|
|
|
|
COŚ Coś nade mną funkcjonuje. Jakieś spojrzenie dotykające wewnętrznych mgieł. Jakieś babie lato jakby nieustannie spóźnione. Niewątpliwie dobrze nie wiedzieć ile spojrzeń przetyka słonecznikom pory dla pszczół. Ciągle dziękuję. Nie proszę. Gdy najdzie mnie Spojrzenie wraz z oddechem Tamtym w moich płucach. Przysiadam na klaksonie przed mocno strzelistą wieżą. Też zamykam oczy jak wypalone lato. Przez chwilę nie dzieje się nic. Chłód przystanku i płomyk wypalającej się świecy. W obcym kraju przez sekundę przemknienia odradzam się. I ciało i mgnienie oka, przez które dusza szuka Pełni. Nie przeszkadzałyby mi długie wieczory. Tylko coś, co nade mną funkcjonuje nie zna nocy, choć nocą jest ze mną. CZUŁOŚĆ Czułość tak wypatrywana okiem Duszy. Ani słońce plażową porą nie wypali mojego pragnienia. Przytul, dotknij, porwij w Niepamięć Istnienia. Panie co się skryłeś w każdym sercu, zakrywając twarz. Dotknij, Uzdrów czyściec mej Bezdomnej Czułości. Gdzie jesteś. Jeśli w sercu mym jesteś, Bezdomny jesteś. Nie umiem płakać. Ani szeptać. Ani pokutować. Zdrój mój w pragnieniu, życie moje w Czułości. Ty, Który najczulej czekasz na każdy gest powrotu, Ucałuj mą wymarszczoną twarz, mój głuchy szept, dotknij ręki, ramion, jestestwa. Niech Zapach Twego oddechu niesie mnie pod prąd braku czułości. Niech zapach Twego Oddechu obudzi kwiaty w moim sercu. Kwiaty od Ciebie dla mnie. I tych których kocham i kochać chcę. Niech Dom wyjdzie z ukrycia, a kwiaty zamieszkają w ogrodzie. Czułości Twej Ojcowskiej. W mężu, żonie, przyjacielu, matce, ojcu. Nie w lustrze. Nie na papierze Nie w oknie telewizora. W Obecności Ukochanego i tej Jedynej. W Cierpliwym czekaniu. W cierpliwym umieraniu. W cierpliwym przechodzeniu na drugą stronę powiek. CZYSTOŚĆ Czystość. Namiętność. Związuje. Ogranicza. Człowiek nie jest jeszcze dość czysty, aby angażować wszystkie zmysły w miłości do napotykanych ludzi. Z całej duszy, z serca całego i wszystkimi zmysłami Kochać Miłość. Boga. A człowieka jak siebie samego. Bez tych zmysłów, które mogą pętać wolność. Aniołów kochać, jak chcesz kochać kobiety. Z pełnią erotyki. Aniołów kochać, jak chciałabyś kochać mężczyzn. Z pełnią erotyki. Erotyka Nieba nie potrzebuje płci, aby Zjednoczyć się. Dusza pokutująca, wie że choroba jest tymczasowa. Maria Magdalena. Świętością grzeszyła. Tak pojmowała rozdawanie, aż Miłość pokazała jej Ciało duchowe. Subtelne. Gotowe. Namiętne. Czyste. Nie gorszące. Nawet wtedy, gdy jednoczy się z Bogiem. DZIEŃ ANIOŁA Dzień Anioła. Najpierw zapach Fioletu. Potem zmysł jak promień przygarnięty, że nie grzeszysz. Chciałbyś ulecieć. Ponad ból radości, która wiesz, że zasilana jest bateriami zmysłów. Serce, rozdaje słodycz, choć smak jej metafizyczny. Anioł we mnie poruszył się. Jak żywica wypływająca z łodyżki świerku. Dał się dotknąć, powąchać. Przez palce wkleił się w mojej krwi krążenie. Przez klej wtopił się we mnie. I każdy, kto ze mną mówi, dotyka zapachu Anioła. Przeze mnie z Aniołem mówi. DZIĘKUJĘ Za serce na dłoni - dziękuję Ci Panie. Dziękuję Druhu, Przyjacielu. Za nitkę powstańczą naszego życia. Błądziliśmy. Rwaliśmy szaty. Czasem do Nagości. Szukając nie