Na zdjęciu Marta i dzieci Macieja

Powrót do SM

    

 

 

Demokracja

DR MACIEJ GRZESIOWSKI

 

CZY DEMOKRACJA JEST SYSTEMEM DUCHOWYM ?

Gdyby tak było pewnie Jan Paweł II, obecny papież, nie wyrażałby tak silnej tęsknoty za cywilizacją miłości. I aby móc satysfakcjonująco odpowiedzieć na to pytanie, musimy zastanowić się na ile sami czujemy potrzebę zmiany systemu ? Czy rzeczywiście jest tak, że to system, otoczenie, ludzie są winni naszych duchowych ciemności ? Czy wzdychając za "Nowym Eldorado" nie popełniamy tego samego błędu - lub inaczej nie ulegamy tej samej iluzji - jak to było jeszcze nie tak dawno, kiedy marzyliśmy o ...demokracji ? System, w którym mieści się zarówno pojęcie porządku moralnego, jak i ekonomicznego z zasady jest powołany, by służyć człowiekowi. Powinien stanowić najlepiej dobraną "suknię ślubną" dla panny młodej, którą w tym przypadku jest każdy człowiek pragnący życia zgodnego z ideałami Jezusa. Jest więcej prawdopodobne, że człowiek zawsze będzie niezadowolony z obowiązującego stanu rzeczy. Po pierwsze zbyt silna jest w nim pycha, by zgodzić się na to co Bóg daje na dany moment życia, by w myśl słów św. Pawła zgodzić się, że każda władza pochodzi od Boga. Po drugie owo niezadowolenie jest dyktowane przez odwieczne dążenie każdego z osobna do doskonałości. Demokracja i systemy bazujące na materii poszły w złym kierunku. Otóż w swoich poszukiwaniach nadmiernie wyeksponowały formę, tj. tę specyficzną szatę, którą nakłada się na ludzi nie zważając na treść, a więc na pokłady wnętrz ludzkich. Ta forma przejawia się na każdym kroku: począwszy od marketingu w ekonomii (a więc pięknego opakowania produktu, który nierzadko okazuje się bublem) poprzez sztukę, poezję, literaturę. I tutaj - o zgrozo - dominacja formy nad treścią jest niezwykle rzucająca się w oczy. 

Nierzadko pięknie podane, w nienagannej formie, przy zastosowaniu wszelkiego typu konstrukcji myślowych i intelektualnych, służą "obcym" bogom, a w każdym bądź razie niewiele wypływa z nich treści. Dominacja szaty w świecie człowieka epoki oświecenia, czy pozytywizmu ( a więc dla homo economicusa ) jest zastraszająca. Szata niewątpliwie kojarzy się z nieakceptowanym w popularyzowanym wzorcu demokratycznym pojęciem szatana. A jednak to skojarzenie może okazać się nieprzypadkowe. Pamiętam, jak w 1989 roku, przebywając w gorących dniach sierpnia w Niemczech, spotkany tam przeze mnie Janek Budziaszek - perkusista zespołu "Skaldowie" - tak skomentował nazwę jednej z anten satelitarnych, która nie pozostawiała cienia złudzeń - "SATAN": "I tutaj już są, ale nie wiedzą, jaka faktycznie jest moc różańca i skąd nadejdzie prawdziwe zwycięstwo". Słowa może nie tak niezwykłe co proste, uzmysławiające sens relacji międzyludzkich i całego systemu wymyślonych przez ludzi urządzeń medialnych do przesyłania informacji, które na obecnym etapie nie służą budowaniu relacji miłości. Szata jako wzorzec nie tylko w tradycji kulturowej jak np. choinka, gwiazdka, mikołaj (tutaj celowo napisany z małej litery w celu wyrażenia dezaprobaty dla instrumentalizacji i konsumpcjonizacji idei św. Mikołaja), zajączek, baranek, sikawka, ale i egzystujący w sferze ekonomiczno-społecznej (marketing, reklama, kreowanie mód) jest łatwa w odbiorze. Uwaga odbiorcy uczestniczącego w grze kształtnych form skupia się nie na treści, ale na błyskotliwych detalach, świecidełkach, opakowaniu, zmysłowych kolorach, które po zużyciu produktu, idei, bądź przeczytaniu erotycznej książki nie pozostawiają długotrwałej satysfakcji, ale raczej niepokój i pustkę. To zaś sprawia, iż uruchamia się w człowieku mechanizm samoobronny nastawiony na wypełnienie niepokojącej pustki.

