Historia przeniesienia Michaela D. na inną planetę
SM
MICHEL DESMARQUET "MISJA "
5. Uczę się żyć na nowej planecie
Thao wydawała się być tutaj osobą bardzo popularną. Udzielała teraz odpowiedzi
na liczne pytania – zawsze z jej naturalnym, szerokim uśmiechem. Wkrótce jednak,
kilka naszych gospodyń musiało zająć się swoimi obowiązkami i potraktowaliśmy to
jako sygnał do wyjścia. Nałożyłem znowu maskę i opuściliśmy tych ludzi, jak
również tych znajdujących się w większym pomieszczeniu, pośród wielu gestów
przyjaźni i życzliwości.
Z powrotem wróciliśmy do naszego pojazdu i ruszyliśmy natychmiast w kierunku
lasu, który widać było w oddali. Lecieliśmy na wysokości około pięciu czy
sześciu metrów z szybkością, którą oceniłbym na około 70 – 80 kilometrów na
godzinę. Powietrze było ciepłe i aromatyczne i znów popadłem w rodzaj euforii,
jakiej nigdy nie doświadczyłem na Ziemi.
Przylecieliśmy nad skraj lasu i pamiętam, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie
wysokość najwyższych drzew. Wzbijały się do nieba na wysokość około 200 metrów.
Najwyższe ma 240 metrów, Michel -Thao wyjaśniła mi bez mojego pytania – a jego
średnica u podstawy mierzy pomiędzy 20 a 30 metrów.
Niektóre z tych drzew mają 8000 naszych lat. Nasz rok składa się z 333 dni po 26
kars. Jedna karsa składa się z 55 lors, lorsa ma 70 kasji, a kasja jest prawie
równa waszej sekundzie ( teraz to sobie oblicz). Czy chciałbyś udać się do
twojego 'apartamentu' czy wolałbyś najpierw popatrzeć na las?
Zwiedźmy najpierw las, Thao.
Pojazd zmniejszył znacznie szybkość i mogliśmy szybować pomiędzy drzewami, a
nawet zatrzymać się i przyjrzeć się im uważniej. Lecieliśmy na zmiennej
wysokości, zmieniającej się od poziomu ziemi do 10 metrów ponad ziemią. Thao
potrafiła prowadzić naszą 'latającą platformę' z zadziwiającą precyzją i
biegłością. Nasz pojazd i sposób, w jaki Thao go prowadziła, przypominał mi
latający dywan, który zabierał mnie w magiczną podróż po tym wspaniałym leśnym
poszyciu.
Thao pochyliła się w moim kierunku i zdjęła moją maskę. Poszycie było świetliste
z lekko złotawym odcieniem i mój wzrok potrafił to znieść.
To świetna pora, Michel, abyś przyzwyczajał się do światła i koloru. Spójrz!
Podążyłem za jej wzrokiem i zauważyłem trzy olbrzymie motyle o żywym ubarwieniu
znajdujące się bardzo wysoko wśród gałęzi. Te lepidoptery, których rozpiętość
skrzydeł była nie mniejsza niż metr, fruwały wysoko pośród listowia. Na
szczęście przyleciały bliżej nas na niebiesko-zielono-pomarańczowych skrzydłach.
Widzę to wyraźnie, jakby to było wczoraj. Ocierały się o nas swoimi skrzydłami o
dziwacznym obwodzie, co tworzyło przepiękny i zapierający dech w piersiach
widok. Jeden z nich usiadł na liściu w odległości kilku metrów od nas. Mogłem
podziwiać jego ciało jakby w srebrno-złotych pierścieniach i jego
nefrytowo-zielone czułki. Jego trąbka była złota a góra jego skrzydeł była
zielona w jasnoniebieskie pasy na przemian z ciemno-pomarańczowymi rombami. Spód
skrzydeł był ciemnoniebieski, ale świecący, jak gdyby oświetlał go z góry
projektor.
