System Miłości 




Dr Maciej Grzesiowski
pisarz, poeta, filozof,
wykładowca ekonomii


COŚ

Coś nade mną funkcjonuje.
Jakieś spojrzenie dotykające wewnętrznych mgieł.
Jakieś babie lato jakby nieustannie spóźnione.
Niewątpliwie dobrze nie wiedzieć ile spojrzeń 
przetyka słonecznikom pory dla pszczół.

Ciągle dziękuję. 
Nie proszę.
Gdy najdzie mnie Spojrzenie wraz z oddechem Tamtym
w moich płucach.
Przysiadam na klaksonie przed mocno
strzelistą wieżą.
Też zamykam oczy jak 
wypalone lato.
Przez chwilę nie dzieje się nic. Chłód przystanku
i płomyk wypalającej się świecy.
W obcym kraju przez sekundę przemknienia
odradzam się.
I ciało i mgnienie oka,
przez które dusza szuka Pełni.
Nie przeszkadzałyby mi długie wieczory.
Tylko coś, co nade mną funkcjonuje
nie zna nocy, 
choć nocą jest ze mną.

CZUŁOŚĆ

Czułość tak wypatrywana okiem Duszy.
Ani słońce plażową porą nie wypali mojego pragnienia.
Przytul, dotknij, porwij w Niepamięć Istnienia.
Panie co się skryłeś w każdym sercu, zakrywając twarz.
Dotknij, Uzdrów czyściec mej Bezdomnej Czułości.
Gdzie jesteś. Jeśli w sercu mym jesteś, Bezdomny
jesteś. Nie umiem płakać. Ani szeptać. Ani pokutować.
Zdrój mój w pragnieniu, życie moje w Czułości.
Ty, Który najczulej czekasz na każdy gest powrotu,
Ucałuj mą wymarszczoną twarz, mój głuchy szept,
dotknij ręki, ramion, jestestwa.
Niech Zapach Twego oddechu niesie mnie pod prąd
braku czułości. Niech zapach Twego Oddechu
obudzi kwiaty w moim sercu. Kwiaty od Ciebie dla
mnie. I tych których kocham i kochać chcę. Niech Dom
wyjdzie z ukrycia, a kwiaty zamieszkają w ogrodzie.
Czułości Twej Ojcowskiej.
W mężu, żonie, przyjacielu, matce, ojcu.
Nie w lustrze.
Nie na papierze
Nie w oknie telewizora.
W Obecności Ukochanego i tej Jedynej.
W Cierpliwym czekaniu.
W cierpliwym umieraniu.
W cierpliwym przechodzeniu na drugą stronę powiek.

CZYSTOŚĆ

Czystość. Namiętność. Związuje. Ogranicza.
Człowiek nie jest jeszcze dość czysty, aby angażować
wszystkie zmysły w miłości do napotykanych ludzi.
Z całej duszy, z serca całego i wszystkimi zmysłami
Kochać Miłość. Boga. A człowieka jak siebie samego.
Bez tych zmysłów, które mogą pętać wolność.
Aniołów kochać, jak chcesz kochać kobiety.
Z pełnią erotyki. Aniołów kochać, jak chciałabyś
kochać mężczyzn. Z pełnią erotyki.
Erotyka Nieba nie potrzebuje płci, aby Zjednoczyć się.
Dusza pokutująca, wie że choroba jest tymczasowa.
Maria Magdalena. Świętością grzeszyła.
Tak pojmowała rozdawanie, aż Miłość pokazała jej
Ciało duchowe. Subtelne. Gotowe. Namiętne. Czyste.
Nie gorszące. Nawet wtedy, gdy jednoczy się z Bogiem.

