - Encyklika "Graves de communi". 1908 - Urodził się Stephane Grapelli, francuski skrzypek jazzowy. 1911 - Premiera "Kawalera srebrnej róży" Richarda Straussa. 1919 - Pierwsze wybory do sejmu w II Rzeczpospolitej. 1934 - Polsko-niemiecki pakt nieagresji. 1964 - Zmarł Xawery Dunikowski, rzeźbiarz.

 

Niedziela, 26 stycznia, 2020 roku.
Do końca roku zostało 341 dni.
Imieniny obchodzą:

Tymoteusza Tytusa Pauli Polikarpa Michała. Św. Tymoteusz. biskup (+I w). Urodził się w Listrze - ojciec był Grekiem, matka Żydówką. Wierny i oddany uczeń oraz współpracownik św. Pawła. Towarzyszył mu w podróżach apostolskich oraz w więzieniu w Rzymie (Flp 2,19-22).Apostoł Narodów wysyłał go w trudnych i poufnych misjach do gmin chrześcijańskich w Koryncie, Filippi, Tesalonikach. Dwa listy Pawłowe do Tymoteusza znajdują się w kanonie ksiąg Nowego Testamentu. Pierwszy biskup Efezu. Miał misjonować w Dalmacji i na Krecie. Tradycja głosi, że za czasów Trajana poniósł śmierć męczeńską. Kiedy Tymoteusz zaprotestował publicznie przeciwko krwawym igrzyskom, wzburzony tłum ukamienował go. Patron Krety. Relikwie Świętego przeniesiono z Efezu do Konstantynopola (356 r.), a następnie krzyżowcy (XII w.) wywieźli je do włoskiego miasta Termoli. Zamurowane, zostały odnalezione przypadkiem 7 maja 1945 roku. W IKONOGRAFII św. Tymoteusz przedstawiany jest w tunice lub jako biskup w liturgicznych szatach. U jego stóp leżą kamienie. Św. Tytus, biskup (+I w.). Znany jest wyłącznie z listów św. Pawła. Pochodził z rodziny grecko-rzymskiej, zamieszkałej w okolicy Antiochii Syryjskiej. Jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych uczniów św. Pawia. Towarzyszył mu w podróżach i na sobór apostolski w Jerozolimie. Paweł ustanowił go biskupem gminy chrześcijańskiej na Krecie. List Apostoła Narodów skierowany do niego należy do kanonu biblijnych ksiąg. Zmarł mając 94 lata. Patron Krety W IKONOGRAFII Święty przedstawiany jest w stroju biskupim. Jego atrybutem jest księga.

 

 

Św. Teresa z Avila  -  Dzieła św. Teresy Wielkiej...
Tylko nadziei złociste promienie świecą mi w życiu, że kiedyś zaświta Dzień, w którym skończy śmierć moje cierpienie. I tej pociechy ma dusza się chwyta... O, przyspiesz dzień ten, śmierci upragniona! Widzisz, że radość czuję a nie trwogę na myśl, że weźmiesz mnie w swoje ramiona.

Św. Jan od Krzyża  -  Dzieła św. Jana od Krzyża...
Ukryj się, moja jedyna miłości, i patrz obliczem twoim na górskie wyżyny! Nie chciej wyjawiać skrytości, lecz spójrz na drużyny tej, co wysp tajemniczych przebiega doliny.

 

 



 Biografia i myśli Ojca de Mello

Myśli Ojca Anthony de Mello - hinduskiego Jezuity:

Myśl - Dlaczego traktujesz myśl tak nieufnie? - zapytał filozof. - Myśl jest przecież dla nas jedynym narzędziem porządkowania świata. - To prawda. Myśl może jednak tak uporządkować świat, że już nie będziesz zdolny po prostu go zobaczyć. Nieco później Mistrz powiedział uczniom: - Myśl jest zasłoną, a nie zwierciadłem. Dlatego właśnie żyjecie zamknięci w osłonie z myśli, i nie dochodzi do was Rzeczywistość.

