 |
 |
|
Od komunizmu państwowego do komunizmu prywatnego
1. Globalizacja jest mniej więcej tym, co przewidział W.I. Lenin: „ostatnim
stadium kapitalizmu będzie imperializm”. Niewątpliwie globalna monopolizacja
marek i koncernów przypomina globalną komunizację. Jeśliby dodać do tego
globalizację prawa na szczeblu Europy, obraz demokratyzacji „świata
globalnej wioski” zaczyna jawić się jako totalitarny.
2. Administracja R. Reagana podczas stanu wojennego wojennego w Polsce
domagała się respektowania praw człowieka – bitych i szykanowanych przez
ZOMO i służbę bezpieczeństwa obywateli. Reagan, jak pamiętamy, wprowadził
embargo na dostawy do Polski z zagranicy, na czym też cierpieli obywatele.
Inspirowany przez liberalnych polityków namówił Franka Sinatrę, by wyśpiewał
uciemiężonej Polsce „żeby Polska była Polską”. I co ciekawe, tamta partia
republikańska odcięła się od bezprawnej, pruderyjnej Polski. Ale tej samej
partii republikańskiej, spadkobiercą której był najpierw G. Bush Ojciec, a
dziś jego syn – nie przeszkadza fakt nie respektowania żadnych praw
człowieka w Chinach – dokąd firmy amerykańskie przeniosły większy ciężar
produkcji oraz trucia środowiska - i by dziś kolaborować z chińskimi
partyjniakami.
3. Jest oczywiste, że w obecnych czasach, czasach monopolu i globalnej siły
koncernów takie fasady polityczne jak: kapitalizm, socjalizm, wolny rynek
nic nie znaczą. Dominuje bowiem trend ku kolaboracji z kapitałem
zagranicznym, po to, by spauperyzowani aparatczykowie upadającej władzy czy
to w Chinach, czy Polsce, czy na Ukrainie, zdążyli się „uwłaszczyć”, czyli
mówiąc kolokwialnie „nachapać”. A gdy już to zrobią, i przejmą całą władzę
finansową, wówczas urządzają spektakularne igrzyska, nieźle medialnie
wyreżyserowane w stylu „pomarańczowej”, „aksamitnej”, czy „różanej
rewolucji”. Chętnie wówczas oddają władzę biednej prawicy, która nie wie co
z nią zrobić. I prorokuję, że za czas jakiś doczekamy się także w
skamieniałych Chinach ryżowej, czy też może „żółtej rewolucji”.
4. Globalizacja oznacza nie tylko siłę finansową, czy gospodarczą. To przede
wszystkim presja medialna – psychologiczna. Jeśli prezydent Polski mówi za
pośrednictwem polskich mediów, że „pomaga Ukrainie”, to bądźmy pewni, że
pomaga tylko połowie Ukrainy. I jako człowiek-tchórz, który bał się ujawnić
nie tyle tytułu magistra, co miejsca, gdzie go bronił (Moskwa), nigdy nie
podjąłby się niejakiej wolnościowej misji na Ukrainie, gdyby nie stała za
nim cichociemna Europa wpływów kapitałowych i określonego lobby. Gdyby z
góry nie był wyliczony wynik tzw. „pomarańczowej rewolucji”. Los Pana
Prezydenta Juszczenki może za kilka miesięcy okazać się podobny do losu
prezydenta Wałęsy, jeśli tylko będzie chciał się wyłamać z sojuszu
liberalno-kolaboracyjnego, któremu znów dzielnie zaczyna dowodzić Pani
Premier Julia Timoszenko. Tak to już jest, że elity finansowe Globu
finansują zachcianki rewolucjonistów, wypuszczają ich na ulicę, dają im
przekonanie, że to oni – lud – wywalczyli sobie wolność, podczas gdy karty
zostały rozdane wiele lat wcześniej, a czas był potrzebny jedynie na ciche
uwłaszczanie się przyszłej władzy.
