Historia przeniesienia Michaela D. na inną planetę
SM
MICHEL DESMARQUET "MISJA "
1. Thao
Obudziłem się nagle, nie wiedząc, jak długo spałem. Czułem się zupełnie świeży i
rześki, lecz, na miłość boską, która to może być godzina? Lena spała obok mnie,
miała zaciśnięte pięści, ale Lena zawsze w ten sposób śpi...
Nie miałem w ogóle ochoty, żeby położyć się znowu do łóżka –tak jakby była co
najmniej piąta rano. Wstałem, poszedłem do kuchni i spojrzałem na zegar. W pół
do pierwszej w nocy! Zupełnie to dla mnie niezwykłe budzić się o takiej
godzinie.
Zdjąłem piżamę, ubrałem się w spodnie i koszulę, sam nie wiem dlaczego. Nie
potrafię też wyjaśnić, dlaczego podszedłem do biurka, wyjąłem kartkę papieru
oraz pióro i patrzyłem jak moja ręka sama pisze, tak jakby miała swój własny
umysł.
Kochana, nie będzie mnie przez około dziesięć dni. Absolutnie o nic się nie
martw.’
Zostawiłem kartkę koło telefonu i poszedłem w kierunku drzwi na werandę.
Starałem się nie potrącić stołu, na którym stały szachy po wczorajszej grze
–biały król w macie. Cicho otworzyłem drzwi prowadzące do ogrodu.
Noc wydawała się przepełniona dziwnym blaskiem, który nie miał nic wspólnego z
gwiazdami. Instynktownie próbowałem przypomnieć sobie w jakiej fazie mógł być
teraz księżyc, myśląc, że być może miał właśnie wschodzić. Tutaj, w
północno-wschodniej Australii, gdzie mieszkam, noce są zwykle gwieździste i
zupełnie przejrzyste.
Zszedłem po schodach na zewnątrz. Zwykle o tej porze nocy mamy tu istny koncert
żab i świerszczy. Teraz panowała martwa cisza i zastanawiałem się dlaczego.
Zrobiłem tylko kilka kroków, kiedy nagle kolor filodendronów uległ zmianie.
Zmieniła się również ściana domu. Wszystko wydawało się skąpane w błękitnawym
świetle. Trawnik wydawał się falować pod moimi stopami i ziemia zdawała się
falować także. Filodendrony się zniekształciły a ściana domu zaczęła przypominać
prześcieradło unoszące się na wietrze.
Zaczynałem wierzyć, że ze mną jest coś nie w porządku i zdecydowałem się wrócić
do domu. Dokładnie w tym momencie poczułem, jak unoszę się delikatnie z ziemi.
Unosiłem się, z początku powoli, ponad filodendronami i potem szybciej,
obserwując jednocześnie zmniejszający się coraz bardziej pode mną dom.
Co się dzieje ? – wykrzyknąłem oszołomiony.
Wszystko jest w porządku Michel.
W tym momencie byłem pewien, że śnię. Przede mną ujrzałem istotę ludzką
imponującego rozmiaru, ubraną w jedno częściowy kombinezon i zupełnie
przezroczysty hełm na jej’ głowie. Spoglądając na mnie uśmiechała się
przyjaźnie.
Nie, nie śnisz – powiedziała odpowiadając na moje pytanie, które powstało w moim
umyśle.
Tak – odpowiedziałem – ale to właśnie zawsze tak się dzieje we śnie a na koniec
spadasz z łóżka i budzisz się ze śliwą na czole! Uśmiechnęła się.
Do tego – kontynuowałem – mówisz do mnie po francusku, w moim rodzimym języku, a
przecież jesteśmy w Australii, gdzie wszyscy mówią po angielsku. Ja znam
angielski!
Ja też – odpowiedziała po angielsku.
To musi być sen – jeden z tych głupich snów. Ale jeżeli nie to co ty robisz w
moim ogrodzie?
Nie jesteśmy w twoim ogrodzie, tylko ponad nim.
Ach! To naprawę jest koszmar. Zobaczysz że miałem rację. Uszczypnę się! – i
zrobiłem to co rzekłem. Oooch!
Znowu się uśmiechnęła. Czy jesteś teraz usatysfakcjonowany, Michel?
Jeśli to nie jest sen, to dlaczego siedzę tutaj na tej skale? I kim są ci ludzie
ubrani według mody z zeszłego wieku? – zaczynałem powoli dostrzegać w mlecznym
świetle, jak jedni ludzie rozmawiali o czymś między sobą a inni krążyli wokół.
A ty, kim ty jesteś? Dlaczego nie jesteś normalnego rozmiaru?
Jestem normalnego rozmiaru, Michel. Na mojej planecie wszyscy jesteśmy takiego
rozmiaru. Ale wszystko we właściwym czasie, mój drogi przyjacielu. Mam nadzieję,
że nie masz nic przeciwko temu by zwracać się do ciebie w ten sposób. Nawet
jeżeli jeszcze nie jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, to mam nadzieję, że wkrótce
nimi będziemy.
Inteligencja promieniowała z jej uśmiechniętej twarzy i dobroć emanowała z całej
jej postaci. Trudno mi było wyobrazić sobie, żeby spotkać kogoś, przy kim
czułbym się bardziej naturalnie.
Oczywiście, możesz mnie nazywać, jak sobie życzysz. A ty jak masz na imię?