JEŹDZIĆ DALEKO BEZ SAMOCHODU - Religijna kobieta, ubolewając nad zwyczajami młodszego pokolenia: "To przez te samochody! Spójrzcie jak daleko mogą teraz jechać na tańce, czy na randkę. W twoich czasach tak nie było, prawda, babciu?" Osiemdziesięcioletnia staruszka: "Cóż, na pewno jeździliśmy tak daleko, jak się dało".

DIABEŁ I JEGO PRZYJACIEL - Pewnego razu wyszedł diabeł na spacer z przyjacielem. Nagle zobaczył przed sobą człowieka, który pochylony nad ziemią usiłował coś zbierać. - Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel. - Okruchów Prawdy - odpowiedział diabeł. - I nie niepokoi cię to? - znów zapytał przyjaciel. - Ani trochę - odpowiedział diabeł. - Pozwolę mu zrobić z tego wierzenie religijne. Wierzenie religijne jest jak drogowskaz wskazujący drogę do Prawdy. Ludzie, którzy upierają się, aby pozostawać przy drogowskazie, doznają przeszkody w postępowaniu ku Prawdzie, gdyż mają fałszywe uczucie, że już ją posiadają.

Przepiękne teksty wielkiego Jogina Sri Nisargadatty Maharaja (1897 - 1981)

Pytania i odpowiedzi (poniższe teksty, losowo wyświetlane, dopracowałam na potrzeby katolików - Wiesław Matuch)

PYTANIE: Zaciąłem się w rękę. Rana zagoiła się. Jakie siły spowodowały wyleczenie? ODPOWIEDŹ: Sprawiła to siła życia. PYTANIE: Czym jest ta siła? ODPOWIEDŹ: Jest świadomością. Wszystko jest świadome. PYTANIE: A co jest źródłem świadomości? ODPOWIEDŹ: Sama świadomość jest źródłem wszystkiego. PYTANIE: Czy może istnieć życie bez świadomości? ODPOWIEDŹ: Nie. Także świadomość nie może istnieć bez życia. Stanowią one jedność. Ale naprawdę ważne jest to ostatnie. Wszystko inne to sprawa nazwy i kształtu. Jak długo będzie pan sądził, że tylko to istnieje, co ma nazwę i kształt, tak długo będzie się panu wydawało, że nie istnieje Najwyższy Byt, Bóg. Dopiero gdy pan zrozumie, że nazwy i kształty, to puste skorupy bez jakichkolwiek zawartości, i że realne jest tylko to, co nie ma nazwy ani kształtu, co jest czystą energią życia i światłem świadomości, odnajdzie pan siebie w stanie pokoju, zatopionego w głębokiej radosnej Rzeczywistości

Ryszard Kapuściński:

Jeśli idę z aparatem fotograficznym, to patrzę na świat zupełnie inaczej, niż gdy idę sobie tak po prostu z kolegą, z którym prowadzimy dyskusję. Bo wtedy ta dyskusja jest najważniejsza, nie otaczająca nas rzeczywistość - tej nie dostrzegamy. A gdy wyruszam z aparatem w celu sfotografowania miasta, ludzi czy jakichś scen, wtedy właśnie skoncentrowany jestem na detalu. I szukam, szukam... Bo fotografia to jest detal, kompozycja detalu, to próba znalezienia w nim metafory, symbolu, i przyglądanie się mu, obserwowanie, to refleksja nad nim - co poprzez niego wiemy o świecie, co on nam mówi. (...) Bo dla mnie rzeczywistość jest połączeniem tych dwóch rzeczy: opis miasta to synteza tego, czym miasto jest w sensie historycznym, ale również - z jakich ono się składa detali.

Cytaty Przemówienia Papieża Jana Pawła II w parlamencie polskim z 11 czerwca 1999

Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. Sobór Watykański II wypowiada się na ten temat bardzo jasno: "Wspólnota polityczna istnieje (...) dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość. (...) Porządek zatem społeczny i jego rozwój winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich porządku winien być uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót. (...) Porządek ów stale trzeba rozwijać, opierać na prawdzie, budować w sprawiedliwości, ożywiać miłością; w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz pełniej ludzką równowagę" - to są cytaty z Gaudium et spes, konstytucji Vaticanum II (n. 74. 26).