W czasie, kiedy ten gigantyczny insekt pozostawał na liściu, wydawał delikatny
świszczący dźwięk, co mnie zupełnie zaskoczyło. Nigdy nie słyszałem, aby
jakikolwiek lepidopteron na Ziemi wydawał jakikolwiek dźwięk. Oczywiście w tym
momencie nie byliśmy na Ziemi tylko na TJehoobie i był to dopiero początek
długiego ciągu moich niespodzianek.
Niewiarygodna różnorodność roślin, jedna dziwniejsze od drugiej, pokrywały
poszycie leśne. Zakrywały ziemię całkowicie, ale krzaków nie widziałem za wiele.
Pewnie leśne giganty nie pozwoliły im się rozwinąć.
Jeżeli chodzi o rozmiary roślin, to najmniejsze podobne były do mchu
pokrywającego ziemię, a największe były wielkości dużego krzewu róży. Jeden
gatunek miał grube jak ręka liście o różnych kształtach – czasami w kształcie
serca lub okrągłe, czasami bardzo długie i cienkie – o kolorze bardziej
niebieskim niż zielonym.
Kwiaty w każdym kształcie i kolorze, nawet czysto czarne przeplatały się
nawzajem. Z wysokości kilku metrów efekt był absolutnie wspaniały.
Wznieśliśmy się, aż dosięgliśmy najwyższych gałęzi i znów nałożyłem maskę,
zgodnie z poleceniem Thao. Wyłoniliśmy się z firmamentu i poruszaliśmy się
powoli tuż nad koronami tych
olbrzymich drzew.
Światło ponad lasem było znów niezwykle intensywne i miałem wrażenie, że
podróżujemy po krainie z czystego kryształu.
Cudowne ptaki usadowiły się na szczytach wyższych drzew i patrzyły bez strachu,
jak przelatujemy. Ich różnorodne, bogate kolory były istną ucztą dla oczu,
pomimo tłumiącego efektu mojej maski. Były tu różne gatunki papugi Ara o
błękitnym, żółtym, różowym i czerwonym upierzeniu. Pośród nich gatunek rajskiego
ptaka chodził wyniośle pośród chmary czegoś, co przypominało kolibry.
Kolibry te miały jaskrawoczerwone upierzenie nakrapiane złotym. Czerwone, różowe
i pomarańczowe pióra ogonowe rajskich ptaków dochodziły do 250 centymetrów
długości a ich rozpiętość skrzydeł osiągała prawie dwa metry.
Kiedy te klejnoty’ poderwały się do lotu, na spodzie ich skrzydeł pokazywał się
delikatny, mglisto różowy kolor z odrobiną jasnoniebieskiego na końcach. Było to
zaskakujące, ponieważ górne powierzchnie ich skrzydeł były pomarańczowo-żółte.
Ich głowy pokrywały bukiety piór o imponujących rozmiarach, każde pióro w innym
kolorze: żółtym, zielonym, pomarańczowym, czarnym, niebieskim, czerwonym,
białym, kremowym.
Czuję frustrację, próbując opisać słowami kolory, które widziałem na TJehoobie.
Wydaje mi się, że przydałby mi się cały, nowy leksykon, ponieważ brak mi słów w
moim języku. Zdawało mi się ciągle, że te kolory wychodzą z wewnątrz
przedmiotów, na które patrzyłem i że kolory te były czymś więcej niż kolorami.
Na Ziemi znamy być może około 15 odcieni czerwonego; tutaj musiało być ich ponad
sto.
Nie tylko kolory przyciągnęły moją uwagę. Dźwięki, które słyszałem, odkąd
zaczęliśmy naszą podróż nad lasem, natchnęły mnie, aby poszukać wyjaśnień u
Thao. Była to prawie muzyka w tle, bardzo delikatna i subtelna, przypominająca
dźwięki fletu, który ciągle grał tę samą melodię, ale w oddali.