Nazywam się Thao, ale najpierw chcę, żebyś wiedział raz na zawsze, że to nie
jest sen. W rzeczy samej to coś zupełnie innego. Z pewnych względów, które ci
wkrótce wyjaśnimy, zostałeś wybrany by odbyć podróż, którą niewielu Ziemian
odbyło, zwłaszcza w ostatnich czasach.
W tej chwili, ty i ja jesteśmy we wszechświecie, który jest równoległy do
wszechświata na Ziemi. Żebyś się tu znalazł, podobnie jak my sami się tu
znaleźliśmy, wykorzystaliśmy tak zwaną powietrzną śluzę’. W tej chwili czas się
dla ciebie zatrzymał. Gdybyś został tutaj dwadzieścia albo pięćdziesiąt
ziemskich lat i wróciłbyś potem na Ziemię –twoje fizyczne ciało pozostałoby
absolutnie niezmienione – wyglądałbyś dokładnie tak jak dzisiaj.
A co ci ludzie tutaj robią?
Oni egzystują dokładnie tak jak można tego oczekiwać i, jak się później dowiesz,
gęstość zaludnienia jest bardzo niska. Śmierć zdarza się tylko przez samobójstwo
albo w drodze wypadku. Są tu mężczyźni, kobiety, jak również zwierzęta, które
mają po 30,000, 50,000 a nawet więcej ziemskich lat.
Ale dlaczego oni są tutaj i jak to się stało, że oni się tu znaleźli? Gdzie się
urodzili?
Na Ziemi. I wszyscy są tu przez przypadek.
Przez przypadek? Co masz na myśli?
To bardzo proste. Słyszałeś o Trójkącie Bermudzkim?
Kiwnąłem głową. To całkiem proste. Tam, a także w kilku innych mniej znanych
miejscach na Ziemi, ten równoległy świat przeplata się z twoim światem –
istnieje między nimi naturalne połączenie.
Ludzie, zwierzęta a nawet obiekty czasami mogą się znaleźć w sąsiedztwie takiego
połączenia i mogą być dosłownie wciągnięci do wewnątrz. W ten sposób może się na
przykład zdarzyć, że cała flota statków znika w ciągu kilku sekund. Czasami
człowiek, czy nawet kilku ludzi mogą wrócić z powrotem do twojego świata po
kilku godzinach, kilku dniach czy kilku latach. Zwykle jednak ludzie nigdy
stamtąd nie wracają.
Kiedy komuś uda się wrócić i opowiadać o swoich wrażeniach, znaczna większość
ludzi na Ziemi po prostu komuś takiemu nie wierzy. Jeżeli ten człowiek upiera
się przy swoim, ludzie uważają go za “stukniętego”. Zwykle człowiek, który
odwiedził świat równoległy, nic nie wspomina o swoich doświadczeniach, zdając
sobie sprawę, jak dziwnie będzie wyglądał w oczach innych ludzi. Czasami
człowiek może powrócić stamtąd z utratą pamięci. Nawet jeżeli potem odzyska
cześć pamięci, to zwykle nie pamięta tego, co się zdarzyło w świecie równoległym
i nie jest w stanie przekazać żadnej informacji na ten temat.
Typowy przykład – kontynuowała Thao – wejścia do równoległego świata zdarzył się
w Północnej Ameryce, gdzie pewien młody człowiek dosłownie zniknął w drodze do
studni znajdującej się kilkaset metrów od domu. Godzinę później rodzina i
przyjaciele rozpoczęli poszukiwania. Ponieważ na ziemi leżał jeszcze świeży
dwudziestocentymetrowy śnieg, podążali, co wydawało się całkiem zrozumiałe,
śladami pozostawionymi przez młodego człowieka. Ku ich zdumieniu, na samym
środku pola, ślady nagle się urwały.
Wokół nie było żadnych drzew, żadnych skał, na które mógłby się wspiąć, nie było
nic dziwnego albo niezwykłego, ślady po prostu nagle się urywały. Niektórzy
ludzie uwierzyli, że młody człowiek został zabrany przez statek kosmiczny, ale
to się nie mogło zdarzyć, jak zobaczysz później. Tego biednego chłopaka po
prostu wciągnęło do równoległego świata.
Pamiętam, że powiedziałem wtedy:
Rzeczywiście słyszałem o tym szczególnym wypadku, ale skąd ty o tym wiesz?
Wkrótce się dowiesz skąd wiem – odpowiedziała enigmatycznie.
Dyskusję przerwało nam nagłe pojawienie się grupy ludzi tak dziwnych, że znowu
zacząłem się
zastanawiać czy to nie sen. Mniej więcej tuzin mężczyzn, którym towarzyszyła
jakaś postać z daleka przypominająca kobietę, wyłonił się zza stosu kamieni w
odległości stu metrów przed nami. Widok był o tyle dziwny, że ludzie ci
wyglądali, jakby wyszli z epoki kamienia łupanego. Mieli chód goryli i
wymachiwali olbrzymimi maczugami, których współczesny człowiek nie byłby zdolny
nawet podnieść z ziemi. Stado kreatur szarżowało prosto na nas wyjąc, jak dzikie
bestie. Ruszyłem do ucieczki, ale moja towarzyszka powiedziała mi, że nie mam
się czego bać i żebym się uspokoił. Położyła rękę na sprzączce swojego paska i
odwróciła twarzą do stada.