Prawdą jest, że kształt współczesnej demokracji jest niedoskonały. W zasadzie wolność, równość i sprawiedliwość coraz bardziej zaczynają funkcjonować jako slogany i frazesy. Owe wartości służą głównie ekonomii, a w szczególności właścicielom i kapitalistom. Ci, którzy mają pieniądze i kapitał i korzystają z dostępu do mediów, publikują tam nieetyczne formy reklam. I tu rodzi się istotny problem, czy Chrześcijanin-katolik to powinien być człowiek kapitalista, przedsiębiorczy, który przejmie wiele idei od braci protestantów, którzy nie inaczej rozumieją rolę w społeczeństwie: poprzez osobiste bogactwo, służyć całemu społeczeństwu, czy też chrześcijanin-katolik winien nadal iść w kierunku filozofii św. Franciszka i jednocześnie wpływać na zmianę istniejącego systemu, tak by to nie pieniądz w pierwszym rzędzie i chęć zysku kształtował nasze postawy, ale przede wszystkim wewnętrzne normy moralne.

Wydaje się, że istnieją dwie drogi rozwiązania tego kryzysu duchowego społeczeństw industrialnych i postindustrialnych. Pierwsza to zakasanie rękawów w myśl słów Lecha Wałęsy i próba stania się chrześcijańskim kapitalistą. Ale i tu rodzą się wątpliwości, czy właśnie pomnażanie bogactw, pęd za sukcesem w świecie obostrzonej konkurencji nie zagraża nerwom i moralności każdego przedsiębiorcy, w świecie, w którym dominuje darwinistyczne prawo silniejszego ponad chrześcijańskim miłosierdziem. Mimowolnie nasuwają się sformułowania Jezusa, który przypomina o wielbłądzie, któremu łatwiej przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego. I to nie dlatego, żeby pieniądz sam w sobie był diabelski (bo to tylko szata), ale dlatego, że szlachetne na początku intencje stania się kryształowym kapitalistą mogą przekształcić się w rzeczywistą chęć pomnażania bogactw tylko dla siebie. Skądinąd mało jest przykładów świętych wśród kapitalistów... Drugą drogą jest duchowa przemiana, rozumiana jako transformacja moralna wszystkich członków systemu demokratycznego. I to wydaje się najlepsze rozwiązanie. Jednakże kto miałby prowadzić tę duchową przemianę, bądź jakie bodźce miałyby skłonić przedsiębiorców i całą resztę społeczeństwa do tak radykalnej odmiany ? Pamiętajmy, że za taką decyzją musiałaby się kryć następna decyzja rezygnacji z dotychczasowego życia, o ile nie służyło wzrostowi duszy. A taka rezygnacja przyniosłaby następne konsekwencje: ograniczenie nadmiernej roli reklamy oraz rezygnację z kreowania tzw. nowych potrzeb konsumpcyjnych, co już na pierwszy rzut oka wydaje się być grubo podejrzane. Czy kilka lat temu ktokolwiek z większości społeczeństwa miał skłonność do wymiany trzyletniego samochodu na nowy ?A może istnieje trzecia droga, taka która stworzyłaby duchowe ramy istnienia społeczeństwa? Skoro demokracja, jako model jest dobra, a w praktyce służy jedynie wycinkowi społeczeństwa to być może istnieje droga, którą papież symbolicznie określa cywilizacją miłości ? Z pewnością czasy w których żyjemy są wielkie, ale i odpowiedzialność za życie dusz też jest wielka. 

 

dr Maciej Grzesiowski

 

 

System Miłości jest katolicką witryną promującą miłość, kulturę, wiedzę i rozwój duchowy