Kiedy lecieliśmy, muzyka zdawała się ulegać zmianie, ale potem wracała do
pierwotnego brzmienia.
Czy to co słyszę, to muzyka?
To drgania wydawane przez tysiące insektów, które w połączeniu z drganiami
kolorów odbijanych przez promienie słoneczne od pewnych roślin, jak na przykład
Xinoxi, tworzą bardzo muzykalne efekty, tak jakie słyszysz. My sami słyszymy je
tylko wtedy, kiedy specjalnie zwracamy na nie uwagę, ponieważ stanowią one
nieodłączną część naszego życia i naszego środowiska. Prawda, że to bardzo
kojące?
Wyjątkowo.
Nasi eksperci twierdzą, że gdyby drgania te zanikły, mielibyśmy poważne problemy
ze wzrokiem. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne, ponieważ ucho bardziej
niż oko wydaje się te drgania odbierać. Jednakże co eksperci, to eksperci,
Michel. W każdym bądź razie, niewiele nas to powinno martwić, ponieważ ci sami
eksperci twierdzą, że prawdopodobieństwo zaniku tych drgań jest tak małe, jak
szansa, że jutro zgaśnie słońce.
Thao zawróciła nasz pojazd i po chwili opuściliśmy leśne szczyty i lecieliśmy
nad równiną, którą płynęła nefrytowo-zielona rzeka.
Zniżyliśmy się na wysokość około trzech metrów i podążaliśmy jej biegiem.
Mogliśmy teraz śledzić ruchy dziwnych ryb, które były bardziej podobne do
dziobaków niż do ryb jako takich. Woda była kryształowo czysta i z tej wysokości
mogliśmy dostrzec wszystko, co znajdowało się na dole, aż do najmniejszego
kamyka.
Kiedy spojrzałem w górę, zobaczyłem, że zbliżamy się do oceanu. Drzewa palmowe
przypominające palmy kokosowe kołysały swoje majestatyczne liście na
imponujących wysokościach na brzegu złotopiaszczystej plaży. Błękitny kolor
oceanu przyjemnie kontrastował z jasnoczerwoną barwą skał wkomponowanych w
niewielkie wzgórza, z których widok rozciągał się na część plaży.
Około stu ludzi wylegiwało się na piasku, niektórzy pływali zupełnie nago w
przeźroczystych wodach oceanu.
Poczułem się lekko oszołomiony, nie tylko przez nowe i zadziwiające rzeczy,
które ciągle odkrywałem, ale także przez nieustanne uczucie lekkości z powodu
zmiany grawitacji. Uczucie to przypomniało mi o Ziemi – co za dziwne słowo i jak
ciężko było mi wyobrazić sobie teraz Ziemię!
Słuchowe i wzrokowe drgania w sposób niezwykły oddziaływały na mój system
nerwowy. Będąc
człowiekiem nerwowym, żyjącym w ciągłym napięciu, czułem się kompletnie
rozluźniony – tak jakbym zanurzył się w ciepłej kąpieli i pozwolił się unosić
bańkom mydlanym na tle delikatnej muzyki.
Tak naprawdę to byłem nawet jeszcze bardziej zrelaksowany –do tego stopnia, że
czułem, że się rozpłaczę.
Przelecieliśmy całkiem szybko przez wody olbrzymiej zatoki, lecąc około 12
metrów ponad wodami. Dostrzegłem na horyzoncie kilka kropek –niektóre były
większe niż pozostałe i uświadomiłem sobie, że musiały to być wyspy, bez
wątpienia te same, które widziałem wcześniej –zanim wylądowaliśmy na TJehoobie.
Skierowaliśmy się w kierunku najmniejszej wysepki. Spojrzałem w dół i
zobaczyłem, że podąża za nami ławica ryb, bawiących się przepływając przez cień,
jaki nasz pojazd rzucał na wodę.
Czy to są rekiny? – zapytałem.
Nie, to Dajiks – bracia waszych delfinów. Lubią się tak samo bawić jak delfiny,
widzisz?