Usłyszałem serię cichych trzaśnięć i pięciu mężczyzn, którzy wyglądali na
najsilniejszych w grupie, padło na ziemię bez ruchu. Reszta nagle się zatrzymała
i zaczęła zawodzić. Zaczęli padać przed nami na twarz.
Spojrzałem znowu na Thao. Stała jak posąg z zastygłą twarzą. Jej oczy miały
wyraz, jakby ich chciała zahipnotyzować. Później dowiedziałem się, że wydawała
telepatycznie rozkazy jedynej kobiecie w grupie. Nagle ta kobieta podniosła się
i zaczęła, jak mi się wydawało, wydawać gardłowym głosem rozkazy innym.
Mężczyźni zaczęli usuwać zwłoki niosąc je na plecach za stos kamieni, zza
którego przyszli.
Co oni robią? – zapytałem.
Zasypują kamieniami umarłych.
Zabiłaś ich?
Musiałam.
Co masz na myśli? Zagrażali nam?
Oczywiście, że tak. Ci ludzie są tu od dziesięciu czy piętnastu tysięcy lat, kto
wie? Nie mamy czasu, żeby to ustalić a poza tym jest to bez znaczenia. Nie mniej
jednak jest to dobrą ilustracja tego o czym rozmawialiśmy przed chwilą. Ci
ludzie przeszli dorównoległego świata w jakimś momencie i odtąd żyją tu cały
czas.
To straszne!
Zgadzam się, aczkolwiek jest to część naturalnego i uniwersalnego prawa. Ci
ludzie są niebezpieczni ponieważ zachowują się bardziej, jak dzikie bestie niż
ludzkie istoty. Dialog byłby niemożliwy pomiędzy nami i nimi, podobnie jak nie
jest możliwy pomiędzy nimi i pozostałą większością żyjącą w równoległym świecie.
Po pierwsze nie są oni w stanie się z nikim porozumieć, a po drugie mniej niż
ktokolwiek rozumieją co się z nimi dzieje. Groziło nam prawdziwe
niebezpieczeństwo ale w rezultacie, że tak powiem, wyświadczyliśmy im przysługę
wyzwalając ich.
Wyzwalając?
Nie bądź tak zaszokowany, Michel. Dobrze wiesz, co mam na myśli. Zostali
uwolnieni od fizycznych ciał i teraz moga kontynuować ich cykl, jak każda
świadoma istota we Wszechświecie, zgodnie z normalnym procesem.
O ile dobrze rozumiem, ten równoległy świat jest przekleństwem, czymś takim, jak
piekło czy czyściec?
Nie przyszło mi do głowy, że jesteś religijny!
Użyłem porównania żeby ci pokazać że próbuję coś zrozumieć, odpowiedziałem,
zastanawiając się skąd Thao mogła wiedzieć, że nie jestem religijny.
Wiem Michel, po prostu żartuję. Miałeś rację porównując to do rodzaju czyśćca,
ale oczywiście, to porównanie jest zupełnie przypadkowe. W rzeczy samej
równoległy świat jest jednym z kilku “przypadków” w naturze. Albinos jest
przypadkiem i czterolistna koniczyna także może być uważana jako przypadek. Twój
wyrostek robaczkowy to też nic więcej niż “przypadek”. Lekarze na Ziemi wciąż
się głowią jaką funkcję spełnia wyrostek. Odpowiedź jest prosta –wyrostek nie
spełnia absolutnie żadnej funkcji. Ponieważ w Naturze wszystko ma swój dokładny
powód do istnienia – zaliczam wyrostek do naturalnych przypadków’.
Ludzie żyjący w tym świecie nie cierpią ani fizycznie ani moralnie. Na przykład,
gdybym cię uderzyła, nie poczułbyś żadnego bólu, ale jeśli uderzenie byłoby
wystarczająco silne, chociaż bez bólu, mógłbyś ponieść od niego śmierć. Może ci
być trudno to zrozumieć, ale tak jest. Ci, którzy tu istnieją nie wiedzą nic o
tym, co ci przed chwilą wytłumaczyłam ale to dobrze, ponieważ w przeciwnym razie
kusiłoby ich aby popełnić samobójstwo, które, nawet tutaj, nie jest
rozwiązaniem.
Czym oni się żywią?
Oni nic nie jedzą ani nie piją, ponieważ nie odczuwają takiej potrzeby. Tutaj,
pamiętaj o tym, czas stanął w miejscu, nawet ci co zmarli nie gniją.
Ależ to okropne! Wygląda na to, ze największą ze wszystkich przysług, którą
możesz im wyświadczyć jest ich zabić!
Poruszyłeś ważną kwestię. W zasadzie to byłoby jedno z dwóch rozwiązań.
Jakie jest to drugie?
Wysłać ich z powrotem tam skąd przybyli, jakkolwiek stworzyło by to poważne
problemy. Ponieważ wiemy, jak wykorzystać “połączenie” na granicy dwóch światów,
moglibyśmy wrócić wielu z nich na Ziemię, ale jestem pewna ze zdajesz sobie
sprawę, jakie olbrzymie problemy stworzyłoby to dla większości z tych ludzi. Jak
wiesz, ludzie są tutaj od wielu tysięcy lat. Co by się stało, gdyby znaleźli się
z powrotem w świecie, który opuścili tak dawno temu?