Tęsknota:

Są łzy co jak ogień palą są serca, które się nigdy nie żalą są winy, na które nie ma winnego więc gdy ktoś płacze, nie pytaj: dlaczego!?

 

 

 
 

Wiesław Matuch     Kontakt smilosci@gmail.com     Wrocław 2001
System Miłości Narodów 
    

     stat4u   
 

 

 
SMN

Potęga teraźniejszości

Autor - Eckhart Tolle

Jesteś tu, aby mógł się ziścić
boski plan wszechświata.
Jesteś aż tak ważny!

Spis treści

PODZIĘKOWANIA 5

WPROWADZENIE 5

Jak powstała ta książka 5
Prawda jest w tobie 7

Rozdział pierwszy

NIE JESTEŚ SWOIM UMYSŁEM 10
Największa przeszkoda do oświecenia 10
Uwalnianie się od swojego umysłu 14
Oświecenie: wznieść się ponad swoje myśli 16
Emocja: reakcja ciała na poczynania umysłu 18

Rozdział drugi

ŚWIADOMOŚĆ: WYJŚCIE Z BÓLU 23
Nie przysparzaj bólu 23
Ból zadawniony: rozpuszczanie ciała bolesnego 24
Ego utożsamione z ciałem bolesnym 28
Pochodzenie lęku 28
Ego w poszukiwaniu pełni 30

Rozdział trzeci

W GŁĄB TEJ OTO CHWILI 32
Nie szukaj siebie w umyśle 32
Połóż kres urojonemu istnieniu czasu 32
Nic nie istnieje poza teraźniejszością 33
Klucz do wymiaru duchowego 34
Docieranie do potęgi teraźniejszości 35
Wyzwolenie z czasu psychicznego 37
Czas psychiczny jako rodzaj obłędu 39
Postawa negatywna i cierpienie zakorzenione w czasie 40
Odkrywanie życia, przysłoniętego sytuacją życiową 41
Wszelkie problemy to urojenia umysłu 42
Skok kwantowy w ewolucji świadomości 44
Radość istnienia 44

Rozdział czwarty

UMYSŁ I JEGO UNIKI PRZED TERAŹNIEJSZOŚCIĄ 47
Utrata teraźniejszości: sedno urojeń 47
Nieświadomość zwykła a nieświadomość głęboka 48
Czego szukają 49
Rozpuszczanie zwykłej nieświadomości 50
Wolność od zgryzoty 51
Gdziekolwiek jesteś, bądź tam całym sobą 53
Wewnętrzny cel drogi życiowej 57
Przeszłość nie wytrzyma konfrontacji z twoja obecnością 58

Rozdział piąty

OBECNOŚĆ 60
Jest czym innym, niż myślisz 60
Ezoteryczny sens czekania 61
Piękno powstaje w twojej niewzruszonej obecności 61
Urzeczywistnienie czystej świadomości 63
Chrystus: czym naprawdę jest twoja obecność 66

Rozdział szósty

CIAŁO WEWNĘTRZNE 68
Istnienie jest twoją najgłębszą jaźnią 68
Patrz, gdzie słowo nie sięga 68
Odnajdywanie prawdziwego siebie – niewidzialnego i niezniszczalnego 69
Łączenie się z ciałem wewnętrznym 70
Przemiana dzięki ciału 71
Kazanie o ciele 73
Zakorzeń się głęboko w sobie 73
Zanim wnikniesz w ciało, wybacz 75
Twoja więź z nieprzejawionym 76
Spowalnianie procesu starzenia 77
Wzmacnianie układu odpornościowego 77
Niech oddech wprowadzi cię w ciało 78
Twórcze posługiwanie się umysłem 79
Sztuka słuchania 79

