 |
 |
|
KATOLICKIE BEZROBOCIE
1. Cudów nie trzeba by dobrze życie przeżyć, ale bez przykładu drugiej osoby
życie może zostać zmarnowane. Kultura modernistyczna, postmodernistyczna, a
następnie współczesna kultura tzw. społeczeństwa wiedzy (i demoralizacji),
rozkłada psychikę i ducha narodów, przez co też szybciej się rozkłada ciało
fizyczne człowieka, podatne na choroby. Katolicy zapomnieli, iż całkiem
niedawno po porady psychologiczne chodzili do wspólnot przyparafialnych i
bezpośrednio do księży. Młodzi ludzie dzielili się problemami z rówieśnikami
skupionymi wokół wspólnych wartości – przecież nie tylko katolickich, takich
jak miłość, dzielenie się, przebaczanie, współczucie, pomaganie,
sprawiedliwość, czy wreszcie solidarność. Dziś młode pokolenie zwiedzione
obietnicami tzw. szybkiego sukcesu lądują w gabinetach psychiatrycznych i
psychologicznych, które nie są niczym innym, jak substytutem dawnych
kontaktów młodych z duszpasterzami. Więcej, tamte porady były bezpłatne i
odnoszone do JEDNEGO SYSTEMU WARTOŚCI. Dziś psycholog poci się i lawiruje,
aby pacjenta zmusić do asertywności bez odniesienia do systemu wartości. To
dla dzieci Jezusa Chrystusa jest bzdura, gdyż pigułki i porady na dziś, nie
załatwiają sprawy życia wiecznego.
2. Dziwi katolickie bezrobocie księży, tak licznie wyposażonych w talenty
pomocy duchowej i psychicznej. Najbardziej zasymilowali się z materialną
stroną egzystencji swego stanu, mniej ze stroną społeczną, a w nierzadkich
przypadkach także duchową. Kolęda powinna odbywać się co miesiąc. Kiedy
ludzie odchodzą od kościoła pasterze powinni odwiedzać systematycznie tych,
co pozostali. Używając języka marketingowego: „powinni dbać o swoich stałych
klientów”. W domu katolików powinni spowiadać, odprawiać msze święte w dni
robocze, rozdawać komunię świętą nie tylko chorym. W rodzinach
wielodzietnych bardzo ciężko jest rozdzielić dzieciątka od rodziców, by
mogli swobodnie uczestniczyć we wszystkich aspektrach życia sakramentalnego.
3. Dziwi bezrobocie katolików, którzy w większości narzekają na swój rodowód
i sytuację kościoła. Przecież wierzymy nie w księży, ale w Boga. Nie w
prawo, ale miłość. Nie w choinki, ale sakramenty. Miłość znosi prawo – o tym
mówi święty Paweł. Jeśli tak, czegóż się boją, katolicy, którzy mogą jeszcze
wpatrywać się w żywy przykład odwagi Jana Pawła II???. Przecież ten człowiek
przełamał monopol władzy ukrytej. Nie działa w podziemiach Watykanu ani w
katakumbach Rzymu, tylko wykorzystuje wszelkie środki i talent ku
pokazywaniu jednej dogi: JEŚLI NIE MACIE KAPITAŁU CZY PIENIĘDZY, WASZYM
KAPITAŁEM JEST MODLITWA ORAZ WARTOŚCI MORALNE. Przestaniecie kraść, będzie
reforma finansów. Przestaniecie osądzać, będzie reforma społeczna.
Przestaniecie zdradzać żony, będzie więcej rodzin i szczęśliwych dzieci.
Przestaniecie demoralizować innych, będzie więcej ładu i spokoju ducha.
Kapitałem biedaka, jakim z wyboru Bożego będzie zawsze
katolik-chrześcijanin, jest Miłość i modlitwa. Ilu jest postaci świętych,
którzy dokonali cudów reformy społecznej bez pieniędzy? Święty Franciszek,
Ojciec Pio, Święta Matka Teresa z Kalkuty. Mało ?