Mogliby zwariować. Wygląda na to ze nie można nic zrobić żeby im pomóc. Thao
uśmiechnęła się delikatnie, kiedy wyraziłem zrozumienie.
Jesteś z pewnością człowiekiem czynu Michel, takim jakiego potrzebujemy, ale
wystrzegaj się pochopnego wysuwania wniosków – musisz jeszcze wiele zobaczyć.
Thao położyła rękę na moim ramieniu, co wymagało od niej lekkiego pochylenia się
do przodu. Chociaż nie wiedziałem tego wówczas, Thao mierzyła 290 centymetrów,
była więc wyjątkowo wysoka jak na człowieka.
Widzę na własne oczy, że dokonaliśmy trafnego wyboru wybierając ciebie Michel –
masz bystry umysł, ale nie mogę ci wszystkiego wyjaśnić teraz z dwóch powodów.
Mianowicie?
Po pierwsze jest zbyt wcześnie na takie wyjaśnienie. Chodzi mi o to, że musisz
poznać pewneszczegóły zanim dalsze wyjaśnienie będzie możliwe.
Rozumiem, a drugi powód?
Drugi powód jest taki, że na nas czekają. Musimy już iść.
Obróciła mnie lekkim dotykiem. Poszedłem za jej wzrokiem i oniemiałem ze
zdziwienia. Około 100 metrów od nas znajdował się ogromny obiekt w kształcie
kuli, z którego emanowała błękitnawa aura. Później dowiedziałem się, że jego
średnica mierzyła 70 metrów. Światło nie było równomierne, lecz migotało
przypominając ciepłe powietrze, kiedy patrzy się z odległości na piasek
ogrzewany przez letnie słońce.
Olbrzymia kula “migotała” około dziesięciu metrów nad ziemią. Nie miała żadnych
okien, otworów czy drabiny, będąc tak gładka, jak skorupka jajka.
Thao zasygnalizowała mi, żeby iść za nią i ruszyliśmy w kierunku maszyny.
Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Podczas tego krótkiego czasu, kiedy
zbliżaliśmy się do kuli, byłem tak podekscytowany, że straciłem kontrolę nad
moimi myślami. Ciągły kalejdoskop obrazów przemykał przez mój umysł
przypominając film w trybie szybkiego przewijania do przodu. Widziałem siebie,
jak opowiadam tę przygodę mojej rodzinie a także artykuły w gazetach, które
kiedyś czytałem na temat UFO.
Pamiętam uczucie smutku, które mnie ogarnęło, gdy pomyślałem o mojej rodzinie,
którą bardzo kochałem; poczułem się złapany, jak gdyby w pułapkę i do głowy
przyszła mi myśl, że być może już ich nigdy nie ujrzę.
Absolutnie nie masz się czego bać, Michel’ – powiedziała Thao –zaufaj mi.
Powrócisz do swojej rodziny szybko i w dobrym zdrowiu.
Szczęka musiała mi wtedy opaść ze zdziwienia bo wywołało to u Thao melodyjny
śmiech, jaki rzadko można usłyszeć wśród nas Ziemian. Po raz drugi odczytała
moje myśli; za pierwszym razem myślałem, że to czysty przypadek, ale tym razem
nie mogłem mieć żadnych wątpliwości.
Kiedy byliśmy w bliskiej odległości od kuli Thao kazała mi stanąć na przeciw
niej w odległości około jednego metra.
Nie dotykaj mnie teraz pod żadnym pretekstem, Michel, cokolwiek się stanie. Pod
żadnym pretekstem, rozumiesz?
Ten formalny rozkaz niemile mnie zaskoczył, ale kiwnąłem głową. Thao położyła
swoją rękę na
czymś w rodzaju “medalionu”, który, jak zauważyłem wcześniej, był “przypięty” na
wysokości jej lewej piersi. W drugiej ręce trzymała coś, co przypominało duży
długopis, który odpięła od swojego pasa.
Skierowała “długopis” nad naszymi głowami w kierunku kuli. Zdawało mi się że
ujrzałem błysk zielonego promienia, ale nie jestem pewien. Następnie wskazała
“długopisem” na mnie, drugą rękę wciąż trzymając na “medalionie” i po prostu
unieśliśmy się równocześnie w kierunku ściany maszyny. Dokładnie wtedy, kiedy
byłem pewien, że zderzymy się z powierzchnią skorupy, jej część cofnęła się, jak
olbrzymi tłok w cylindrze, ujawniając owalny otwór o wysokości około trzech
metrów.
Odzyskaliśmy grunt pod nogami, stojąc na czymś w rodzaju podestu wewnątrz
statku. Thao zdjęła rękę z “medalionu” i z wprawą świadczącą że robiła to często
wcześniej, ponownie przypięła do pasa swój “długopis”.
Chodź. Teraz już się możemy dotykać – powiedziała.