Rozdział siódmy

BRAMY NIEPRZEJAWIONEGO 80
Głębokie wnikanie w ciało 80
Źródło czi 81
Sen bez marzeń 82
Inne bramy 82
Cisza 84
Przestrzeń 84
Prawdziwa natura czasu i przestrzeni 86
Świadoma śmierć 88

Rozdział ósmy

ZWIĄZKI OŚWIECONE 89
Wrota teraźniejszości są wszędzie, gdzie ty jesteś 89
Splot miłości i nienawiści 90
Nałóg a poszukiwanie pełni 92
Od związków uzależniających do oświeconych 94
Związki jako praktyka duchowa 95
Czemu kobiety są bliższe oświecenia 100
Zbiorowe ciało bolesne kobiet i jego rozpuszczanie 101
Wyrzeknij się związku z samym sobą 104

Rozdział dziewiąty

GDZIE NIE SIĘGA SZCZĘŚCIE ANI NIESZCZĘŚCIE, PANUJE POKÓJ 107
Wyższe dobro ponad dobrem i złem 107
Koniec z dramatem twoim w życiu 109
Nietrwałość a cykle życiowe 110
Negatywizm: jak się nim posługiwać i jak się go wyrzec 113
Natura współczucia 117
W stronę rzeczywistości innego rzędu 119

Rozdział dziesiąty

SENS PODDANIA 124
Zgoda na teraźniejszość 124
Od energii umysłowej do duchowej 127
Poddanie w związkach osobistych 128
Od choroby do oświecenia 130
W obliczu katastrofy 132
Cierpienie w spokój przeistoczone 133
Droga krzyżowa 135
Swoboda wyboru 136


 

PODZIĘKOWANIA

Jestem głęboko wdzięczny Connie Kellough za troskę i wsparcie, a także za ogromny wkład, jaki wniosła w opracowanie tekstu tej książki i jej wydanie. Nasza współpraca dała mi wiele radości.

Moje podziękowania należą się też Corei Ladner i wszystkim wspaniałym ludziom, którzy pomogli mi stworzyć tę książkę, ponieważ dali mi najcenniejszy spośród darów – przestrzeń. To dzięki nim mogłem swobodnie pisać i żyć. Dziękuję więc Ad–rienne Bradley z Vancouver, Margaret Miller z Londynu, Angie Francesco z Glastonbury w Anglii, Richardowi z Menlo Park i Rennie Frumkin z Sausalito w Kalifornii.

Wyrażam również wdzięczność Shirley Spaxman i Howar–dowi Kelloughowi za przejrzenie wczesnej wersji maszynopisu i za użyteczne komentarze, a także wszystkim tym, którzy zechcieli zrecenzować tekst w późniejszych stadiach obróbki i podzielić się ze mną swoją opinią. Dziękuję Rosę Dendewich za to, że opracowała książkę na komputerze, robiąc to z radością, a zarazem profesjonalnie. Chciałbym jeszcze przesłać wyrazy miłości i wdzięczności swoim rodzicom, bez których udziału książka ta nigdy by nie powstała, oraz nauczycielom duchowym, a zwłaszcza największemu spośród wszystkich guru: życiu.

Wprowadzenie

Jak powstała ta książka

Przeszłość niewiele mnie obchodzi, rzadko więc o niej myślę; chciałbym jednak pokrótce opowiedzieć, jak zostałem nauczycielem duchowym i jak doszło do powstania tej książki.

Zanim skończyłem trzydzieści lat, żyłem w prawie ciągłym niepokoju, a jedynym urozmaiceniem tego stanu były napady depresji, którym towarzyszyły myśli samobójcze. Czuję się teraz tak, jakbym mówił o jednym ze swoich poprzednich wcieleń lub wręcz o cudzym życiu.

