Historia przeniesienia Michaela D. na inną planetę
SM
MICHEL DESMARQUET "MISJA "
9. Nasza 'tak zwana' cywilizacja
Kiedy złożyłem moje uszanowanie i pożegnałem się z Lationusi i jego
towarzyszami, opuściliśmy wioskę i wróciliśmy na latająca platformę, aby udać
się na spoczynek do mojego doko. Tym razem wybraliśmy inną drogę i polecieliśmy
nad dużymi polami uprawnymi. Zatrzymaliśmy się tam na tyle długo, że mogłem
podziwiać zbiory pszenicy, która rosła tam z ogromnymi kłosami. Nasza droga
wiodła również nad miastem o interesującym wyglądzie. Nie dość, że wszystkie
budynki były doko, od najmniejszego do największego, to jeszcze nie było ulic,
które by je łączyły. Rozumiałem tego przyczynę: tutejsi ludzie mogli poruszać
się z miejsca na miejsce 'latając' – z pomocą lub bez pomocy lativoku, tak więc
normalne ulice nie były potrzebne. Przelecieliśmy blisko obok ludzi wchodzących
i wychodzących z olbrzymich doko, które swoim rozmiarem przypominały te w porcie
kosmicznym.
Są to 'fabryki', gdzie przygotowuje się naszą żywność – wyjaśniła Thao.
Mannę i warzywa, które wczoraj jadłeś w twoim doko, przygotowuje się tutaj.
Nie zatrzymaliśmy się, ale polecieliśmy dalej nad miastem a następnie nad
oceanem. Wkrótce dotarliśmy do wyspy, gdzie stało moje doko. Zostawiliśmy nasz
pojazd na jego zwykłym miejscu i weszliśmy do środka.
Czy zdajesz sobie sprawę – powiedziała Thao –że nic nie jadłeś od wczoraj rana?
Schudniesz w takim wypadku. Nie jesteś głodny?
To zadziwiające – nie jestem szczególnie głodny, jednakże na Ziemi zjadam cztery
posiłki dziennie!
Wcale nie jest to takie zadziwiające, mój drogi. Tutaj przygotowujemy naszą
żywność w taki sposób, że kalorie zawarte w jedzeniu uwalniają się w regularnych
odstępach czasu w ciągu dwóch dni. Jesteśmy ciągle odżywiani a jednocześnie nie
przeciążamy naszych żołądków. Dzięki temu również nasze umysły pozostają czyste
i czujne. Niezależnie od wszystkiego, naszym umysłom należy się pierwszeństwo –
prawda?
Przytaknąłem.
Poczęstowaliśmy się różnokolorowymi daniami i odrobiną manny. Kiedy piliśmy
hydromel Thao zapytała: – Michel, co sądzisz o twoim pobycie na TJehoobie?
Co ja o tym myślę? Być może po tym, co przeżyłem dzisiaj rano, raczej powinnaś
spytać, co sądzę o planecie Ziemi! Zdawało mi się, że podczas tych piętnastu
minut minęły lata. Oczywiście niektóre momenty były straszne, ale inne podbiły
moje serce. Czy mogę cię zapytać, po co wzięliście mnie w tę podróż w czasie?
Bardzo dobre pytanie, Michel. Cieszę się, że je zadałeś. Chcieliśmy ci pokazać,
że przed waszą tak zwaną cywilizacją istniały na Ziemi 'prawdziwe' cywilizacje.
Nie 'uprowadziliśmy' cię, jak mógłbyś powiedzieć, i nie przywieźliśmy cię tutaj
miliardy kilometrów po to tylko, by ci pokazać piękno naszej planety.
Jesteś tutaj, ponieważ należysz do cywilizacji, która obrała złą drogę.
Większość narodów na Ziemi wierzy, że są wysoko rozwinięte, a wcale tak nie
jest. Odwrotnie, ich kultury chylą się ku upadkowi – dzięki przywódcom i tak
zwanym elitarnym klasom. Cały system uległ wypaczeniu.
Wiemy o tym, ponieważ uważnie obserwujemy planetę Ziemię, zwłaszcza w ciągu
ostatnich lat, jak ci to wyjaśnił wielki Thaora. Badamy co się dzieje na Ziemi
mając do dyspozycji cały wachlarz sposobów. Możemy żyć pośród was w ciałach
fizycznych lub być obecnymi astralnie. Nie jesteśmy tylko obecni na waszej
planecie – na szczęście dla was, jesteśmy w stanie wpłynąć na zachowanie
niektórych z waszych przywódców. Na przykład nasza interwencja nie dopuściła,
aby Niemcy byli pierwszym narodem, który użył bomby atomowej, ponieważ miałoby
to katastrofalne skutki dla reszty ludzi na Ziemi, gdyby nazizm odniósł triumf
na zakończenie II wojny światowej. Jak zrozumiesz, każdy reżim totalitarny
oznacza wielki krok do tyłu w rozwoju cywilizacji.