Wzięła mnie za ramię i zaprowadziła w kierunku małego błękitnego światła, tak
intensywnego, że musiałem prawie przymknąć oczy. Nigdy wcześniej nie widziałem
takiego koloru na Ziemi. Kiedy byliśmy poniżej światła, ściana na której było
ono umieszczone “pozwoliła nam przez nią przejść”. Chyba tylko tak to można
opisać. Ze sposobu w jaki moja mentorka mnie prowadziła mógłbym przysiąc, że
będę miał niezłego guza na czole od każdej ściany, ale za każdym razem
przechodziliśmy przez ścianę jak duchy! Thao śmiała się serdecznie z mojego
zaszokowanego wyrazu twarzy. Wprawiła mnie tym w dobry nastrój. Pamiętam ten
śmiech, jak orzeźwiający podmuch wiatru, podnoszący mnie na duchu w sytuacji
kiedy pewność siebie zupełnie mnie opuściła.
Czasem rozmawiałem ze znajomymi o “latających spodkach” i byłem przekonany, że
one rzeczywiście istnieją, ale kiedy faktycznie znalazłem się twarzą w twarz z
rzeczywistością, tyle pytań pojawiło się w moim mózgu, że zdawało mi się, że mi
głowa pęknie. Oczywiście, w głębi duszy byłem całą sytuacją zachwycony. Sądząc
po sposobie zachowania Thao nie miałem się czego bać. Tylko ona nie była sama.
Zastanawiałem się, jacy będą ci inni. Jakkolwiek byłem zafascynowany tą
przygodą, wciąż wątpiłem czy zobaczę znowu moich bliskich. Zdawali się być tak
bardzo daleko, chociaż jeszcze kilka minut temu byłem w moim własnym ogrodzie.
“Ślizgaliśmy się” po podłodze korytarza w kształcie tunelu prowadzącego do
małego pomieszczenia, którego ściany miały tak intensywny żółty kolor, że
musiałem przymknąć oczy. Ściany
tworzyły sklepienie, dokładnie tak jak byśmy byli wewnątrz wywróconej miski.
Thao włożyła mi na głowę hełm z przeźroczystego materiału i zauważyłem,
otwierając jedno oko, że pozwoliło mi to znosić światło.
Jak się czujesz? – zapytała.
Lepiej, dziękuję, ale to światło – jak możesz je znosić?
To nie jest światło. To jest po prostu kolor ścian tego pomieszczenia w danym
momencie.
Dlaczego "w danym momencie"? Przyprowadziłaś mnie tutaj, żeby je pomalować?
–zażartowałem.
Nie ma tu żadnej farby. To są po prostu drgania, Michel. Wciąż ci się zdaje, że
jesteś w swoim świecie na Ziemi, kiedy faktycznie nie jesteś. Jesteś teraz w
jednym z naszych super długodystansowych statków kosmicznych zdolnych do
podróżowania z szybkością wiele razy większą od prędkości światła. Wkrótce
będziemy odlatywać, czy mógłbyś się położyć w tej koi?
Na środku pomieszczenia stały dwie skrzynie, przypominające wyglądem trumny bez
wiek. Położyłem się w jednej z nich a Thao w drugiej. Słyszałem jak Thao
przemówiła w nieznanym mi języku, który brzmiał bardzo harmonijnie. Chciałem się
trochę podnieść, ale nie mogłem. Byłem trzymany przez jakąś nieznaną i
niewidzialną siłę. Żółty kolor stopniowo znikał ze ścian, zastąpiony przez nie
mniej intensywny kolor niebieski. Pomieszczenie przemalowało’ się na inny kolor.
Jedna trzecia pomieszczenia nagle stała się ciemna i zauważyłem maleńkie
światełka migotające jak gwiazdy.
Głos Thao był wyraźny w ciemności.
To są gwiazdy, Michel. Opuściliśmy równoległy świat Ziemi i będziemy coraz
bardziej oddalać się od twojej planety, żebyś odwiedził naszą. Wiemy, że jesteś
bardzo zainteresowany tą podróżą, i także naszym odlotem, który specjalnie dla
ciebie będzie się odbywać całkiem wolno.
Możemy teraz obserwować ekran, który widzisz przed sobą.
Gdzie jest Ziemia?
Nie widać jej teraz, bo jesteśmy bezpośrednio nad nią na wysokości około 10,000
metrów.
Nagle usłyszałem jakiś głos mówiący w języku przypominającym ten, którego
wcześniej używała Thao. Thao odpowiedziała krótko i wtedy ten głos przemówił do
mnie po francusku, czysto i doskonale po francusku (chociaż intonacja była
bardziej melodyjna niż zazwyczaj), witając mnie na pokładzie. Było to coś w
stylu witajcie na pokładzie’ naszych linii lotniczych i pamiętam, że mnie to
całkiem ubawiło, mimo unikalnej sytuacji w której się znajdowałem. W tej samej
chwili poczułem lekki prąd powietrza i zrobiło się chłodniej, jak gdyby włączono
klimatyzację. Tempo wydarzeń wzrosło. Na ekranie pokazało się coś, co mogło być
tylko Słońcem. Najpierw wydawało się, że dotyka ono krawędzi Ziemi, a mówiąc
precyzyjniej, Południowej Ameryki, czego dowiedziałem się potem. Znowu
zastanawiałem się czy nie śnię. Sekunda po sekundzie Ameryka się kurczyła. Nie
mogłem zobaczyć Australii ponieważ promienie słoneczne jeszcze do niej nie
dotarły. Teraz kontury planety stawały się bardziej wyraźne i zdawało się, że
poruszamy się wokół globu zajmując pozycję nad Biegunem Północnym. Stamtąd
zmieniliśmy kierunek oddalając się od Ziemi z niewiarygodną szybkością. Nasza
biedna Ziemia stawała się piłką do koszykówki a potem kulą bilardową aż znikła
prawie zupełnie z ekranu. W zamian moje pole widzenia zostało zastąpione
ciemnoniebieskim odcieniem kosmosu. Odwróciłem głowę w kierunku Thao w
oczekiwaniu na dalsze wyjaśnienia.