Wkrótce po dwudziestych dziewiątych urodzinach obudziłem się nad ranem, ogarnięty bezgraniczną zgrozą. Wielokrotnie zdarzało mi się już budzić z takim uczuciem, lecz tym razem było ono silniejsze niż kiedykolwiek. Nocna cisza, niewyraźne kontury mebli w ciemnym pokoju, daleki turkot przejeżdżającego pociągu – wszystko to wydawało się tak obce, wrogie i bezsensowne, że napawało mnie głębokim wstrętem do świata. Ale najohydniejsze było moje własne istnienie. Po co dalej żyć, dźwigając brzemię niedoli? Po co przedłużać nieustanną szarpaninę? Czułem, jak głęboka tęsknota za unicestwieniem, za niebytem, wyraźnie bierze górę nad instynktownym pragnieniem, żeby jednak jeszcze pożyć.

„Dłużej już ze sobą nie wytrzymam”. Ta właśnie myśl nasuwała mi się raz po raz. I nagle zdałem sobie sprawę z jej osobliwości. „Jestem jeden, czy jest mnie dwóch? Jeśli nie mogę ze sobą wytrzymać, to widocznie jesteśmy dwaj: z jednej strony »ja«, który mówię te słowa, a z drugiej jakaś – powiedzmy – osoba«, z którą już nie wytrzymuję. A skoro tak, to może tylko jedno z nas istnieje naprawdę”.

To raptowne odkrycie tak mnie oszołomiło, że mój umysł stanął jak wryty. Byłem w pełni świadom, ale nie miałem w głowie ani jednej myśli. A potem wciągnęło mnie coś w rodzaju energetycznego wiru. Najpierw był powolny ruch, a później przyspieszenie. Owładnął mną przemożny lęk i cały zacząłem dygotać. Usłyszałem słowa „niczemu się nie opieraj” jakby wypowiedział je jakiś głos w mojej piersi. Czułem, że wsysa mnie próżnia. Miałem jednak zarazem takie uczucie, jakby ist-niała ona we mnie samym, nie zaś na zewnątrz. I nagle znikł wszelki lęk, a ja pozwoliłem sobie wpaść w tę próżnię. W ogóle nie pamiętam, co było dalej.

Obudziło mnie ćwierkanie ptaka za oknem. Nigdy przedtem nie słyszałem takiego dźwięku. Pod zamkniętymi powiekami ukazał mi się drogocenny brylant. No właśnie: gdyby brylant mógł wydawać dźwięk, brzmiałby on dokładnie tak jak ten ptasi śpiew. Otworzyłem oczy. Przez firanki wlewał się do pokoju pierwszy brzask. Zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć, już czułem, już wiedziałem, że światło to coś nieskończenie bogatszego niż my, ludzie, zdajemy sobie sprawę. Sącząca się przez firanki łagodna świetlistość była samą miłością. Łzy zakręciły mi się w oczach. Wstałem i przeszedłem się po pokoju. Bez trudu rozpoznałem w nim własny pokój, ale wiedziałem, że tak naprawdę widzę go pierwszy raz w życiu. Wszystko było świeże i dziewicze, jakby właśnie przed chwilą zaistniało. Biorąc do ręki kolejne przedmioty – ołówek, pustą butelkę – zdumiewałem się, jakie są piękne i żywe.

Tamtego dnia chodziłem po mieście, bezgranicznie zdziwiony cudownością życia na Ziemi, jakbym dopiero co przyszedł na świat.

Pięć następnych miesięcy przeżyłem w niezmąconym, głębokim spokoju i błogości. Później intensywność tego stanu nieco osłabła – a może tak mi się tylko wydawało, ponieważ stał się on dla mnie czymś naturalnym. Nadal potrafiłem funkcjonować w świecie, chociaż zdawałem sobie sprawę, że nic nie mogę zrobić, aby wzbogacić to, co już mam.