Kiedy miliony ludzi wysyła się do komory gazowej tylko dlatego, że są Żydami,
ich mordercy nie mogą być dumni z tego, że są ludźmi cywilizowanymi.
A jednak Niemcy sądzili, że są narodem wybranym. Działając w ten sposób, upadli
niżej niż plemię kanibali.
Rosjanie, którzy wysyłają tysiące ludzi do pracy w obozach koncentracyjnych i
którzy eliminują jeszcze więcej tysięcy ludzi tylko dlatego, że stanowią
zagrożenie dla 'reżimu', nie są wcale lepsi.
Na Ziemi istnieje wielka potrzeba dyscypliny, ale 'dyscyplina' nie oznacza
dyktatury. Wielki Duch, sam Stwórca, nie wymaga od nikogo, żadnego stworzenia,
człowieka czy kogokolwiek innego, żeby robili cokolwiek wbrew ich własnej woli
[dosłowne’ tłumaczenie tego zdania z angielskiego wydania brzmi:
Wielki Duch, sam Stwórca, nie wymaga od nikogo, żadnego stworzenia, człowieka
czy kogokolwiek innego, żeby robiło cokolwiek wbrew jego własnej woli.’
Tłumaczenie takie jest dwuznaczne: o czyjej woli jest mowa? Stwórcy czy
człowieka? Oczywiście Człowieka. Zdanie to było wielokrotnie przekręcane w
tekstach religijnych, które wymagają od ludzi dostosowania się do woli Bożej’,
formułowanej oczywiście przez kler w celu kontroli tłumu. Wolna wola jest
absolutnie niezbędna do jakiegokolwiek rozwoju duchowego. W polskim tłumaczeniu
użyta jest liczba mnoga, żeby czytelnik nie miał żadnych wątpliwości. Przypisek
tłumacza w porozumieniu z autorem]. Wszyscy mamy wolną wolę i zależy to tylko od
nas, aby się zmobilizować do dyscypliny prowadzącej do rozwoju duchowego.
Narzucanie swojej woli innym w sposób, który odbiera jednostkom przywilej
egzekwowania ich własnej wolnej woli, jest jednym z największych przestępstw,
jakie Człowiek może popełnić.
To co dzieje się teraz w Afryce Południowej jest zbrodnią na całej ludzkości.
Rasizm sam w sobie jest zbrodniczy.
Thao – przerwałem – powiedziałaś coś, czego nie rozumiem. Mówisz, że nie
dopuściliście, aby Niemcy byli pierwszymi, którzy mieli bombę atomową, ale
dlaczego nie przeszkodziliście, aby wszystkie państwa jej nie miały? Musisz
przyznać, że w punkcie, w których doszliśmy do broni atomowej, siedzimy na
wulkanie. Co powiesz o Hiroszimie czy Nagasaki –czy nie czujecie się w jakimś
stopniu odpowiedzialni?
Michel, ty oczywiście patrzysz na takie rzeczy w bardzo uproszczony sposób. Dla
ciebie wszystko jest czarne albo białe, ale jest jeszcze także wiele odcieni
szarego. Gdyby II wojny światowej nie przerwano, tak jak to się stało przez
zbombardowanie i zagładę tych dwóch miast, byłoby o wiele więcej ofiar – trzy
razy tyle, co ofiar bomb atomowych. Jakbyś to powiedział w swoim języku,
wybraliśmy mniejsze zło.
Jak mówiłam ci wcześniej, możemy 'podać pomocną rękę', ale nie zajmujemy się
drobnymi szczegółami sytuacji. Istnieją bardzo surowe prawa, które należy
stosować. Bomba musiała istnieć –tak jak to się dzieje na wszystkich planetach,
w końcu się ją odkrywa. Skoro istnieje, możemy albo obserwować sytuację jako
widzowie, albo interweniować. Jeżeli interweniujemy to tylko po to, aby dać
przewagę 'stronie', która ma bardziej szczere intencje i bardziej szanuje
indywidualną wolność.