Podobało ci się?
To było wspaniałe, tylko bardzo szybko. Jak to możliwe lecieć z tak olbrzymią
prędkością?
To było nic, mój drogi przyjacielu.
Wystartowaliśmy’ bardzo łagodnie. Dopiero teraz lecimy z maksymalną prędkością.
Jak szybko?- przerwałem.
Z prędkością wiele razy większą od prędkości światła.
Światła? A ile razy większą? To niesamowite! A co z barierą światła?
W pełni rozumiem, że wydaje ci się to niewiarygodne. Nawet wasi specjaliści nie
uwierzyliby w to –jednakże jest to prawda.
Mówisz, że lecimy z szybkością kilka razy większą od prędkości światła, ale ile
razy?
Michel, podczas tej podróży wiele, wiele rzeczy będzie ci celowo ujawnione. Będą
również szczegóły do których nie będziesz miał dostępu. Dokładna prędkość
naszego statku kosmicznego jest właśnie takim szczegółem. Przykro mi, że cię
muszę rozczarować, ale masz przed sobą jest jeszcze wiele nowych interesujących
rzeczy, które zobaczysz i o których się dowiesz, tak że nie powinieneś się za
bardzo martwić, jeżeli pewna informacja będzie ci niedostępna.
Jej zachowanie wskazywało, że sprawa jest zamknięta i nie nalegałem dalej
czując, że byłoby to nie na miejscu.
Spójrz – powiedziała do mnie. Na ekranie pojawiła się barwna plamka i rosła w
szybkim tempie.
Co to?
Saturn.
Czytelnik musi mi wybaczyć, że opisy jakie daję nie są tak dokładne, jak można
byłoby sobie tego życzyć. Powinno to być zrozumiałe, bo nie odzyskałem wtedy
jeszcze wtedy wszystkich swoich zmysłów. Zobaczyłem tak wiele w tak krótkim
czasie, że ciągle byłem trochę zdezorientowany’.
Kiedy się do niego zbliżaliśmy, słynny Saturn coraz bardziej powiększał się na
ekranie. Jego kolory były cudowne, nieporównywalne z niczym, co kiedykolwiek
widziałem na Ziemi. Było tam dużo żółtego, czerwonego, niebieskiego,
pomarańczowego. W każdym kolorze nieograniczony wachlarz odcieni, które mieszały
się, rozdzielały, wzmacniały się, potem słabły tworząc słynne pierścienie i
zamykając się wewnątrz nich.
Było to niesamowite widowisko, które coraz bardziej zapełniało nasz ekran.
Kiedy uświadomiłem sobie, że już dłużej nie jestem trzymany przez pole siłowe,
chciałem zdjąć maskę aby zobaczyć kolory lepiej, lecz Thao mi zasygnalizowała,
żebym niczego nie robił.
A gdzie są satelity?- zapytałem.
Możesz zobaczyć dwa całkiem blisko siebie po prawej stronie ekranu.
Jak daleko jesteśmy?
Musimy się znajdować około 6,000,000 kilometrów, może więcej. Ci przy pulpicie
sterowniczym oczywiście wiedzą dokładnie, ale żeby ci dać bardziej zbliżone
oszacowanie musiałabym wiedzieć czy nasza kamera’ daje pełne zbliżenie czy też
nie.
Saturn nagle zniknął po lewej stronie ekranu, który znowu wypełnił się kolorem
kosmosu.
W tym momencie poczułem niesamowite uniesienie, egzaltację jakiej nigdy przedtem
w życiu nie doświadczyłem. Uświadomiłem sobie nagle, że brałem udział w
niezwykłej przygodzie. Ale dlaczego? O nic nie prosiłem i nigdy nie brałem pod
uwagę takiej możliwości (kto by brał?), aby doświadczyć coś takiego.
Thao wstała.
Możesz zrobić to samo, Michel.
Usłuchałem i znowu znaleźliśmy się obok siebie na środku kabiny. Zauważyłem
wówczas, że Thao nie nosiła już swego hełmu.
Czy możesz mi to wyjaśnić – zapytałem –przedtem cały czas nosiłaś hełm, podczas
gdy ja mogłem ci towarzyszyć nie nosząc go, a teraz właśnie ja muszę go nosić a
ty nie, dlaczego?
To bardzo proste. Pochodzimy z planety, różniącej się bakteriologicznie od
Ziemi. Ziemia –to dla nas medium kultur bakteriologicznych. Z tego też powodu
kontaktowanie się z tobą wymagało ode mnie zastosowania podstawowych środków
ostrożności. Ty sam stanowiłeś dla mnie niebezpieczeństwo, ale teraz już nie.
Nie rozumiem.
Kiedy wszedłeś do kabiny kolor był zbyt intensywny dla twoich oczu i dostałeś
hełm, który teraz nosisz. Został on specjalnie dla ciebie zaprojektowany.