Wiedziałem oczywiście, że przydarzyło mi się coś głęboko istotnego, lecz w ogóle tego zdarzenia nie rozumiałem. Dopiero po kilku latach, kiedy już naczytałem się różnych tekstów o tematyce duchowej i spędziłem trochę czasu z nauczycielami duchowymi, pojąłem, że przytrafiło mi się właśnie to, czego wszyscy szukają. Zrozumiałem, że pod ogromnym naciskiem cierpienia, jakiego doświadczyłem owej nocy, moja świadomość musiała zapewne zaniechać utożsamiania się z nieszczęśliwym i głęboko zalęknionym Ja”, które w sumie jest tylko stworzoną przez umysł fikcją. Zaniechanie to było widocznie tak całkowite, że fałszywe, cierpiące Ja” natychmiast runęło – niby nadmuchiwana zabawka, z której wyciągnięto zatyczkę. Pozostała jedynie moja prawdziwa natura, rozumiana jako wiecznie obecne „Ja jestem”: świadomość w stanie czystym – sprzed utożsamienia z formą. W późniejszym czasie nauczyłem się z pełną świadomością wnikać w tę niepoddaną czasowi, niedostępną dla śmierci sferę wewnętrzną, którą zrazu uznałem za próżnię. Osiągałem stany tak nieopisanie błogie i święte, że blednie przy nich nawet to pierwsze, wspomniane na wstępie przeżycie. Nadszedł w końcu czas, kiedy na płaszczyźnie fizycznej wszystko, ale to wszystko utraciłem. Nie łączyły mnie żadne związki z ludźmi, nie miałem pracy, domu ani tożsamości społecznej. Prawie dwa lata przesiedziałem na ławkach w parku, czując niesłychanie silną radość.

Lecz nawet najpiękniejsze doznania pojawiają się, aby kiedyś przeminąć. Zapewne ważniejszy od wszelkich doznań jest podskórny nurt spokoju, który od tamtej pory ani na chwilę mnie nie opuścił. Czasem bywa on bardzo silny, niemal dotykalny, tak że potrafią go odczuć również inni ludzie. Kiedy indziej schodzi na dalszy plan i dobiega stamtąd niby odległa melodia.

W późniejszych latach zdarzało się, że ktoś do mnie podchodził i mówił: „Chcę mieć to samo, co ty. Czy możesz mi to dać albo pokazać, jak mógłbym to zdobyć?”, a ja odpowiadałem: „Już to masz. Po prostu jeszcze tego nie czujesz, bo twój umysł robi za dużo hałasu”. Z tej odpowiedzi wyrosła z czasem ta oto książka.

Zanim zdążyłem się połapać, znów miałem zewnętrzną tożsamość: zostałem nauczycielem duchowym.

Prawda, która jest w tobie

W książce tej zawarta jest sama istota działalności – o tyle, o ile daje się ją przekazać w słowach – którą od dziesięciu lat prowadzę w Europie i w Ameryce Północnej, pracując już to z pojedynczymi osobami, już to z niewielkimi grupkami poszukiwaczy, penetrujących sferę ducha. Chciałbym z głębokim uczuciem i uznaniem podziękować tym wyjątkowym ludziom za ich odwagę, za gotowość sprostania przemianie wewnętrznej, za trudne pytania, jakie mi zadają, i za chęć słuchania. Bez nich książka ta nigdy by nie powstała. Należą do nielicznej jak dotąd, lecz na szczęście rosnącej mniejszości duchowych pionierów: osiągnąwszy pewien etap rozwoju, potrafią zerwać odziedziczone więzy kolektywnych schematów umysłowych, które od całych eonów trzymają ludzkość we władzy cierpienia. Wierzę, że książka ta trafi w ręce ludzi, którzy dojrzeli już do radykalnej przemiany wewnętrznej, a tym samym przemianę tę przyspieszy. Mam też nadzieję, że dotrze do wielu innych osób, którym jej treść wyda się godna zastanowienia, choć może nie będą jeszcze gotowe żyć w pełnej zgodzie z zawartym tu przesłaniem, stosując je w praktyce. Być może kiedyś, później, w nich także ziarno zasiane podczas lektury połączy się z ziarnem oświecenia, które każdy nosi w sobie, i nagle zakiełkuje, ożyje.