Popatrz! – przerwałem Thao – popatrz!
Thao spojrzała tam, gdzie wskazałem i zaczęła się śmiać. A ja byłem kompletnie
zdumiony widząc, jak grupa ludzi zbliżała się do nas, najwyraźniej nie
potrzebując do tego żadnego pojazdu.
Znajdowali się dwa metry nad wodą w pozycji pionowej i nie tylko unosili się w
powietrzu, ale poruszali się całkiem szybko w naszym kierunku. Wkrótce nasze
drogi skrzyżowały się i wymieniliśmy wielkie gesty przyjaźni. W tej samej chwili
fala dobrego samopoczucia przepłynęła przeze mnie, trwająca kilka sekund. Było
to dokładnie to samo odczucie, które wywołała Latoli i wiedziałem, że jest to
znak pozdrowienia od 'latających ludzi'.
Jak oni to robią? Czy to jest lewitacja?
Nie, mają Tarę [Tara to aparat, który nosi się jak pas, kiedy chce się latać]
przypiętą do pasa i Litiolak [Litiolak stosowany jest razem z Tarą, ale trzyma
się go w ręku] w ręku. Wytwarzają one pewne drgania, neutralizujące zimną siłę
magnetyczną planety i pozwalające na neutralizację siły przyciągania
grawitacyjnego. Nawet przedmiot o wadze miliona ton staje się tak lekki jak
piórko. Następnie, za pomocą innych drgań, przypominających ultra-dźwięki, mogą
skierować się dokładnie tam, gdzie chcą, tak jak to robią teraz. Na tej planecie
każdy kto chce podróżować na znaczną odległość używa tej metody.
W takim razie po co nam ten pojazd? –zapytałem, ponieważ miałem ochotę
poeksperymentować z takim urządzeniem, które nawiasem mówiąc nie wydawało
żadnego dźwięku.
Michel, brakuje ci cierpliwości. Podróżujemy w ten sposób, ponieważ nie
potrafiłbyś lecieć przy pomocy Litiolaka. Bez praktyki – mógłbyś sobie wyrządzić
krzywdę. Być może później, gdy będzie czas, nauczę cię, jak się nim posługiwać.
Spójrz, już prawie przylecieliśmy.
Rzeczywiście zbliżaliśmy się szybko w kierunku wysepki. Wyraźnie widziałem złotą
plażę, gdzie kilku ludzi wylegiwało się w słońcu. Prawie natychmiast
przelecieliśmy pod liśćmi palm wzdłuż szerokiej ścieżki obramowanej dwoma
rzędami kwiecistych i bardzo pachnących krzewów. Przestrzeń wypełniały ożywione
dźwięki i barwy owadów, motyli i ptaków.
Pojazd leciał powoli, tuż przy ziemi, i po ostatnim zakręcie na ścieżce,
wylądowaliśmy przed 'małym jajkiem', które leżało wśród małych drzew i kwitnącej
winorośli. Wyglądało na to, że każdy budynek na tej planecie miał kształt jajka.
Większość z nich leżało na swoich 'bokach', ale czasami stały prosto, tak jak to
powiedziałem – czubkiem do góry. 'Skorupki' były białe z domieszką innych
jasnych kolorów i nie miały żadnych okien ani drzwi.
Jeżeli chodzi o to szczególne jajko, to leżało ono na boku, do połowy pod
ziemią. Miało 30 metrów na długość i 20 metrów w średnicy – całkiem małe w
porównaniu z tymi, które do tej pory widziałem.
Thao zatrzymała pojazd przed jasnym światłem, które znajdowało się na środku
ściany jajka. Opuszczając platformę weszliśmy do budynku. Kiedy to robiliśmy
poczułem lekki opór, nie większy niż waga puchu. Przypomniałem sobie, że podobne
uczucie miałem wcześniej, kiedy przechodziliśmy przez ściany kosmicznego
centrum.