Jeżeli niektórzy z rządzących przeczytają twoją książkę i nie będą ci wierzyć
albo będą wątpić w to co piszesz, rzuć im wyzwanie, aby wyjaśnili zniknięcie
miliardów 'igieł' wystrzelonych na orbitę wokół Ziemi kilka lat temu. Zapytaj
ich także, aby wyjaśnili ponowne zniknięcie dodatkowych miliardów 'igieł', które
powtórnie wystrzelono na orbitę. Będą wiedzieć, o co ci chodzi, nie obawiaj się
[11 lat po wizycie Michela na TJehoobie, w sierpniu 1998, w Scientific American’,
czołowym czasopiśmie naukowym na Ziemi, publikującym artykuły wielu laureatów
nagród Nobla, na stronie 43 (63 w wydaniu amerykańskim) znajduje się następujące
wyjaśnienie "80 ładunków igieł zostało umieszczone (na orbicie) w maju 1963 roku
jako część eksperymentu telekomunikacyjnego (?) przeprowadzonego przez
Ministerstwo Obrony USA. (US Department of Defense). Ciśnienie promieniowania
słonecznego (???) wypchnęło wszystkie malutkie igiełki z orbity – całe 400
millionów igieł". Czy ktokolwiek słyszał, żeby jakikolwiek obiekt we
Wszechświecie został wypchnięty z orbity’ przez promieniowanie słoneczne’?
Zachęcam czytelnika do policzenia masy 400 milionów igieł. Przypisek tłumacza].
Jesteśmy odpowiedzialni za zniknięcie tych 'igieł' uznając, że potencjalnie
mogły one mieć katastrofalny wpływ na waszą planetę.
Czasami nie dopuszczamy, aby wasi eksperci 'bawili się zapałkami', ale ważne
jest, aby nie liczyć na naszą pomoc, kiedy popełnia się błędy. Jeżeli uznamy
'podanie ręki' za właściwe, zrobimy to, ale nie możemy i nie chcemy wybawiać was
od każdej katastrofy automatycznie – byłoby to przeciwko Prawu Wszechświata.
Widzisz, Michel, broń atomowa napawa strachem serca ludzi na Ziemi i przyznaję,
że jest to miecz Demoklesa zawieszony nad waszymi głowami, ale nie stanowi to
prawdziwego niebezpieczeństwa.
Prawdziwymi zagrożeniami na Ziemi ułożonymi według ich 'powagi' są: najpierw
pieniądze; potem politycy; na trzecim miejscu są dziennikarze i narkotyki a na
czwartym religie. Zagrożenia te w żaden
sposób nie są powiązane z bronią nuklearną.
Jeżeli ludzie na Ziemi zostaną zgładzeni przez kataklizm nuklearny, ich Ciała
Astralne pójdą tam, gdzie muszą pójść po śmierci i naturalny porządek śmierci i
reinkarnacji będzie utrzymany. Niebezpieczeństwo nie leży w śmierci ciała
fizycznego, jak wierzą miliony: niebezpieczeństwo leży w sposobie, w jaki
człowiek żyje.
Na twojej planecie pieniądze są złem najgorszym. Spróbuj sobie wyobrazić życie
bez pieniędzy.
Widzisz – powiedziała Thao, która 'przeczytała' moje starania –nie możesz sobie
nawet wyobrazić takiego życia, ponieważ jesteś uwikłany w system.
Jednakże, zaledwie dwie godziny temu, widziałeś ludzi z Mu, którzy potrafili
zaspakajać swoje potrzeby nie płacąc żadnych pieniędzy. Wiem, że zauważyłeś, że
ludzie ci byli bardzo szczęśliwi i wysoko rozwinięci.
Cywilizacja Mu urządzona była dla społeczeństwa – zarówno duchowo jak i
materialnie – i kwitła. Oczywiście nie wolno ci mylić 'komuny' (społeczeństwa) z
'komunizmem' takim jaki istnieje w niektórych krajach na Ziemi. Komunizm, taki
jak praktykuje się na Ziemi, jest zasadniczą częścią reżimów totalitarnych
raczej niż demokratycznych i jako taki degraduje Człowieka.
Niestety, jeżeli chodzi o pieniądze, ciężko jest pomagać na Ziemi w sposób
konstruktywny, ponieważ cały wasz system jest na nich oparty. Jeżeli Niemcy
potrzebują 5000 ton wełny australijskiej, nie mogą wysłać w zamian 300
Mercedesów i 50 ciągników. Wasz system ekonomiczny nie pracuje w ten sposób,
dlatego też trudno jest go ulepszyć.