Przewidzieliśmy twoją reakcję.
Podczas tego bardzo krótkiego czasu kiedy kabina była żółta a potem błękitna,
osiemdziesiąt procent niebezpiecznych bakterii w twoim organizmie zostało
zniszczonych. Wtedy być może poczułeś chłód powietrza przypominającego
klimatyzację; to była jeszcze jedna forma dezynfekcji przez. nazwijmy to
promieniowanie, chociaż to nie jest właściwe słowo, nie da się tego
przetłumaczyć
na żaden ziemski język. W ten sposób ja zostałam całkowicie zdezynfekowana, ale
ty wciąż posiadasz wystarczająco dużo bakterii, żeby stanowić dla nas znaczne
zagrożenie. Dam ci teraz dwie pigułki i za trzy godziny będziesz się mógł uważać
tak “czysty” jak każdy z nas.
Kiedy to mówiła, wzięła małe pudełko obok jej koi, wyjęła z niego pigułki i
podała mi je razem z probówką zawierającą ciecz, która wyglądała mi na wodę.
Połknąłem je unosząc przy tym podstawę mojego hełmu by dostać się do ust.
Następnie, no cóż, wszystko stało się szybko i było bardzo dziwne.
Thao wzięła mnie na ręce, położyła mnie w koi i zdjęła maskę. Widziałem co się
dzieje z odległości dwóch albo trzech metrów od mojego ciała! Zdaję sobie
sprawę, że pewne rzeczy w tej książce mogą wydać się nieprawdopodobne, ale
faktycznie widziałem moje ciało z odległości i mogłem krążyć po pomieszczeniu
wyłącznie za pomocą myśli.
Thao przemówiła:
Michel, wiem, że mnie widzisz i słyszysz. Ja cię nie widzę i dlatego nie mogę
patrzeć na ciebie kiedy do ciebie mówię. Twoja Ciało Astralne, czyli ty,
opuściło ciało fizyczne. Nie ma w tym żadnego niebezpieczeństwa i nie musisz się
martwić. Wiem, że przytrafia ci się to po raz pierwszy i że są ludzie, którzy
wpadają w panikę.
Dostałeś specjalne lekarstwo, aby oczyścić twój organizm ze wszystkich bakterii
niebezpiecznych dla nas. Dostałeś także jeszcze drugie lekarstwo, które
spowodowało, że twoje Astralne Ciało opuściło ciało fizyczne – będzie to trwało
trzy godziny, tyle czasu ile zajmie oczyszczenie twojego ciała. W ten sposób nie
tracąc czasu będziesz mógł odwiedzić nasz statek kosmiczny, nie stanowiąc dla
nas zagrożenia.
Chociaż wydaje się to dziwne, muszę przyznać że ten stan wydał mi się całkiem
naturalny. Podążyłem za Thao. Było to fascynujące. Thao szła od drzwi do drzwi,
które rozstępowały się przed nią i w ten sposób mijaliśmy pomieszczenie za
pomieszczeniem. Podążałem za nią z pewnej odległości i za każdym razem, gdy
drzwi się zamknęły zanim zdążyłem się przemknąć, po prostu przechodziłem przez
nie.
W końcu dotarliśmy do okrągłego pomieszczenia, którego średnica wynosiła około
20 metrów, w którym znajdowało się co najmniej tuzin astronautów’, wszystkie
kobiety i wszystkie rozmiaru Thao. Thao zbliżyła się do grupy czterech
astronautek, które siedziały w olbrzymich, wygodnie wyglądających fotelach
ustawionych w krąg. Kiedy Thao usiadła w wolnym fotelu, czwórka zwróciła twarze
w jej kierunku z oczekiwaniem. Wyglądało na to że to oczekiwanie sprawiało jej
przyjemność. W końcu przemówiła.
Znowu z prawdziwą przyjemnością słuchałem ich języka, jego asonans był całkiem
dla mnie nowy i jego intonacje były tak melodyjne, że można było pomyśleć, że to
śpiew. Wszystkie cztery astronautki wyglądały niezmiernie zainteresowane
raportem Thao. Przypuszczałem, że mówiły o mnie, trafnie zgadując że byłem
głównym celem ich misji.
Kiedy Thao skończyła, zaczęły padać pytania i dwie inne astronautki dołączyły
się do grupy. Dyskusja ożywiła się i nabrała tonu podniecenia.
Nie rozumiejąc ani słowa z tego co mówiły, zwróciłem uwagę na troje ludzi
usytuowanych przed ekranami wyświetlającymi trójwymiarowe obrazy, mniej lub
bardziej jaskrawe i kolorowe. Przybliżyłem się sądząc, że musi to być
pomieszczenie dowódcze statku. Było to dla mnie niezmiernie interesujące, że
byłem niewidzialny i nie przeszkadzałem im swoją obecnością, kiedy wykonywały
swoje obowiązki.
Na jednym z ekranów, który był większy od pozostałych mogłem dostrzec kropki,
niektóre większe niż inne i niektóre jaśniejsze, które poruszały się
równomiernie i bez zakłóceń w różnych kierunkach, niektóre na lewą stronę ekranu
a inne na prawą. Ich prędkość zwiększała się w miarę, jak rosły na ekranie i
ostatecznie z niego znikały. Wiele z nich miało niezwykle piękne i jaskrawe
kolory rozciągające się od subtelnych odcieni aż po oślepiający żółty, taki jak
ma światło bijące od słońca.