Sam fakt, że budynki te nie mają ani okien ani drzwi jest niezwykły, ale gdy się
wejdzie do środka wszystko wydaje się jeszcze dziwniejsze. Jak już wspomniałem
wcześniej, ogólne wrażenie miałem takie, jakbym wciąż był na zewnątrz.
Uderzające piękno kolorów promieniowało z otaczającej zieleni; gałęzie drzew
rozcinające lazur nieba; motyle; kwiaty. Pamiętam, jak jakiś ptak usiadł prosto
na środku 'dachu', tak że mogłem widzieć spód jego stóp. Wyglądało to tak, jak
gdyby w jakiś cudowny
sposób zawisł w powietrzu – efekt był niesamowity.
Jedynym elementem kontrastującym z przyrodą świata zewnętrznego była podłoga,
którą pokrywało coś w rodzaju dywanu, na którym stały wygodnie wyglądające
krzesła i duże stoły w stylu piedestałów. Wszystkie te meble były oczywiście
ogromne – pasujące do tych wielkich’ ludzi.
Thao – zapytałem –jak to jest, że ściany u was są przeźroczyste, a jednak z
zewnątrz nie widać co jest w środku? I w jaki sposób można przechodzić przez
ściany, tak jak to robiliśmy?
Michel, przede wszystkim zdejmij tę maskę. Zmniejszę intensywność światła
wewnątrz, abyś mógł je tolerować.
Thao zbliżyła się do jakiegoś przedmiotu na podłodze i dotknęła go. Kiedy
zdjąłem maskę stwierdziłem, że światło było bardziej znośne od tego, gdy nosiłem
maskę, chociaż jakość blasku została przywrócona.
Widzisz Michel, budynek ten istnieje dzięki specjalnemu polu magnetycznemu.
Skopiowaliśmy siły natury i twory natury do naszych własnych celów. Pozwól, że
ci to wyjaśnię. Każde ciało – człowiek, zwierzę czy też minerał –posiada wokół
siebie pole. Na przykład ciało człowieka otacza zarówno Aura jak i eteryczne
pole siłowe w kształcie owalnym. Wiesz o tym, prawda?
Przytaknąłem.
Eteryczna pole siłowe składa się częściowo z elektryczności oraz w większym
stopniu z drgań, które nazywamy Ariacostinaki.
Drgania te chronią cię nieprzerwanie gdy żyjesz i nie należy ich mylić z
drganiami Aury. Żeby stworzyć nasze mieszkania, skopiowaliśmy naturę, tworząc
pole mineralnych elektro-eterycznych drgań wokół jądra – Thao wskazała na
'jajko' o rozmiarze strusiego jaja, które leżało na środku pomieszczenia
pomiędzy siedzeniami. – Czy mógłbyś popchnąć ten fotel, Michel?
Spojrzałem na Thao zdziwiony jej prośbą, biorąc pod uwagę rozmiar fotela i fakt,
że przedtem nigdy mnie o nic nie prosiła. Spróbowałem wyświadczyć jej przysługę
ale z trudnością, bo fotel rzeczywiście był ciężki; udało mi się go przesunąć o
jakieś 50 centymetrów.
Świetnie – powiedziała – a teraz, czy mógłbyś mi podać jajko.
Uśmiechnąłem się. W porównaniu z poprzednim zadaniem wyglądało to bardzo prosto.
Mógłbym podnieść je jedną ręką bez żadnego wysiłku; ale żeby go nie upuścić,
wziąłem jajko w dobie ręce i. upadłem na kolana! Nie sądziłem, że będzie ono
takie ciężkie i straciłem równowagę. Wstałem, spróbowałem ponownie, tym razem z
całych sił. ani drgnęło.
Thao dotknęła mojego ramienia.