Z drugiej strony wiele można osiągnąć, jeżeli chodzi o polityków i partie
polityczne. Wszyscy jedziecie na tym samym wozie lub jak mówią Anglicy
–jesteście na tym samym statku’. Przyda się tu analogia pomiędzy państwem czy
planetą a statkiem. Każdy statek musi mieć swojego kapitana, i żeby dopłynął do
celu wymagane są umiejętności, duch współpracy pomiędzy marynarzami, jak również
ich szacunek dla kapitana.
Jeżeli oprócz posiadanej wiedzy, doświadczenia i bystrości umysłu, kapitan jest
również uczciwy i sprawiedliwy, istnieją duże szanse, że załoga zrobi dla niego
wszystko jak najlepiej. Ostatecznie –faktyczna wartość kapitana – bez względu na
jego skłonności polityczne czy religijne – będzie decydować o efektywności jego
działań.
Wyobraź sobie, na przykład, że załoga musi wybrać kapitana bardziej pod względem
politycznym niż dla jego umiejętności żeglarskich i jego zimnej krwi w czasie
zagrożenia. Aby wyobrazić sobie lepiej sytuację, załóżmy, że obserwujemy
prawdziwe wybory. Stoimy w głównym doku, gdzie zebranych jest 150 członków
załogi, którzy mają trzech kandydatów na dowodzenie statkiem. Pierwszy jest
demokratą, drugi komunistą, a trzeci konserwatystą. Pośród członków załogi 60 ma
skłonności komunistyczne, 50 demokratyczne a 40 konserwatywne. Chcę ci pokazać,
że nie da się przeprowadzić tej sprawy właściwie.
Kandydat komunistyczny musi złożyć pewne obietnice demokratom i konserwatystom,
jeżeli chce wygrać; ponieważ ma 'zagwarantowane' tylko 60 głosów. Musi przekonać
przynajmniej 16 ludzi z innych partii, że w ich interesie jest go wybrać. Ale
czy będzie w stanie dotrzymać swoich obietnic, które złożył? I oczywiście to
samo odnosi się do pozostałych dwóch kandydatów.
Kiedy jeden czy drugi z tych kapitanów znajdzie się na morzu, natychmiast
zauważy, że znaczna część jego załogi sprzeciwia się jego rozkazom, takwięc
zawsze będzie istniało znaczne prawdopodobieństwo buntu.
Oczywiście, całe szczęście, nie jest to metoda, którą kapitan zdobywa swoje
stanowisko. Chciałam po prostu zilustrować niebezpieczeństwa, które są
nieodłączną częścią wybierania przywódców na podstawie ich stronnictwa
politycznego raczej niż ich umiejętności uczciwego prowadzenia ludzi we
właściwym kierunku.
Będąc przy tym temacie, muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz. Gdy nasz
'kapitan-elekt' znajdzie się na morzu, będzie on jednym i jedynym dowódcą
statku, podczas gdy przywódca partii wybrany’ na głowę państwa, znajdzie się
natychmiast w konfrontacji z 'liderem opozycji'. Od samego początku jego
przywództwa będzie on systematycznie krytykowany, bez względu na to czy jego
decyzje są dobre czy złe, przez partię polityczną, która ma na celu jego
obalenie i zdobycie jego władzy. Jak można dobrze rządzić państwem mając taki
system, Michel?
Masz jakieś rozwiązanie?
Oczywiście – zostało ci ono wcześniej opisane. Jedynym rozwiązaniem jest iść za
przykładem rządu z Mu.
Chodzi o to, aby głową państwa zrobić przywódcę, którego jedynym celem jest
pomyślność ludzi – przywódcę, który nie będzie się motywował fałszywą dumą,
ambicją partyjną czy też osobistą ambicją natury materialnej; żeby skończyć z
partiami politycznymi –pretensjami, niechęcią i nienawiścią będących ich
konsekwencją; aby wyciągnąć rękę do swego bliźniego –by go zaakceptować i
pracować z nim bez względu na różnice, jakie mogą zaistnieć. Mimo wszystko jest
on na tym samym statku co ty, Michel. Jest częścią tej samej wioski, tego samego
miasta, tego samego narodu, tej samej planety...
Michel, z czego jest zbudowany dom dający ci schronienie?
Z cegieł... z drewna, dachówek, tynku, gwoździ...
W rzeczy samej, a z czego zbudowane są te materiały?
Oczywiście z atomów.
Doskonale. Atomy te, jak wiesz, muszą łączyć się ze sobą bardzo blisko, aby
utworzyć cegłę lub inny materiał budowlany. Co by się stało, gdyby atomy te
odpychały się zamiast się ze sobą łączyć?