DZIEŃ ANIOŁA

Dzień Anioła. Najpierw zapach Fioletu.
Potem zmysł jak promień przygarnięty, że nie
grzeszysz. Chciałbyś ulecieć. Ponad ból radości,
która wiesz, że zasilana jest bateriami zmysłów.
Serce, rozdaje słodycz, choć smak jej metafizyczny.
Anioł we mnie poruszył się. Jak żywica wypływająca
z łodyżki świerku. Dał się dotknąć, powąchać.
Przez palce wkleił się w mojej krwi krążenie.
Przez klej wtopił się we mnie.
I każdy, kto ze mną mówi, dotyka zapachu Anioła.
Przeze mnie z Aniołem mówi.

DZIĘKUJĘ

Za serce na dłoni - dziękuję Ci Panie.
Dziękuję Druhu, Przyjacielu.
Za nitkę powstańczą naszego życia.
Błądziliśmy. Rwaliśmy szaty. Czasem do Nagości.
Szukając nie dzikości serca, ale czułości.
Byłeś i tam. Nie dałeś zginąć. Ostatecznie jestem.
Z powrotem. Do dyspozycji.
Czasem szaty rwaliśmy z naszych nieprzyjaciół.
A to Twoi synowie. I ja.
Za nagie serce na dłoni - przepraszam.
Za sekundę Odejścia - przepraszam.

EKONOMIA

Radość wydobywana z kopalni zmysłów.
Kwitnienie choć jednej Przyjaźni. Trudno ją znaleźć w 
pustych kościołach. Nie ma jej w przepełnionych kasynach.
Nie ma jej na cmentarzach. Nie ma na weselach.
Pozamykani w klatkach dla Aniołów wyprzedajemy się
na giełdach Urody. Mieszkamy w Racjonalności.
Śpimy na łożach ze wskaźników ekonomicznych.
Bóg jest nieefektywny. Zbyt powolny.
Nie reaguje na prośby. Nie dostarcza na czas.
Śpieszymy się do piekła. Tam nasi klienci.
Mijamy parki, nie widzimy powracających ptasich
kluczy. Aniołowie zwalniają bicie serca.
Ale my przyśpieszamy. Nie potrafimy inaczej.


FRAKTALE

Twych oczu Anioł. Bez skrzydeł, przenikający
fraktale duszy. W twoim mgnieniu oka przemyka nie czas -
jak sądziłem, lecz Pełnia Gotowości Rozdawania.
W Twoich oczach metafizyczny lot za Bogiem uczuć.
Spotykam Cię w opuszczonym porcie mojej duszy,
dzisiaj, kiedy myślałem, że dawno Bóg o nim zapomniał.
Twych oczu Pragnienie, to latarnik piszący drogę
po Wodzie. Tu, pomiędzy i pod falami mej duszy 
dzban, jakby czekał a ona prosił Cię, 
byś go wzięła, dotknęła, pomogła napełniać Życiem,
Którego na Oceanie pod dostatkiem.
Tak blisko mojego pływającego portu, wirtualnego,
Twych oczu światło, mały fraktal Wielkiego Oceanu
Spełnienia.
Dziękuję Twych oczu Historii, Twego Ciała Czułości,
Twym Aniołom, którzy wypisali swoje imiona 
w tablicy Twego serca.
Nosisz te Litery jak skarb, Światło.
Przyjmuję i Ciebie - siostro ma na Niwy Powrotne.

GEPARD

Gepardy żywiły się dotykiem flory.
Zdziczali Aniołowie odłączyli się od Respiratora.
Dzikością zarazili zwierzęta.
Gepardy uciekały przed ludzką dzikością.
Ze strachu przed obecnością człowieka
zaczęły zjadać swoje siostry Antylopy.
Nie człowiek przeniósł prawa buszu do swojego 
mniemania o życiu.
Zwierzęta nauczyły się bać od człowieka.
Najpierw był bunt Adewa.
Potem zwierzęta nie znajdując ucieczki
padały ofiarą myśliwych.
Aż same przyoblekły się w skóry zgłodniałych
myśliwych.
A człowiek poszukał odpowiedzi na swoje
niespełnione człowieczeństwo w zaadoptowanym prawie
odrzuconego buszu. 