Popatrz – powiedziała. Podeszła do fotela, który z takim trudem przesunąłem, i
jedną ręką uniosła go ponad swoją głowę. Następnie wzięła jajko w obie ręce,
pchała i ciągnęła je z całych sił, aż żyły nabrzmiały na jej szyi. Jajko nie
drgnęło nawet o jedną dziesiątą milimetra.
Przyspawane jest do podłogi – zasugerowałem.
Nie, Michel, to jest Centrum i nie może się ruszać. Jest to jądro, o którym
mówiłam ci wcześniej. Stworzyliśmy wokół niego pole siłowe, na tyle silne, że
ani wiatr ani deszcz nie mogą przez nie przejść. Jeżeli chodzi o promienie
słoneczne to możemy regulować w jakim stopniu je penetrują. Ptaki, które usiadły
na górze, także nie są na tyle ciężkie, aby przejść przez to pole. Jeżeli
przypadkiem jakiś cięższy ptak na tym polu sił wyląduje, zaczyna w nim tonąć.
Wywołuje to u niego uczucie tak silnego strachu, że natychmiast odlatuje nie
robiąc sobie żadnej krzywdy.
To bardzo pomysłowe – powiedziałem –ale jakie znaczenie ma światło u wejścia?
Czy moglibyśmy przejść przez ściany w którymkolwiek miejscu?
Prawdę mówiąc, tak. Tylko że z zewnątrz nie można zobaczyć, co jest wewnątrz.
Mógłbyś zderzyć się z meblem po drugiej stronie. Najlepsze wejście wskazuje
zewnętrzne światło. Chodź, pokażę ci resztę.
Poszedłem za nią i odkryłem naprawdę wspaniałe wnętrze, ukryte za bogato
ozdobioną przesłoną. Był tam miniaturowy basen, który wyglądał na zrobiony z
zielonego porfiru. Obok znajdowała się umywalka w tym samym stylu, nad którą
pochylał się porfirowy łabądź z otwartym dziobem. Widok był przepiękny.
Thao zatrzymała rękę pod dziobem łabędzia i natychmiast woda zaczęła płynąć po
jej ręce do umywalki. Cofnęła rękę i woda przestała płynąć. Skinęła żebym
spróbował sam. Umywalka
znajdowała się około 150 centymetrów ponad podłogą, więc musiałem podnieść ramię
dość wysoko, ale udało mi się i woda trysnęła znowu.
Ale sprytne! Czy macie wodę zdatną do picia na wyspie czy musicie wiercić
studnie?
Twarz Thao znowu rozjaśnił uśmiech rozbawienia. Rozpoznawałem już ten
charakterystyczny uśmiech, który pojawiał się u niej za każdym razem, gdy
powiedziałem coś, co wydawało jej się 'oryginalne'.
Nie, Michel, nie dobywamy wody tak, jak wy to robicie na Ziemi. Pod tym
wspaniałym kamiennym ptakiem jest aparat, który czerpie powietrze z zewnątrz i
przemienia je w wodę pitną – tyle ile potrzeba.
To cudowne!
Po prostu wykorzystujemy naturalne prawo.
A co jeśli potrzebujecie gorącej wody?
Siła elektro-wibracyjna. Jeśli chcesz mieć ciepłą wodę, wkładasz nogę tutaj, a
jeśli wrzącą, tam. Komórki umieszczone po każdej stronie sprawują kontrolę nad
aparatem. ale to są tylko szczegóły techniczne i bez większego znaczenia. Tutaj
– powiedziała Thao podążając za moim wzrokiem –znajduje się miejsce do
relaksacji. Możesz się tu położyć –wskazała na gruby materac, który leżał na
podłodze, trochę dalej w kierunku podstawy 'jajka'.
Położyłem się i natychmiast poczułem, jakbym zawisł nad ziemią. Chociaż Thao
mówiła dalej, nie mogłem usłyszeć jej głosu. Zniknęła za mglistą kurtyną i
miałem wrażenie, że jestem owinięty gęstą mgłą z waty. W tym samym czasie dało
się słyszeć muzyczne drgania. Efekt tego wszystkiego był cudownie kojący.