Rozkład.
I to jest właśnie to. Kiedy odpychasz twego bliźniego, swego syna lub córkę –
jeżeli nie jesteś zawsze gotowy, aby pomóc – nawet tym, których nie lubisz
–przyczyniasz się do rozkładu waszej cywilizacji. Jest to zjawisko, które coraz
bardziej się na Ziemi rozpowszechnia, poprzez nienawiść i przemoc.
Rozważ dwa przykłady, dobrze znane wszystkim na twojej planecie, które dowodzą,
że przemoc nie jest rozwiązaniem. Pierwszym będzie Napoleon Bonaparte: przy
użyciu wojska zdołał podbić całą Europę, i na przywódców narodowych ustanowił
swoich własnych braci, aby zmniejszyć ryzyko zdrady. Powszechnie wiadomo, że
Napoleon był geniuszem i w rzeczy samej kompetentnym organizatorem i
ustawodawcą, ponieważ w 200 lat później wiele jego ustaw wciąż we Francji
obowiązuje. Ale co stało się z jego imperium, Michel? Rozpadło się szybko,
ponieważ zostało ustanowione z użyciem siły.
Podobnie Hitler usiłował podbić Europę siłą i sam wiesz, co się stało.
Przemoc nie popłaca i nigdy nie będzie popłacać. Odwrotnie, rozwiązanie leży w
miłości i rozwijaniu umysłów. Czy zauważyłeś, że na całym świecie a zwłaszcza w
Europie, mieliście o wiele więcej wielkich pisarzy, muzyków i filozofów, którzy
wyłonili się w dziewiętnastym wieku i na początku dwudziestego niż teraz?
Tak, myślę, że chyba tak.
Wiesz dlaczego?
Nie.
Ponieważ z nadejściem elektryczności, silnika spalinowego, samochodu, samolotu i
temu podobnych, ludzie na Ziemi skoncentrowali się na świecie materialnym i
zaniedbali rozwój duchowy.
Obecnie, jak wyjaśnił wielki Thaora, materializm staje się jednym z największych
zagrożeń dla waszego obecnego życia i waszych przyszłych egzystencji w ciałach
fizycznych [przyszłych żyć; przypisek tłumacza].
Po politykach macie problem dziennikarzy i reporterów. Niektórzy spośród nich,
chociaż są to przypadki rzadkie, starają się przekazywać wiadomości w sposób
uczciwy i szczery, dochodząc uważnie do ich źródeł, ale bardzo nas niepokoi, że
większość z nich szuka wyłącznie sensacji.
Wasze stacje telewizyjne wyświetlają coraz więcej scen przemocy. Gdyby ci,
którzy są za to odpowiedzialni, zmuszeni byli studiować psychologię zanim
dopuszczono by ich do tak poważnej odpowiedzialności, wówczas podjęliby krok we
właściwym kierunku. Wasi reporterzy wydają się szukać a nawet żerować na scenach
przemocy, morderstw, tragedii i nieszczęścia. Ich zachowanie przyprawia nas o
mdłości.
Przywódcy krajów, dziennikarze i faktycznie każdy, kto dzięki swojej pozycji
jest w stanie wywierać wpływ na ludzi, ponosi olbrzymią odpowiedzialność wobec
milionów ludzi, którzy są ni mniej ni więcej tylko jego bliźnimi. Zbyt często,
nawet ci, którzy zostali wybrani przez ludzi na swoje stanowiska, zapominają o
swoich zobowiązaniach, i dopiero na kilka miesięcy przed nowymi wyborami, zdają
sobie sprawę, że ludzie są niezadowoleni i mogą ich odrzucić w głosowaniu.
Jeżeli chodzi o dziennikarzy, to jakkolwiek nie potrzebują oni wzbudzać zaufania
ludzi, aby osiągnąć swoją pozycję, mają jednak podobne możliwości, aby wpływać
na ludzi – dobrze lub źle. Tak naprawdę, są oni w stanie zrobić wiele pożytku,
gdyby zwracali publiczną uwagę na zagrożenie i niesprawiedliwość. Taka powinna
być ich główna funkcja.
Wróćmy do potrzeby, żeby ludzie na stanowiskach zrozumieli i zastosowali
psychologię. Dam ci dobry przykład, aby zilustrować, co mam na myśli. W
telewizji widzimy następujące wiadomości: jakiś młodzieniec właśnie chwycił za
strzelbę i zabił siedmioro ludzi w tym dwie kobiety i dwoje małych dzieci.