dzikości serca, ale czułości. Byłeś i tam. Nie dałeś zginąć. Ostatecznie jestem. Z powrotem. Do dyspozycji. Czasem szaty rwaliśmy z naszych nieprzyjaciół. A to Twoi synowie. I ja. Za nagie serce na dłoni - przepraszam. Za sekundę Odejścia - przepraszam. EKONOMIA Radość wydobywana z kopalni zmysłów. Kwitnienie choć jednej Przyjaźni. Trudno ją znaleźć w pustych kościołach. Nie ma jej w przepełnionych kasynach. Nie ma jej na cmentarzach. Nie ma na weselach. Pozamykani w klatkach dla Aniołów wyprzedajemy się na giełdach Urody. Mieszkamy w Racjonalności. Śpimy na łożach ze wskaźników ekonomicznych. Bóg jest nieefektywny. Zbyt powolny. Nie reaguje na prośby. Nie dostarcza na czas. Śpieszymy się do piekła. Tam nasi klienci. Mijamy parki, nie widzimy powracających ptasich kluczy. Aniołowie zwalniają bicie serca. Ale my przyśpieszamy. Nie potrafimy inaczej. FRAKTALE Twych oczu Anioł. Bez skrzydeł, przenikający fraktale duszy. W twoim mgnieniu oka przemyka nie czas - jak sądziłem, lecz Pełnia Gotowości Rozdawania. W Twoich oczach metafizyczny lot za Bogiem uczuć. Spotykam Cię w opuszczonym porcie mojej duszy, dzisiaj, kiedy myślałem, że dawno Bóg o nim zapomniał. Twych oczu Pragnienie, to latarnik piszący drogę po Wodzie. Tu, pomiędzy i pod falami mej duszy dzban, jakby czekał a ona prosił Cię, byś go wzięła, dotknęła, pomogła napełniać Życiem, Którego na Oceanie pod dostatkiem. Tak blisko mojego pływającego portu, wirtualnego, Twych oczu światło, mały fraktal Wielkiego Oceanu Spełnienia. Dziękuję Twych oczu Historii, Twego Ciała Czułości, Twym Aniołom, którzy wypisali swoje imiona w tablicy Twego serca. Nosisz te Litery jak skarb, Światło. Przyjmuję i Ciebie - siostro ma na Niwy Powrotne. GEPARD Gepardy żywiły się dotykiem flory. Zdziczali Aniołowie odłączyli się od Respiratora. Dzikością zarazili zwierzęta. Gepardy uciekały przed ludzką dzikością. Ze strachu przed obecnością człowieka zaczęły zjadać swoje siostry Antylopy. Nie człowiek przeniósł prawa buszu do swojego mniemania o życiu. Zwierzęta nauczyły się bać od człowieka. Najpierw był bunt Adewa. Potem zwierzęta nie znajdując ucieczki padały ofiarą myśliwych. Aż same przyoblekły się w skóry zgłodniałych myśliwych. A człowiek poszukał odpowiedzi na swoje niespełnione człowieczeństwo w zaadoptowanym prawie odrzuconego buszu. HISTORIA Nabrałaś sił. W Twoich ramionach znalazłem siebie. Boski cud dotykania. Rajski oddech na Ziemi. W Twoich nerwach znalazłem nerw Anioła. W Twoim buncie znalazłem deszcz, który zrasza moje zapalenie na szybki powrót do rajskiego Orzeźwienia. W Twoim Sercu znalazłem Miękkość Boga, choć o tym nie wiesz. W Twoim widzeniu znalazłem proroctwo, kiedy Inna Postać rysowała po mojej twarzy ścieżyny do przebycia. Teraz jest Historia. Nie było jej wczoraj. Nie będzie Jutro. IKONA Nie klęczy. Całuje jej stopy. Pragnie stopienia. Mężczyzna klei ikonę z wielu poznanych twarzy kobiet. W mojej depresji, dużo wody i bagien. Widzę czubki wież ratusza i kościołów. Noszę porwane fotografie spełnień. Jeżdżąc tramwajem powtarzam zapachy tej szczególnej metafizyki. Trudno o zgodę na ograniczoną miłość dla pojemnego serca. Trudno roztopić ciało na wielu Aniołów. Ale duszę Tak. KATHARSIS A jednak chcę przywołać Franciszka, Augustyna, Tomasza, Pawła. W Waszych ramionach spoczywa moje ograniczenie, mój przytkany dech. Wy pochyliliście się nad zburzoną Świątynią. Nad własnym trupem. Przyszło też Światło, które dziś ślepi mnie, was zwaliło na kolana. ................................................ Dusza cierpi nie bez końca. Cierpienie ma kres. Bóg widzi Koniec. Człowiek chce zawsze Początku. A życie jest. *** Samotność oczyszcza Obecność. Stopy stawia się po rosie znacznie rozważniej. Można bowiem medytować i nie czuć obecności Niewidzialego. Można bowiem dialogować z rzeszami ludzi i nie czuć obecności Widzialnego. Samotność wraca jak Halny, jak jesień każdego roku. Nie poradzą cudowne medaliki, ani encykliki, ani pop rock, ani lepkość ciał, ani małżeństwo. Samotność jest metafizyczna. Jest oliwnym Ogrodem. Inni bawią się, łowią ryby a Ty zalewasz się krwawym potem. Nikt, nawet matka nie wie, jaka to choroba, nawet żona, ani żaden Żyd, ani Watykańczyk, ani Hierarchia, ani Heteria. ................................................. Jest łza, drobna, prawie niewidzialna. Jest wściekły krzyk, który broni się zamiast przytullić się do tego obcego ciała. Czas przepłynie przez nas jak rzeka przez koryto. Kiedy braknie w nas wody o deszcz z błota prosić będziemy. Co uniesie nasze kamienie, rzucone kłody i muł zagnieżdżonej upartości. KIERUNEK Tylko Pragnienie jest Światłem. Światło jest w pragnieniu. Czułości, domu, miłości. Światło uwiera w pożądaniu. W woli. Boli. Światło mówi, milczy, dotyka, porywa, żywi, całuje, idzie za mną i ze mną. Światło kocha i nienawidzi ślepych, mimo, że ich bezgranicznie akceptuje. Światło chowa się w ustach, wylatuje przez lufciki oczu. W nich żar trawiący Cienie, ostrza noży słów. W nich prawda, nawet wtedy, kiedy usta się śmieją. Pragnienie wylatuje z płomieni oczu jak latawce, po nową ideę jak po pokarm dokarmianych zimą ptaków. Szukamy iskry, płomyczka, zapałki, neonu, błyszczącej bransoletki, świateł na skrzyżowaniu. Najsilniejsze jest Pragnienie. Spełnienienie. Metadoznanie. Metaczekanie. Na Metę. Materia prześwietlona mgnieniem Boskiej Powieki. Ciało pomagające pragnieniu wypalać Uncję złota. Reszta jest szatą. Marketingiem. Pustą Jerychońską Przyśpiewką. Słomą, której cierń, choć już jej nie ma, zada ból na zasianie nowego Pragnienia. Reszta zamknie oczy. Bez reszty idziemy w Dobrym Kierunku. LINK Dzieci piszczą. Uciekam. Spokój względny. Muza Sobótki, a za nią większych Uniesień, Łagodzą Dychotomię uczuć. Dlaczego bezgranicznie Ograniczony ? Dlaczego czułość płynie razem z fekaliami, jakby tym samym nurtem. Nadzieja. Studenci chcą nadziei. Chcą chleba duszy. Dotyku Wiosennej kałuży. Pachnącej latem. We mnie i ze mnie katastrofa Nadziei. Rozdaję Się Nieporadnie. Jakbym nie jadł, nie pił, nie kochał. Nie widzę sensu poza świtem przed Otwarciem oczu. Nie widzę płomieni świec, które pieszczą barwą zmęczoną poezję mej duszy. Patrzę na was wszystkich. Wyjętych spod kołdry dalekich Tęsknot. Liczby nas zabijają. Zabija nas Złom Cybernetyki. Dla serca zostaje guzik, w klawiaturze komputera. Dla czułości, daleki