5. System Miłości sprzeciwia się tchórzostwu i konformizmowi.
„Bądźcie gorący albo zimni”; „niech nie wie lewica, co czyni prawica”,
„niech wasza mowa będzie tak, tak; nie, nie”, „nie stawia się Panu Bogu
świeczki, a diabłu ogarek”. Nie ma ekumenizmu w świecie wartości. Może być
ekumenizm, czyli rodzaj kompromisu w świecie organizacji. W świecie wartości
moralnych jest to bałamutne. Jeśli Polska prześpi moment tzw. Konstytucji
Europejskiej i fakt, że odrywa ona ją od Boga ku mamonie i literze
bezdusznego prawa, to w przeciwnym razie doczekamy się moralności i etyki
większościowej. To byłby początek końca cywilizacji w takim oto kształcie.
Prostytutki, dewianci homoseksualni, lewicujące lesbijki i liberalni lekarze
- już nas - w filmach, reklamówkach i public relations nauczyli eutanazji,
nie rozmnażania się, dekadentyzmu i nastawienia na demoniczne carpe diem.
Etyka większościowa, zdemoralizowanego przez ateistyczno-liberalne media
społeczeństwa doprowadzi do wynaturzenia ludzi z ich boskiego pochodzenia.
Ludzie już dziś nie wiedzą po co żyją, więc życia sens za parę lat będzie
jeszcze bardziej zamglony.
6. Wreszcie antysemityzm i odwaga. Po pierwsze antysemitą w pierwszej
kolejności jest ten, kto nie przyznaje się do swego semickiego pochodzenia.
Polak to brzmi dumnie – a Żyd? Pewnie wielu ludzi chciałoby postrzegać w
„starszych braciach w wierze” jedynie zło i służbistów zrusycyzowanego
komunistycznego aparatu bezpieczeństwa działającego przeciw Polakom, a
zwłaszcza katolikom. Słabość Polaków to jednak brak zaufania Bogu i nie
życie ewangelią. Złodziejstwa, komunistyczny styl „wynoszenia śrubek” z
zakładów pracy, „korupcyjne rozpuszczenie lekarzy” – oto przyczyny zła w tym
kraju, w kraju, który do roku 1989 mienił się w 90% katolickim. Po drugie
antysemitami można nazwać takie osoby (obojętnie jakiej narodowości), które
nie zaakceptowały nauki Jezusa Chrystusa – największego semity w historii –
Boga, czy też dla wyznawców Talmudu tylko człowieka, który nikomu nic złego
nie zrobił; co najwyżej pomagał, doradzał, uzdrawiał. Religijni uczeni w
piśmie, zabijając bez powodu Chrystusa, pierwsi dali przykład bezkarnego
holokaustu. Po trzecie, tzw. nastroje antysemickie są wmawiane i prowokowane
przez globalne media. Sens tego jest oczywiście głębszy: w teczkach STASI,
UB, czy NKWD mogą znaleźć się nazwiska funkcjonariuszy, dziś najczęściej o
zmienionych metrykach. Wojna o teczki, to też wojna o metryki, także dla
ludności napływowej do Polski, która może nie mieć czystego sumienia, służąc
dla NKWD, czy UB. Wojna ta może być powodowana strachem tychże mniejszości
narodowych lub ich potomków przed zemstą i brakiem chrześcijańskiego
przebaczenia ze strony manipulowanych przez zabory i komunizm Polaków. Ale
nie powinni się bać, bo chrześcijanie przebaczają – w każdych czasach,
wczoraj i dziś - chociaż „tylko prawda ich wyzwoli”.
7. Jeśli żółtko zakopie się do ziemi, będzie śmierdzieć zbukiem. Jeśli część
polityków rządu polskiego, czy też Sejmu ukryła swoje pochodzenie i nazwiska
- poniekąd jak to jajo do ziemi - nie dziw, że dziś, kiedy ktoś te jaja
bierze do ręki – po prostu śmierdzą.
dr Maciej Grzesiowski
|