4. Protestanci nie godzą się na bycie biednym, ponieważ dla nich
najważniejszy jest czyn. Czyli taka praca, która przyniesie taką
dziesięcinę, którą będą mogli odpalić biednym. Silna ekonomia, by się
dzielić. Święty Paweł jednak zwracał uwagę na pustkę trąb brzmiących. Bez
modlitwy, wspólnoty, Pisma Świętego i osobistego doświadczenia Boga, uczynki
są martwe. Pokazuje to właśnie wielu protestantów w Niemczech, czy
Skandynawii. Zapomnieli ideały rewolucji Marcina Lutra (Łotra), która miała
polegać na dogadzaniu zmysłom, minimalizować ubóstwo. Kto z tamtych umie
wyjąć połowę pieniędzy ze swojego konta w banku i dać dla biednych? Apetyt
namiętnej, ziemskiej duszyczki wcielonej w odzwierzęce ciało rośnie w miarę
jedzenia. Im bowiem więcej mam, tym mniej się dzielę. To pułapka materialnej
egzystencji.
5. Władza – każda - pochodzi od Boga. Nawet ta, która jest oceniana jako
zła. Ludzie, katolicy mają takich rządzących, na jakich zasługują ich
prymitywne żądze. Im mniej dobra, im więcej pędzę za mamoną, tym gorsi
ludzie mną rządzą. Przemiana społeczna na lepsze dokonuje się bowiem
równolegle: przemiana serc społeczności prowadzi do nadania takiej
społeczności bardziej oczyszczonego i światłego ducha jako króla,
prezydenta, dyrektora, menadżera.
6. Czy jest sens, by katolicy angażowali się we władzę, skoro Celem ich
życia jest POKORA jako furteczka do Nieba? Skoro i tak są skonstruowani z
tej samej gliny, co każdy człowiek i narażają się na pokusy korupcji i
demoralizacji? To właśnie zależy, na jaki kapitał postawi taki katolik.
Jeśli jako chrześcijanie będą nadal kopiować protestantów w łaknieniu mamony
i ziemskiego sukcesu, pozostaną tylko trąbami pusto grzmiącymi z trybun
sejmowych, czy rządowych. Człowiek nie może Bogu stawiać granicy
ekonomicznej. Totus Tubus. Cały Twój. Bezwarunkowo. Ryby można łowić i w
pustym jeziorze.
7. Tylko kapitał duchowy: modlitwa, przepraszanie, przebaczanie, dzielenie
się i nie gromadzenie na zapas. Nie trzeba będzie wówczas żadnej wojny przy
użyciu armat, ponieważ dobrych ludzi społeczności same obronią. To nie ci
ludzie (katolicy) będą zabiegać o obronę, ale Bóg - miłość, szaleńczo lwi
pazur, kiedy może uratować choćby jednego, albo kilku (Noego z Arką, Żydów
na Morzu Czerwonym, zabitych w Tsunami). Ani Niemcy, ani Żydzi nie są
przyczyną zła Polaków i katolików w Polsce. Oni sami. Ponieważ ulegają
pokusom demoralizacji rzeczywiście przez tamtych bogaczy w stronę Polaków
adresowanych. Sama pokusa, czyli media z programami dewiacyjnymi nie czynią
człowieka złym. Uległość i zawierzenie w puste obietnice świata mydlanych
idoli, który nie istnieje – to czyni złym. Wola, która wierzy byle komu lub
byle czemu.
8. Tu bowiem raju nie ma i nie będzie. To zasadniczo różni
katolików-chrześcijan od wyznawców judaizmu, Talmudu, Mahometa,
protestantów, świadków Jehovy i im podobnych. Tamci, niekatolicy są tak
naprawdę utopijnymi socjalistami, ponieważ nie zawierzyli Chrystusowi.
Choćby mienili się bardzo religijnymi w swoich wyznaniach, chcą tak naprawdę
ślepo budować raj na ziemi (choć po czynach polityków tego nie widać, bo nie
likwidują sztucznie stymulowanego bezrobocia). Życie jest chwilą, choćby
genetycy chcieli tę chwilę wydłużyć. Co to za perspektywa żyć 150 lat w
świecie nihilistycznym, pomylonym, w którym miernikiem etyki i miłości są
dwa kryteria: EFEKTYWNOŚĆ EKONOMICZNA i ZDANIE tzw. WIĘKSZOŚCI (przecież
manipulowanej i zdemoralizowanej)?
dr Maciej Grzesiowski
|