Książka ta w swojej obecnej postaci wyłoniła się – w znacznej mierze spontanicznie – jako odpowiedź na pytania, które zadawali uczestnicy rozmaitych seminariów, kursów medytacji i prywatnych sesji terapeutycznych, toteż w ostatecznej redakcji zachowałem formę pytań i odpowiedzi. Wspomniane kursy i sesje nauczyły mnie i dały mi wcale nie mniej niż pytającym. Niektóre pytania zapisałem prawie słowo w słowo. Inne są syntetyczne: każde powstało z połączenia kilku często zadawanych pytań pewnego typu, natomiast odpowiedź na nie utworzyłem, wydobywając samo sedno z paru rozmaitych odpowiedzi. Niekiedy w trakcie pisania nasuwała mi się zupełnie nowa odpowiedź, głębsza i wnikliwsza niż wszystko, co wcześniej zdołałem sformułować. Pewne dodatkowe pytania zadał mi wydawca, pragnąc dokładniej wyjaśnić niektóre kwestie.

Sam zauważysz, że od pierwszej do ostatniej strony dialogi te toczą się na przemian na dwóch różnych poziomach.

Na jednym poziomie zwracam ci uwagę na to, co jest w tobie fałszem. Mówię o naturze ludzkiej nieświadomości i zaburzeń funkcjonowania, a także o tym, jak zjawiska te zazwyczaj się przejawiają w zachowaniu, począwszy od konfliktów w relacjach międzyludzkich, a skończywszy na wojnach między plemionami czy państwami. Znajomość tych zagadnień jest nieodzowna, dopóki bowiem nie nauczysz się dostrzegać fałszu w tym, co fałszywe – innymi słowy: widzieć, co nie jest naprawdę tobą – nie dokona się trwała przemiana i zawsze prędzej czy później dasz się wciągnąć z powrotem w sferę iluzji i takiego czy innego rodzaju bólu. Na tym poziomie pokazuję ci też, jak należy postępować, żeby z tego, co w tobie fałszywe, nie budować sobie rzekomego „ja” ani nie stwarzać osobistych problemów, gdyż tym właśnie sposobem fałsz w nieskończoność się powiela.

Na drugim poziomie dyskursu mówię o głębokiej przemianie ludzkiej świadomości, przedstawiając tę przemianę nie jako odległą i niepewną perspektywę, lecz jako coś, co już teraz znaj-duje się w twoim zasięgu, niezależnie od tego, kim i gdzie jesteś. Pokazuję ci, jak możesz się wyrwać ze zniewolenia, w którym trzyma cię umysł, jak przejść na poziom świadomości oświeconej i zachować ją w życiu codziennym.

W partiach książki poświęconych temu drugiemu poziomowi nie zawsze dobieram słowa z myślą o przekazaniu konkretnych informacji; niekiedy chodzi mi głównie o to, żeby wciągnąć cię w ten nowy stan świadomości. Raz po raz próbuję zabrać cię ze sobą w tę niepoddaną czasowi sferę intensywnej, świadomej obecności w Teraźniejszej Chwili, żeby dać ci przedsmak oświecenia. Dopóki sam go nie zaznasz, fragmenty te mogą ci się wydawać nieco monotonne. Lecz gdy tylko poznasz z własnego doświadczenia to, o czym mówię, na pewno zrozumiesz, że w passusach tych zawarty jest ogrom mocy duchowej, a wtedy uznasz je może za najwartościowsze z całej książki. Jeszcze jedno: ponieważ każdy człowiek nosi w sobie ziarno oświecenia, często zwracam się wprost do tego kogoś, kto wie, o co mi idzie – do tego kogoś, kto mieszka w tobie, chociaż przesłania go myśliciel; zwracam się do tej głębszej jaźni, która natychmiast rozpoznaje prawdę duchową, wpada z nią w rezonans i czerpie z niej siłę.

Pojawiający się tu i ówdzie znak ∫ wskazuje, że warto może przerwać lekturę, trochę pomilczeć, naprawdę poczuć i przeżyć prawdziwość tego, co przed chwilą zostało powiedziane. Przy innych fragmentach pomysł ten może ci się nasunąć naturalnie i spontanicznie.