link Nieznanego w niepewnym - jak zawsze - jutra świecie. LITANIA Kłaniam się wszystkim świętym, których nosi lub nosiła Ziemia. Budzicie się, otwieracie bramy, przywracacie właściwe spojrzenie. Ludzie chcą Radości. Tak mówi Anielcia. Ja chcę wielbić Boga radośnie, a nie bolesnym smutkiem zapleśniałych kościołów. Wszystkim świętym podziękowanie. Matce Niepokornej, do Nieskończoności nie ufającej synom, których mogła porodzić we mnie. Nie jest to przypadek świętego Augustyna i jego Matki. Analogii brak. Najprędzej Izaak z jego zniewieściałym profilem. Potem Maciej, Trzynasty. Po dwunastu latach Wieczernika, Bóg objawia Inną Miłość. W trzynastym roku. Trzynastemu. Krystyna. Wraz ze swoim wzięciem Ojca Pio. Nie ma drugiej duszy tak wyćwiczonej w ascezie, która też może być przyjemna. I nie ma człowieka tak po ludzku ludzkiego. Nie ma drugiego Anioła, który jak ona umie zamieniać branie w Dawanie. Agnieszka. Typ Intelektualnego Poznania. Wierzy czystym sercem w świat globalnej wioski i prawa rynku. W tym jej siła. W upartym dziecięctwie postrzegania życia lepszym niż jest. Będzie pamiętać sierpniową noc po wzgórzach Taizé, kiedyśmy bosą stopą przeszli do Qluny. Ciepło, błogo, optymistycznie, niedepresyjnie. Bądź pochwalona. Janek. Chłopiec ze szkolnej ławy. Ostatniej, bo byliśmy najwyżsi. Serce gołębia. Dobroć i współczucie. Bronił Przyjaciela, gdy inni go nie rozumieli, a zwłaszcza gdy chcieli go uderzyć. Jest w rękach Świętości, choć czyściec przechodzi w Niemczech. Waldek. Człowiek wiecznie rozdarty, żyjący pełną piersią. Kochał życie i Boga jakby stojąc po przeciwległych biegunach. Pokochał inny kraj, dając żonie i Rodzinie trochę puchu czyśćca. Niech Anioł mówi do niego. Lucyna, Krysia, Asia. Jesteście w sercu Anioła. Dorotka z Sobótki. Twój grób jest tylko symboliczny. Dla pamięci. Tak dobrego serca, Bóg nie mógł już dłużej trzymać na Ziemi. Módl się za nami. Ojciec. Odszedłeś w objęcia Syna Bożego. Co zbłądziłeś, wycierpiałeś. Dostałeś tę łaskę, że do końca była z Tobą Roma. Módl się za nami. Tuśka. Przed Tysiącami Wybrana z Milionów. Bez pomyłki. Biblijna, Święta Marta. Uosobienie Nieba. Choć lękliwa, to tylko pokusa na psim łańcuchu. Żar, w Którym wypala się Uncja Złota. Ona wie o czym napisałem. Maria. Faraon, który uwięził się w Labiryncie Historii. Nie dała poznać swego Serca. Murphy. Żyjący Duchmistrz. Dosłowny w pouczeniach Ojca Pio. Bez niego mój Sen o świątyni w górach, z wodospadem w modlitiwie nie spełniłby się. On, który ma Królewskie Serce. Który mógłby przenieść Oceany. Wtapia się Opłatkiem w Niebo. Wiesiu z Idą. Woda z Ogniem. Ale idą. Mirosław, Grzegorz. Namiętni Domatorzy. Kochają kąt przydany przez Aniołów. Lubią zbierać. Ale potrafią usprawiedliwiać. Na nich czeka Niebo, najpierw Polska. Anielka. Jeszcze nie posprzątała. Serce potężniejsze od prorokini Anny. Leczy swą przydaną Bezdomność Rozdawaniem. Kocha, ale czy czuje się kochana. Wie, że jak odrobi swoje, będzie drugim świętym Pawłem. Moja Litania dziękczynna. Także w zapleśniałym kościele. Także w radości. I Widzeniu Aniołów. Dziękuję Wam, bez zgody których byłbym tylko bezludną wysepką. Maciej Grzesiowski |