Reporter pokazuje plamy krwi i trupy dodając, że młody człowiek naśladował styl
pewnego aktora, który słynie ze swoich brutalnych ról filmowych. Rezultat?
Morderca staje się dumny z siebie –nie tylko dlatego, że osiągnął 'rozgłos na
skalę kraju', ale także dlatego, że został porównany do jednego z
najpopularniejszych bohaterów nowoczesnych filmów przemocy. Następnie, jakiś
inny szaleniec ogląda wiadomości i słyszy komentarz reporterów, którzy zwracają
niezasłużoną uwagę na tę ohydną zbrodnię. Zostaje on w ten sposób zachęcony
wpaść na pomysł, aby postarać się o swoją własną chwilę narodowej 'chwały'.
Ktoś taki jest zwykle ofiarą życiową’ –kimś mającym zahamowania, kimś kto czuje
się sfrustrowany, ignorowany i pragnie uznania. Obejrzał właśnie wiadomości i
wie, że każdy akt przemocy jest relacjonowany, a telewizyjni reporterzy i
dziennikarze czasami go jeszcze wyolbrzymiają. Być może jego zdjęcie pojawi się
na pierwszej stronie wszystkich gazet – a czemu by nie? Następnie stanie przed
sądem i być może nazwą go imieniem w stylu 'Kuba Rozpruwacz' lub 'Dusiciel w
aksamitnej rękawiczce'. Nie będzie się już więcej zaliczać do zwykłych
śmiertelników.
Szkody, jakie tak nieodpowiedzialne sprawozdanie może poczynić, są
niewyobrażalne. Bezmyślność i nieodpowiedzialność nie należą do cech krajów
cywilizowanych. Właśnie dlatego mówię, że na Ziemi nie zasłużyliście nawet na
pierwszą literę słowa cywilizacja.
Zatem, jakie jest rozwiązanie?
Dlaczego zadajesz takie pytanie, Michel? Wybraliśmy cię, ponieważ wiemy, jak
myślisz, i wiem, że znasz odpowiedź na swoje pytanie. Jeżeli się jednak
upierasz, usłyszysz ją z moich ust. Dziennikarze, reporterzy i ktokolwiek inny,
kogo funkcją jest szerzyć informację, nie powinni poświęcać więcej niż trzy
linijki na takie przypadki morderstw. Mogliby po prostu rzec:
Właśnie dowiedzieliśmy się o morderstwie siedmiu ludzi dokonanego przez
nieodpowiedzialnego lunatyka. Zdarzyło się to tu-i-tam i jest to pożałowania
godne zdarzenie w kraju, który uważa się za cywilizowany’. Kropka.
Ci, którzy pragną osiągnąć dzień lub tydzień chwały’ na pewno zrezygnowaliby z
morderstwa, jako środka dojścia do niej, jeżeli ich wysiłki spotkałyby się z tak
mizernym rozgłosem publicznym. Czyż nie tak?
W takim razie co powinno być zawarte w wiadomościach?
Jest tak wiele wartościowych rzeczy do pokazania – wiadomości o ciekawych
wydarzeniach, które podbudowują psyche ludzi na Ziemi raczej niż robią im pranie
mózgu w negatywny sposób. Na przykład wiadomości o tym, jak ktoś ryzykuje życiem
aby uratować tonące dziecko lub o pomocy udzielonej biednym, aby polepszyć ich
los.
Oczywiście zgadzam się z tobą całkowicie, ale jestem pewien, że nakład gazet
zależy od sensacyjnych wiadomości, które zawierają.
I tak oto właśnie, znaleźliśmy się z powrotem u korzenia całego zła, o którym
wspominałam wcześniej – pieniądzach. Jest to przekleństwo, które rozkłada całą
waszą cywilizację; a jednak w tym szczególnym przypadku sytuację dałoby się
odwrócić, gdyby ci, którzy są odpowiedzialni, mieli motywację, aby się zmienić.
Na każdej planecie, największe zagrożenia dla ludzkości są w końcu bardziej
natury psychologicznej niż materialnej.
Na psyche wpływają także narkotyki – nie tylko rujnują one zdrowie fizyczne, ale
także cofają [zawracają; podkreślenie tłumacza] proces uniwersalnego rozwoju
człowieka. Jednocześnie, wywołując stany euforii czy też sztucznego raju,
bezpośrednio atakują Ciało Astralne. Rozszerzę ten temat, gdyż jest on niezwykle
ważny.