Podniosłem się znowu i po kilku sekundach mogłem ponownie słyszeć głos Thao,
który stawał się głośniejszy, gdy 'mgła' podniosła się i zniknęła zupełnie.
Co o tym myślisz, Michel?
To naprawdę szczyt wygody! – odpowiedziałem entuzjastycznie. –Ale jest jeszcze
coś, czego jeszcze nie widziałem – kuchnia. Wiesz, jak ważna jest kuchnia dla
Francuzów.
Tędy proszę, powiedziała Thao uśmiechając się ponownie i robiąc kilka kroków w
innym kierunku.
Widzisz tę przeźroczystą szufladę? Wewnątrz znajdziesz kilka przegródek. Od
lewej do prawej masz: ryby, mięczaki, jajka, ser, produkty mleczne, warzywa i
owoce, a tu w ostatniej mamy to, co nazywacie 'manną', która stanowi nasz chleb.
Chyba kpisz sobie ze mnie. Wszystko, co widzę w tej szufladzie jest czerwone,
zielone, niebieskie, brązowe i mieszanki tych kolorów.
Są to koncentraty różnej żywności –ryb, warzyw itd., najlepszej jakości,
przygotowane przez znakomitych kucharzy przy użyciu różnorodnych specjalnych
metod. Kiedy skosztujesz, zobaczysz, że stanowią one doskonałe i bardzo odżywcze
pożywienie.
Następnie Thao powiedziała kilka słów w swoim własnym języku i po chwili miałem
przede mną na tacy wybrane potrawy ułożone w sposób przyjemny dla oka. Kiedy
spróbowałem – moje podniebienie zostało mile zaskoczone. Rzeczywiście było to
wyśmienite, chociaż bardzo różniło się od czegokolwiek, co przedtem w życiu
jadłem. Mannę jadłem już wcześniej na statku kosmicznym. Zjadłem trochę znowu i
stwierdziłem, że dobrze pasuje do podanych potraw.
Powiedziałaś mi, że ten chleb jest znany na Ziemi jako 'manna'. Jak to się
stało, że w ogóle istnieje on na Ziemi?
Jest to produkt, który zawsze wozimy na naszych statkach międzygalaktycznych,
ponieważ łatwo się go kondensuje i jest wysoce odżywczy. Można powiedzieć że
stanowi kompletne pożywienie. Pochodzi z pszenicy i owsa. Można przeżyć wiele
miesięcy, żywiąc się wyłącznie manną.
Właśnie wtedy naszą uwagę przyciągnęło zbliżanie się jakiś ludzi lecących tuż
przy ziemi pod gałęziami drzew. Wylądowali przy wejściu do 'jajka', odpięli
swoje Tary i położyli je na marmurowym bloku, który bez wątpienia do tego celu
służył. Wchodzili po kolei i z przyjemnością rozpoznałem, Biastrę, Latoli i
resztę załogi statku kosmicznego.
Zamiast kosmicznych kombinezonów mieli na sobie długie, iskrzące kolorami szaty
w stylu arabskim. (Dopiero później zrozumiałem, dlaczego kolor każdej szaty tak
bardzo dodawał uroku osobie, która ją nosiła). Przez moment trudno było mi
uwierzyć, że są to ci sami ludzie, których
poznałem i z którymi rozmawiałem na statku kosmicznym – tak bardzo się zmienili.
Latoli podeszła do mnie, jej twarz rozświetlał promienny uśmiech. Kładąc rękę na
moim ramieniu rzekła telepatycznie: –Wyglądasz na oszołomionego mój drogi. Nie
podobają ci się nasze mieszkania?
'Odczytała' że wyraziłem podziw dla ich mieszkań i bardzo się tym ucieszyła.
