Na zdjęciu Maciej Grzesiowski 

Powrót do SM

    

 

 


KATOLICKIE BEZROBOCIE

DR MACIEJ GRZESIOWSKI

Wrocław, 09-02-2005

1. Cudów nie trzeba by dobrze życie przeżyć, ale bez przykładu drugiej osoby życie może zostać zmarnowane. Kultura modernistyczna, postmodernistyczna, a następnie współczesna kultura tzw. społeczeństwa wiedzy (i demoralizacji), rozkłada psychikę i ducha narodów, przez co też szybciej się rozkłada ciało fizyczne człowieka, podatne na choroby. Katolicy zapomnieli, iż całkiem niedawno po porady psychologiczne chodzili do wspólnot przyparafialnych i bezpośrednio do księży. Młodzi ludzie dzielili się problemami z rówieśnikami skupionymi wokół wspólnych wartości – przecież nie tylko katolickich, takich jak miłość, dzielenie się, przebaczanie, współczucie, pomaganie, sprawiedliwość, czy wreszcie solidarność. Dziś młode pokolenie zwiedzione obietnicami tzw. szybkiego sukcesu lądują w gabinetach psychiatrycznych i psychologicznych, które nie są niczym innym, jak substytutem dawnych kontaktów młodych z duszpasterzami. Więcej, tamte porady były bezpłatne i odnoszone do JEDNEGO SYSTEMU WARTOŚCI. Dziś psycholog poci się i lawiruje, aby pacjenta zmusić do asertywności bez odniesienia do systemu wartości. To dla dzieci Jezusa Chrystusa jest bzdura, gdyż pigułki i porady na dziś, nie załatwiają sprawy życia wiecznego.

2. Dziwi katolickie bezrobocie księży, tak licznie wyposażonych w talenty pomocy duchowej i psychicznej. Najbardziej zasymilowali się z materialną stroną egzystencji swego stanu, mniej ze stroną społeczną, a w nierzadkich przypadkach także duchową. Kolęda powinna odbywać się co miesiąc. Kiedy ludzie odchodzą od kościoła pasterze powinni odwiedzać systematycznie tych, co pozostali. Używając języka marketingowego: „powinni dbać o swoich stałych klientów”. W domu katolików powinni spowiadać, odprawiać msze święte w dni robocze, rozdawać komunię świętą nie tylko chorym. W rodzinach wielodzietnych bardzo ciężko jest rozdzielić dzieciątka od rodziców, by mogli swobodnie uczestniczyć we wszystkich aspektrach życia sakramentalnego.

3. Dziwi bezrobocie katolików, którzy w większości narzekają na swój rodowód i sytuację kościoła. Przecież wierzymy nie w księży, ale w Boga. Nie w prawo, ale miłość. Nie w choinki, ale sakramenty. Miłość znosi prawo – o tym mówi święty Paweł. Jeśli tak, czegóż się boją, katolicy, którzy mogą jeszcze wpatrywać się w żywy przykład odwagi Jana Pawła II???. Przecież ten człowiek przełamał monopol władzy ukrytej. Nie działa w podziemiach Watykanu ani w katakumbach Rzymu, tylko wykorzystuje wszelkie środki i talent ku pokazywaniu jednej dogi: JEŚLI NIE MACIE KAPITAŁU CZY PIENIĘDZY, WASZYM KAPITAŁEM JEST MODLITWA ORAZ WARTOŚCI MORALNE. Przestaniecie kraść, będzie reforma finansów. Przestaniecie osądzać, będzie reforma społeczna. Przestaniecie zdradzać żony, będzie więcej rodzin i szczęśliwych dzieci. Przestaniecie demoralizować innych, będzie więcej ładu i spokoju ducha. Kapitałem biedaka, jakim z wyboru Bożego będzie zawsze katolik-chrześcijanin, jest Miłość i modlitwa. Ilu jest postaci świętych, którzy dokonali cudów reformy społecznej bez pieniędzy? Święty Franciszek, Ojciec Pio, Święta Matka Teresa z Kalkuty. Mało ?