Kiedy zaczniesz czytać tę książkę, znaczenie takich słów jak „Istnienie” czy „obecność” niekoniecznie będzie dla ciebie od razu całkiem jasne. Jeśli tak się zdarzy, po prostu czytaj dalej. W trakcie lektury mogą ci się nasuwać pytania lub wątpliwości. Odpowiedź na niektóre z nich znajdziesz zapewne w dalszych rozdziałach, inne zaś okażą się nieistotne, gdy głębiej wnikniesz w tę naukę – i w siebie.

Nie czytaj samym umysłem. ZAUWAŻ, czy w odpowiedzi na to, co czytasz, nie pojawia się w tobie odczucie, wrażenie, że oto spotykasz się z czymś, co w głębi duszy już wiesz. Nie mogę ci oznajmić żadnej prawdy duchowej, której gdzieś głęboko w sobie wcześniej byś nie znał. Mogę ci jedynie przypomnieć coś, o czym zapomniałeś. A wtedy odzywa się i swobodnie wyłania z wnętrza każdej komórki twojego ciała żywa wiedza – pradawna, a zarazem wiecznie nowa.

Umysł wciąż chce wszystko szufladkować i porównywać, ale z tej akurat książki więcej skorzystasz, jeśli użytej tutaj terminologii nie będziesz porównywał z terminologią innych nauczycieli; jeśli nie powstrzymasz się od tych porównań, zapewne namącisz sobie w głowie. Takich określeń, jak „umysł”, „szczęście” i „świadomość” używam niekoniecznie w tym samym sensie, co inni nauczyciele. Nie przywiązuj się do żadnych słów. To tylko szczeble, które należy jak najszybciej zostawić za sobą.

Jeśli czasem cytuję słowa Jezusa czy Buddy, fragmenty Lekcji cudów lub innych nauk, robię to nie dla porównania, lecz aby zwrócić ci uwagę na fakt, że w gruncie rzeczy istnieje i zawsze istniała tylko jedna nauka duchowa, chociaż przekazywano ją w wielu różnych formach. Niektóre z nich – na przykład formy przekazu, stosowane w religiach o długiej tradycji – tak już obrosły zewnętrznością, że ich duchowa esencja prawie zupełnie się zatraca, toteż głębszy sens tych religii w znacznej mierze przestał być dostrzegany, a ich przeobrażająca moc zanikła. Ilekroć więc czerpię cytaty z tych pradawnych religii lub z innych nauk, staram się odsłonić ich głębsze znaczenie, aby wskrzesić w ten sposób ich przeobrażającą moc – zwłaszcza na użytek czytelników, którzy są owych religii czy też nauk wyznawcami. Mówię im: nie musicie szukać prawdy nigdzie indziej. Pozwólcie, że pokażę wam, jak możecie głębiej wniknąć w to, co już macie.

Zazwyczaj staram się jednak używać terminologii możliwie najbardziej neutralnej, żeby dotrzeć do jak najszerszego kręgu czytelników. Książkę tę można traktować jako nowy wykład ponadczasowej nauki duchowej, esencji wszystkich religii, sformułowanej tutaj zgodnie z potrzebami naszych czasów. Treść wykładu nie została zaczerpnięta ze źródeł zewnętrznych, lecz z jedynego prawdziwego Źródła, które mieści się w ludzkim wnętrzu, nie ma w niej więc żadnych teorii ani spekulacji. Mówię na podstawie wewnętrznego doświadczenia, a jeśli chwilami przemawiam z naciskiem, to tylko po to, żeby przebić się przez grube warstwy oporu, jaki stawia umysł, i dotrzeć do tego miejsca w tobie, w którym już dawno wiesz to wszystko równie dobrze jak ja – do miejsca, w którym słysząc prawdę, natychmiast ją się rozpoznaje. Człowiek wpada wtedy w uniesienie i nagle żyje mocniej niż przedtem, jak gdyby coś w nim mówiło: „Tak. Wiem, że to prawda”.