Odwracając się przekazała pozostałym moją odpowiedź, co wywołało lawinę
komentarzy –wszyscy mówili na raz. Następnie usiedli, wyglądając w swoich
fotelach znacznie swobodniej niż ja w moim. Czułem się dziwnie, jak kaczątko
między kurczętami, ponieważ wszystko co było zrobione na ich miarę –do mojego
wzrostu nie pasowało.
Thao poszła do 'kuchni' i napełniła tacę rzeczami do jedzenia. Następnie na jej
komendę wszyscy unieśli ręce w kierunku tacy, i taca uniosła się powoli w
powietrzu.
Poruszała się po pomieszczeniu sama i zatrzymywała się przed każdym z gości bez
potrzeby, by ją ktoś dotykał. W końcu zatrzymała się przede mną. Bardzo
ostrożnie, żeby nie upadła (co bardzo wszystkich rozbawiło) wziąłem szklankę
hydromelu. Taca sama odleciała na miejsce i wszyscy opuścili ręce.
Jak to się robi? – zapytałem Thao. Wszyscy telepatycznie zrozumieli moje pytanie
i jednocześnie wybuchnęli salwą śmiechu.
Za pomocą tego, co nazywacie 'lewitacją', Michel. Możemy z równą łatwością
unosić się sami w powietrzu, ale nie służy to do niczego specjalnie ważnego, z
wyjątkiem rozrywki. Powiedziawszy to, Thao, która do tej pory siedziała ze
skrzyżowanymi nogami, zaczęła wznosić się ponad swoim fotelem. Unosiła się po
całym pomieszczeniu i na koniec zawisła w powietrzu. Gapiłem się na nią, ale
szybko zrozumiałem, że byłem jedyną osobą, którą zafascynował jej wyczyn.
Faktycznie musiałem wyglądać jak idiota, bo wszyscy się patrzyli na mnie.
Najwyraźniej zachowanie Thao było dla moich przyjaciół zupełnie naturalne –
bardziej ich interesował mój zdziwiony wyraz twarzy.
Thao opuściła się powoli na swój fotel.
Pokazuje to jedną z wielu nauk, które straciliście na Ziemi, Michel –za
wyjątkiem kilku ludzi, którzy wciąż potrafią to robić. Były czasy, że
praktykowało to wielu, razem z wieloma innymi umiejętnościami.
Spędziliśmy to popołudnie bardzo mile, wesoło telepatycznie się porozumiewając z
moimi nowymi przyjaciółmi, aż słońce opuściło się nisko.
Wtedy Thao wyjaśniła: – Michel, to 'doko', jak nazywamy budynki na tej planecie,
będzie twoim domem podczas twojego krótkiego pobytu na TJehoobie. Opuścimy cię
teraz na noc, abyś mógł się wyspać. Jeśli chcesz się wykąpać, wiesz co zrobić.
Spać możesz na materacu relaksacyjnym. Ale spróbuj być gotowy do snu w ciągu
najbliższej pół godziny, ponieważ w tym pomieszczeniu nie ma oświetlenia.
Widzimy tak samo dobrze w nocy jak i w dzień, więc go nie potrzebujemy.
Czy w tym budynku jest bezpiecznie? Czy nic mi się tu nie stanie? – zapytałem
zaniepokojony.
Thao znowu się uśmiechnęła.
Na tej planecie możesz spać na trawniku w środku miasta i będziesz
bezpieczniejszy niż w budynku na Ziemi strzeżonym przez straże, psy i alarmy.
Wszystkie istoty są tutaj wysoko rozwinięte i z całą pewnością nie ma tu nikogo
przypominającego przestępców, których macie na Ziemi. W naszych oczach tacy
ludzie muszą być porównani do najgorszych z dzikich bestii. Z tą myślą –
dobranoc.
Thao odwróciła się i przeszła przez 'ścianę' doko, dołączając do swoich
przyjaciół. Musieli przywieźć dla niej 'Litiolak', ponieważ odleciała razem z
nimi.
Tak więc przygotowałem się, aby spędzić swoją pierwszą noc na TJehoobie.