Tylko dwie rzeczy mogą zaszkodzić Ciału Astralnemu: narkotyki i drgania wywołane
przez pewne rodzaje hałasu. Biorąc pod uwagę tylko narkotyki należy rozumieć, że
wywierają one wpływ, który jest absolutnie przeciwko Naturze. 'Przenoszą' one
Ciało Astralne do innej sfery, gdzie się nie powinno znajdować. Ciało Astralne
powinno być albo w ciele fizycznym albo u swojej Wyższej Jaźni, której jest
częścią. Gdy człowiek jest pod wpływem narkotyku, jego Ciało Astralne jak gdyby
'śpi', doświadczając
sztucznych wrażeń, które kompletnie zniekształcają jego zdolność oceny sytuacji.
Znajduje się ono w podobnej sytuacji jak ciało fizyczne podczas poważnej
operacji chirurgicznej. Jeśli wolisz, jest ono jak narzędzie, które krzywimy lub
psujemy, jeśli używamy go niewłaściwie, lub do celów, do których nie było
przeznaczone.
W zależności od długości czasu podczas którego człowiek jest pod wpływem
narkotyków, jego Ciało Astralne ulega degeneracji lub mówiąc ściślej, nasyca się
fałszywą informacją. 'Regeneracja' Ciała Astralnego może zająć kilka egzystencji
w ciałach fizycznych –kilka żyć: z tego powodu, Michel, powinno się unikać
narkotyków za wszelką cenę.
Jest coś, czego nie rozumiem – przerwałem. Do tej pory dwukrotnie dawałaś mi
narkotyki, aby uwolnić moje Ciało Astralne od mojego ciała fizycznego. Czy w ten
sposób nie wyświadczyłaś mi złej przysługi?
Absolutnie nie. Używaliśmy leku, który nie jest narkotykiem, w celu usprawnienia
procesu, który może nastąpić zupełnie naturalnie w wyniku odpowiedniego
treningu. Nie jest to narkotyk, który 'zaciemnia' świadomość i dlatego nie
zagraża twojemu Ciału Astralnemu. Co więcej, jego efekty są krótkoterminowe.
Wracając do problemów twojej planety, Michel, rozwiązanie leży w miłości – nie
pieniądzach. Trzeba, aby ludzie wznieśli się ponad nienawiść, pretensje,
zazdrość i zawiść i aby każdy, czy to zamiatacz ulic, czy przywódca
społeczeństwa, stawiał swojego bliźniego ponad samym sobą, podając rękę każdemu,
kto jej potrzebuje. Każdy odczuwa potrzebę, zarówno fizycznie jak i umysłowo,
przyjaźni bliźniego – nie tylko na twojej planecie, ale na wszystkich planetach.
Jak mówił Jezus, gdy przysłaliśmy go do was prawie 2000 lat temu:
Kochaj bliźniego swego’ – ale oczywiście...
Thao – przerwałem ponownie tym razem prawie nieuprzejmie,
Coś ty powiedziała odnośnie Jezusa?
Michel, Jezus został zesłany na Ziemię z TJehooby prawie 2000 lat temu –
podobnie jak Lationusi poszedł na Ziemię i wrócił.
Ze wszystkich rzeczy, które mi dotąd wyjaśniano, to właśnie nieoczekiwane
objawienie wstrząsnęło mną najbardziej. W tym samym czasie Aura Thao gwałtownie
zmieniła kolor. Delikatna złota 'mgła' wokół jej głowy zrobiła się prawie żółta
a subtelny bukiet kolorów u szczytu jej głowy zapłonął z nową energią.
Wielki Thaora nas wzywa, Michel. Musimy natychmiast iść. Thao wstała.
Nałożyłem maskę i podążyłem za nią na zewnątrz bardzo zaintrygowany tą nagłą
przerwą i niezwykłym pośpiechem. Wsiedliśmy na latającą platformę i wznieśliśmy
się pionowo nad gałęziami drzew. Lecieliśmy wkrótce nad plażą, potem nad
oceanem, poruszając się z dużo większą prędkością niż kiedykolwiek przedtem.
Słońce znajdowało się zupełnie nisko na niebie i ślizgaliśmy się nad
powierzchnią wody, która była szmaragdowozielona lub zupełnie błękitno lazurowa
– jeżeli mogę opisać te kolory ziemskimi słowami.
Olbrzymie ptaki o rozpiętości skrzydeł około czterech metrów przecięły nam drogę
tuż przed nami. Promienie słońca rozświetlały jaskrawo różowe pióra ich skrzydeł
i jaskrawo zielone pióra ich ogonów.