4. Protestanci nie godzą się na bycie biednym, ponieważ dla nich najważniejszy jest czyn. Czyli taka praca, która przyniesie taką dziesięcinę, którą będą mogli odpalić biednym. Silna ekonomia, by się dzielić. Święty Paweł jednak zwracał uwagę na pustkę trąb brzmiących. Bez modlitwy, wspólnoty, Pisma Świętego i osobistego doświadczenia Boga, uczynki są martwe. Pokazuje to właśnie wielu protestantów w Niemczech, czy Skandynawii. Zapomnieli ideały rewolucji Marcina Lutra (Łotra), która miała polegać na dogadzaniu zmysłom, minimalizować ubóstwo. Kto z tamtych umie wyjąć połowę pieniędzy ze swojego konta w banku i dać dla biednych? Apetyt namiętnej, ziemskiej duszyczki wcielonej w odzwierzęce ciało rośnie w miarę jedzenia. Im bowiem więcej mam, tym mniej się dzielę. To pułapka materialnej egzystencji.

5. Władza – każda - pochodzi od Boga. Nawet ta, która jest oceniana jako zła. Ludzie, katolicy mają takich rządzących, na jakich zasługują ich prymitywne żądze. Im mniej dobra, im więcej pędzę za mamoną, tym gorsi ludzie mną rządzą. Przemiana społeczna na lepsze dokonuje się bowiem równolegle: przemiana serc społeczności prowadzi do nadania takiej społeczności bardziej oczyszczonego i światłego ducha jako króla, prezydenta, dyrektora, menadżera.
6. Czy jest sens, by katolicy angażowali się we władzę, skoro Celem ich życia jest POKORA jako furteczka do Nieba? Skoro i tak są skonstruowani z tej samej gliny, co każdy człowiek i narażają się na pokusy korupcji i demoralizacji? To właśnie zależy, na jaki kapitał postawi taki katolik. Jeśli jako chrześcijanie będą nadal kopiować protestantów w łaknieniu mamony i ziemskiego sukcesu, pozostaną tylko trąbami pusto grzmiącymi z trybun sejmowych, czy rządowych. Człowiek nie może Bogu stawiać granicy ekonomicznej. Totus Tubus. Cały Twój. Bezwarunkowo. Ryby można łowić i w pustym jeziorze.

7. Tylko kapitał duchowy: modlitwa, przepraszanie, przebaczanie, dzielenie się i nie gromadzenie na zapas. Nie trzeba będzie wówczas żadnej wojny przy użyciu armat, ponieważ dobrych ludzi społeczności same obronią. To nie ci ludzie (katolicy) będą zabiegać o obronę, ale Bóg - miłość, szaleńczo lwi pazur, kiedy może uratować choćby jednego, albo kilku (Noego z Arką, Żydów na Morzu Czerwonym, zabitych w Tsunami). Ani Niemcy, ani Żydzi nie są przyczyną zła Polaków i katolików w Polsce. Oni sami. Ponieważ ulegają pokusom demoralizacji rzeczywiście przez tamtych bogaczy w stronę Polaków adresowanych. Sama pokusa, czyli media z programami dewiacyjnymi nie czynią człowieka złym. Uległość i zawierzenie w puste obietnice świata mydlanych idoli, który nie istnieje – to czyni złym. Wola, która wierzy byle komu lub byle czemu.

8. Tu bowiem raju nie ma i nie będzie. To zasadniczo różni katolików-chrześcijan od wyznawców judaizmu, Talmudu, Mahometa, protestantów, świadków Jehovy i im podobnych. Tamci, niekatolicy są tak naprawdę utopijnymi socjalistami, ponieważ nie zawierzyli Chrystusowi. Choćby mienili się bardzo religijnymi w swoich wyznaniach, chcą tak naprawdę ślepo budować raj na ziemi (choć po czynach polityków tego nie widać, bo nie likwidują sztucznie stymulowanego bezrobocia). Życie jest chwilą, choćby genetycy chcieli tę chwilę wydłużyć. Co to za perspektywa żyć 150 lat w świecie nihilistycznym, pomylonym, w którym miernikiem etyki i miłości są dwa kryteria: EFEKTYWNOŚĆ EKONOMICZNA i ZDANIE tzw. WIĘKSZOŚCI (przecież manipulowanej i zdemoralizowanej)?
 

dr Maciej Grzesiowski

 

 

System Miłości promuje miłość, kulturę, wiedzę i rozwój duchowy