Powrót do SM

    

 

 

OD DEMO(n)KRACJI DO DEOKRACJI 

DR MACIEJ GRZESIOWSKI

Wrocław, 07-05-2010

      Demokracja jest li tylko modelem aktywności społecznej, w którym ludzie łączący się w społeczności, mają realny wpływ na bieg wydarzeń. Ludzie-obywatele mogą wreszcie w majestacie wolności wybierać, decydować, zmieniać, podtrzymywać. Ale profesorowie od nauk politycznych, tak chętnie zabierający głos również w telewizorach i radiach, nie są zbytnio skłonni przypominać, że taka obywatelska przestrzeń wolności wymaga ogromnej dojrzałości etycznej. Nie przypominają, bo może sami pojmują demokrację jak worek zmiksowanych frywolności zindywidualizowanych obywateli, których nie łączy już uniwersalna etyka, ani jakaś rodzina, ani jakaś miłość do ojczyzny praojców, ale mamona i krotochwilna przyjemność. W tym kontekście uzasadniony jest pęd takich obywateli ku kosmopolitycznemu brataniu się wszystkich narodów świata w duchu braterstwa, wolności i równości. Wszak mamona i krotochwila hedonizmu to jedyne pewne budulce współczesnej międzynarodowej więzi. Zatem to co ludzi łączy i będzie łączyć to mamona, handel i niezobowiązująca chwilka przyjemności. 

      Straszne, płaskie, tylko siąść i płakać, jak lamentował Pawlak w trylogii filmowej. Ja sam, gdybym był świadomy  w czasach komunizmu, że mój ideał wolności i solidarności międzyludzkiej rozbije się o kant bankowego stołu z moimi niespłaconymi odsetkami, odwołałbym w jednej sekundzie całą moją walkę przeciw obłudzie komunistycznej. Dlaczego? Bo bym wiedział, że komunizm kapitalistyczny, czyli taki „system liberalny” nie jest lepszy w traktowaniu wszelkich miłości uniwersalnych, innych niż mamona, innych niż materializm, innych niż hedonizm, innych niż gnostycyzm, czyli li tylko naukowe fedrowanie świata. Liberałowie mienią się misjonarzami tolerancji, czemuż to tak nietolerancyjni są wobec chrześcijan, katolików, arabów, moherowych beretów, niecenzurowanych przez ich służby specjalne mediów: telewizji Trwam, czy Radia M. ? Kolejny fałsz liberalnych współczesnych kosmopolitycznych komunistów spod znaku ateistycznej Unii Europejskiej. Tolerancja dla wybranych. 

      Niestety, z żenadą trzeba stwierdzić, że przy tak niskim poziomie duchowym i etycznym społeczeństwa, demokracja ludzi niemoralnych, jest li tylko karykaturą idealnego systemu, który zapewne jest darem Boga, ale kogo stać przy jego duchowym opanowaniu, aby wprowadzić ją we własne życie. Demokracja ludzi psutych i zepsutych, karmiących się walką, konkurencją, interesem i namiętnościami erotycznymi zamiast bezinteresownym i opanowanym altruizmem, przeradza się w coś w rodzaju demo(n)kracji. Nie etyka nadaje wolność obywatelom, ale demon zła, czyli duch pozorów dobra, którego naczelnym zwycięstwem jest wmówienie współczesnemu człowiekowi, że nie może być równości między ego, czyli pojedynczym człowiekiem a wspólnotą, czyli narodem, albo chociaż rodziną. Wolność Tomku w swoim domku. Stąd partykularne i egoistyczne mniejszości erotyczne, feministyczne,  liberalne chcą znieść etykę wartości niezmiennych, uniwersalnych, ponieważ w ostateczności ultraindywidualizm znosi demokrację, ponieważ nie akceptuje wspólnoty jako bytu. 

      Cóż zatem mówić ludzkości o wyższych sferach, takich „jakie nawet filozofom się nie śniły”, skoro ludzie nie respektują  elementarza. Prosty przykład. Technika ludzka już dawno mogła by być zastąpiona energetycznym skupianiem cząstek materii materializujących się w konkretne przedmioty. Zależy to tylko od dobrego serca wnętrza człowieka, który rzecz jasna nie wykorzystałby tego daru przeciw drugiemu. Skończylibyśmy wreszcie z rabunkiem przyrody z jej tzw. surowców, gazu itp. Każdy duchowo wyrobiony i silny miłością człowiek, wykorzystałby te pokłady energii, które - jako istota na obraz i podobieństwo Boże - ma w sobie od zawsze. Ale powiedz to Putinowi, czy czarnemu Barakowi, który w dniu pogrzebu śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ucinał sobie z demon-kolegami partyjkę golfa. Jakaż go zatem czeka partyjka golfa w pozaziemskim czyśćcu? No, jeszcze żyje i ma szansę na metanoję. 

      W Indiach, a i w Polsce żyją cisi i pokorni, którzy taką  moc Bożą w sobie mają i wykorzystują dla dobra drugiego człowieka. Warto wspomnieć najbardziej znanego Sathi'ę Sai Bab'ę. No cóż, pomarzyliśmy trochę, a tu wciąż walka zła z dobrem w systemie mylnie nazywanym demokracją. 

      Rację  mają ci obywatele, którzy twierdzą, że w zepsutym społeczeństwie należy rządzić jednoosobowo, na wskroś monarchistycznie. Dobry król powinien tak kierować ludźmi, by przeprowadzić ich od systemu monarchistycznego do pełnej demokracji. Król winien przygotować podwaliny pod przyszłą demokrację, na końcu ustępując. Przede wszystkim winien zadbać o moralne prawo – ponadczasowe – by działało ono również w późniejszej demokracji. System społeczny winien promować moralną większość, a nie zepsutą mniejszość. Wobec tych zepsutych winien uczyć obywateli powtarzania w nieskończoność słów: „nie wiedzą, co czynią”, „gdyby zobaczyli Boga w sekundę zmieniliby swoje postępowanie”. 

      Demokracja i tak, jeśli kiedyś zaistnieje pomiędzy ludzkim plemieniem żmijowym, i tak będzie fazą przejściową do deokracji, czyli takiej demokracji, w której uosobieniem wszystkich wartości moralnych będzie sam Bóg – Miłość miłości i wolność wolności. Ale nie za naszej cywilizacji. My będziemy oglądać ją z Nieba.

dr Maciej Grzesiowski

 

 

System Miłości promuje miłość, kulturę, wiedzę i rozwój duchowy