Dotarliśmy wkrótce na wyspę i Thao ponownie sprowadziła platformę na ziemię w
parku, chyba dokładnie w tym samym miejscu co poprzednio. Dała mi znać, że mam
iść za nią i ruszyliśmy –ona szła a ja za nią biegłem.
Tym razem nie skierowaliśmy się do centralnego doko, ale obraliśmy inną drogę,
która ostatecznie zaprowadziła nas do innego doko o tym samym gigantycznym
rozmiarze, co centralne doko.
Dwoje ludzi, oboje wyżsi od Thao, czekało na nas pod światłem wejściowym. Thao
zwróciła się do nich zniżonym głosem; następnie podeszła do nich bliżej i wdała
się w krótką naradę, z której byłem wyłączony. Stali nieruchomo i rzucali
ciekawskie spojrzenia w moją stronę, ale wcale się nie uśmiechali. Widziałem ich
Aury, które nie były tak jaskrawe jak Thao –pewny znak, że nie byli tak wysoko
rozwinięci duchowo.
Przez znaczną chwilę czekaliśmy na miejscu. Nadleciały ptaki z parku i
obserwowały nas. Nikt, poza mną, nie zwrócił na nie żadnej uwagi; moi towarzysze
najwidoczniej byli głęboko zamyśleni. Pamiętam wyraźnie jednego, podobnego do
rajskiego ptaka, który przyleciał i usadowił się pomiędzy Thao a mną, jakby ze
wszystkich sił chciał, abyśmy go podziwiali. Słońce wkrótce miało zajść i
pamiętam, jak oglądałem jego ostanie promienie sięgające wysoko aż do czubków
drzew, zapalając purpurowe i złote iskierki pośród gałęzi. Na firmamencie stado
ptaków zatrzepotało hałaśliwie skrzydłami, przerywając panującą ciszę. Jak gdyby
na ten znak, Thao poprosiła mnie, abym zdjął maskę, zamknął oczy i wziął ją za
rękę, aby mogła pokierować moimi krokami. Bardzo zaintrygowany zrobiłem to, o co
prosiła.
Idąc naprzód odczułem lekki, znajomy mi już teraz, opór w momencie wejścia do
doko. Powiedziano mi telepatycznie, abym z przymkniętymi do połowy oczami
poszedł w ślad za Thao. Uszliśmy około 30 kroków zanim Thao zatrzymała się i
postawiła mnie obok siebie. Wciąż telepatycznie dała mi znać, żebym otworzył
oczy i rozejrzał się wokoło; zrobiłem to całkiem powoli. Trzy postacie przede
mną podobne były do tych, które spotkałem poprzednio. Podobnie jak tamci,
siedzieli ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, na blokach pokrytych tkaniną,
każde siedzenie miało kolory pasujące do siedzącej na nim osoby.
Thao i ja staliśmy pomiędzy dwoma podobnymi siedzeniami do chwili, gdy
telepatycznie i bez żadnego gestu zostaliśmy zaproszeni, aby usiąść. Rozejrzałem
się dyskretnie wokoło, ale nie zauważyłem śladu po dwóch postaciach, które
spotkaliśmy u wejścia; być może stały za nami?
Tak jak przedtem, oczy Thaori sprawiały wrażenie, jakby świeciły od wewnątrz,
tylko tym razem potrafiłem od razu zobaczyć ich Aury, świecące jaskrawymi
kolorami, tak przyjemnymi dla oka.
Środkowa postać uniosła się lewitując bez zmiany swojej postawy i zbliżyła się
powoli w moim kierunku. Zatrzymał się tuż przed i lekko nade mną, położył jedną
ze swoich rąk u podstawy mojego móżdżka a drugą po lewej stronie mojej czaszki.
Znowu poczułem, że moje ciało zalewa błogie uczucie przypominające przepływ
cieczy, ale tym razem prawie że zemdlałem.
Odejmując ręce powrócił na swoje miejsce. Być może powinienem wyjaśnić, że
szczegóły dotyczące położenia jego rąk na mojej głowie zostały mi później podane
przez Thao, ponieważ znowu nie byłem w stanie, aby wówczas rejestrować
szczegóły. Pamiętam tylko myśl, która przyszła mi wtedy do głowy – myśl raczej
nie na miejscu w takiej chwili –kiedy Thaora z powrotem zajął swoje miejsce:
Chyba nigdy nie zobaczę, jak jedna z tych postaci używa swoich nóg, tak jak
wszyscy inni’.