Wkrótce zdałem sobie sprawę, że te plamy to planety i słońca wśród których
nawigowaliśmy i ich bezgłośne powiększanie się bardzo mnie fascynowało. Trudno
mi powiedzieć, jak długo je obserwowałem, kiedy nagle dziwny dźwięk wypełnił
kabinę. Dźwięk, który był jednocześnie delikatny a za razem uporczywy.
Towarzyszyło mu wiele błyskających świateł.
Skutek był natychmiastowy. Astronautki, które rozmawiały z Thao, zbliżyły się do
pulpitu kontrolnego i każda z nich zajęła swoje miejsce. Oczy wszystkich były
zwrócone na ekrany.
Na samym środku jednego z dużych ekranów dostrzegłem olbrzymią masę trudną do
opisania.
Powiedzmy, że była ona okrągła i niebieskozielona. Pozostawała nieruchoma na
środku każdego ekranu.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Główna uwaga była skupiona na trzech
astronautkach, które obsługiwały prostokątnego kształtu instrumenty,
przypominające nasze komputery.
Nagle oniemiałem. Ogromną część powierzchni, którą do tej pory uważałem za
ścianę kabiny, pokrył obraz Nowego Jorku.
Nie, to nie Nowy Jork, to Sydney! –powiedziałem do siebie. Chociaż most jest
trochę inny... A może to nie most?
Moje zdziwienie było tak wielkie, że zwróciłem się z zapytaniem do Thao obok
której się znajdowałem. Niestety całkiem zapomniałem, że przecież nie byłem w
moim fizycznym ciele i nikt nie mógł mnie usłyszeć. Słyszałem Thao i jej
towarzyszki komentujące to, co widziały, jakkolwiek bez znajomości ich języka
nic nie mogłem zrozumieć. Byłem przekonany, że Thao nie mogła mnie okłamać i
sądziłem, że rzeczywiście zostawiliśmy Ziemię daleko. Sama mi wyjaśniała, że
lecieliśmy z szybkością kilka razy większą od prędkości światła i że mijaliśmy
Saturna a później to, co wziąłem za planety i słońca, więc czyżbyśmy wrócili?
Dlaczego?
Thao odezwała się głośno i po francusku, co spowodowało, że wszystkie głowy
odwróciły się w jej kierunku.
Michel, jesteśmy w tej chwili nad planetą Aremo X3, która jest prawie dwa razy
większa od Ziemi i, jak widzisz na ekranie, całkiem przypomina twoją planetę.
Nie mam wiele czasu, żeby ci wyjaśniać cel naszej obecnej misji, ponieważ muszę
wziąć udział w tej operacji, ale wyjaśnię ci to później. Powiem ci tylko tyle,
że nasza misja związana jest z promieniowaniem atomowym, takie jak znasz na
Ziemi.
Wszystkie astronautki wyglądały na bardzo zajęte. Każda z nich wiedziała co i
kiedy robić. Staliśmy nieruchomo. Duży panel wyświetlał obraz centrum miasta.
Czytelnik powinien zrozumieć, że ten duży panel był niczym więcej niż olbrzymim
telewizyjnym ekranem, który wyświetlał trójwymiarowe obrazy tak wiernie,
jakbyśmy wyglądali z okna wysokiego budynku.
Moja uwaga została skierowana w kierunku mniejszego ekranu, który był
obsługiwany przez dwie astronautki. Mogłem na nim zobaczyć nasz statek
kosmiczny, dokładnie tak, jak go widziałem w świecie równoległym na Ziemi. Kiedy
tak patrzyłem, ze zdziwieniem ujrzałem kulę przypominająca jajko kury,
oddzielającą się od naszego statku poniżej jego środka. Gdy kula się oddzieliła
się od naszego statku, szybko poleciała w kierunku planety. Kiedy znikła z pola
widzenia, kolejna kula wyłoniła się w ten sam sposób, a potem trzecia.
Zauważyłem, że każda kula była obserwowana na osobnym ekranie przez różne grupy
astronautek.
Lot kul w kierunku planety można teraz było łatwo śledzić na dużym ekranie.
Chociaż powinny były dawno już zniknąć z pola widzenia, a wciąż pozostawały
widoczne, doszedłem do wniosku, że kamera musi mieć nadzwyczaj silne zbliżenie.
W rzeczy samej efekt był na tyle potężny, że pierwsza kula zniknęła z prawej
strony panelu a druga z lewej. Mogliśmy teraz widzieć tylko środkową kulę i
obserwowaliśmy jej lot całkiem wyraźnie. Zatrzymała się na środku olbrzymiego
placu usytuowanego pomiędzy blokami. Tam zawisła, jakby była zawieszona kilka
metrów nad ziemią. Pozostałe kule były sterowane w podobny sposób. Jedna zawisła
nad rzeką płynącą przez miasto a druga nad wzgórzem w pobliżu miasta.
Nieoczekiwanie na ekranie pojawił się nowy obraz. Wyraźnie teraz mogłem dostrzec
drzwi bloków mieszkalnych a raczej gołych wejść, ponieważ tam, gdzie powinny
były być drzwi, znajdowały się same ramy.
Pamiętam wyraźnie, że dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jakie dziwne było to
miasto...