HISTORIA

Nabrałaś sił. W Twoich ramionach
znalazłem siebie.
Boski cud dotykania. Rajski oddech na Ziemi.
W Twoich nerwach znalazłem nerw Anioła.
W Twoim buncie znalazłem deszcz, który zrasza
moje zapalenie na szybki powrót do rajskiego Orzeźwienia.
W Twoim Sercu znalazłem Miękkość Boga,
choć o tym nie wiesz.
W Twoim widzeniu znalazłem proroctwo,
kiedy Inna Postać rysowała po mojej twarzy
ścieżyny do przebycia.
Teraz jest Historia.
Nie było jej wczoraj. Nie będzie Jutro.

IKONA

Nie klęczy. Całuje jej stopy. Pragnie stopienia.
Mężczyzna klei ikonę z wielu poznanych twarzy kobiet.
W mojej depresji, dużo wody i bagien. Widzę czubki wież
ratusza i kościołów. Noszę porwane fotografie spełnień.
Jeżdżąc tramwajem powtarzam zapachy tej szczególnej metafizyki.
Trudno o zgodę na ograniczoną miłość dla pojemnego
serca. Trudno roztopić ciało na wielu Aniołów.
Ale duszę Tak.

KATHARSIS

A jednak chcę przywołać Franciszka, Augustyna,
Tomasza, Pawła.
W Waszych ramionach spoczywa moje ograniczenie,
mój przytkany dech.
Wy pochyliliście się nad zburzoną Świątynią.
Nad własnym trupem.
Przyszło też Światło, które dziś ślepi mnie,
was zwaliło na kolana.
................................................
Dusza cierpi nie bez końca. Cierpienie ma kres.
Bóg widzi Koniec.
Człowiek chce zawsze Początku.
A życie jest.

***
Samotność oczyszcza Obecność.
Stopy stawia się po rosie znacznie rozważniej.
Można bowiem medytować i nie czuć obecności Niewidzialego.
Można bowiem dialogować z rzeszami ludzi i nie czuć
obecności Widzialnego.
Samotność wraca jak Halny, jak jesień każdego roku.
Nie poradzą cudowne medaliki, ani encykliki, ani pop
rock, ani lepkość ciał, ani małżeństwo.
Samotność jest metafizyczna.
Jest oliwnym Ogrodem.
Inni bawią się, łowią ryby a Ty zalewasz się krwawym
potem.
Nikt, nawet matka nie wie, jaka to choroba,
nawet żona,
ani żaden Żyd, ani Watykańczyk, ani Hierarchia,
ani Heteria.
.................................................
Jest łza, drobna, prawie niewidzialna.
Jest wściekły krzyk, który broni się zamiast
przytullić się do tego obcego ciała.
Czas przepłynie przez nas jak rzeka przez koryto.
Kiedy braknie w nas wody o deszcz z błota prosić 
będziemy.
Co uniesie nasze kamienie, rzucone kłody i muł 
zagnieżdżonej upartości.

KIERUNEK

Tylko Pragnienie jest Światłem.
Światło jest w pragnieniu. Czułości, domu, miłości.
Światło uwiera w pożądaniu. W woli. Boli.
Światło mówi, milczy, dotyka, porywa, żywi, całuje,
idzie za mną i ze mną. Światło kocha i nienawidzi
ślepych, mimo, że ich bezgranicznie akceptuje.
Światło chowa się w ustach, wylatuje przez lufciki
oczu. W nich żar trawiący Cienie, ostrza noży słów.
W nich prawda, nawet wtedy, kiedy usta się śmieją.
Pragnienie wylatuje z płomieni oczu jak latawce,
po nową ideę jak po pokarm dokarmianych zimą ptaków.
Szukamy iskry, płomyczka, zapałki, neonu, błyszczącej
bransoletki, świateł na skrzyżowaniu.
Najsilniejsze jest Pragnienie. Spełnienienie. 
Metadoznanie. Metaczekanie. Na Metę.
Materia prześwietlona mgnieniem Boskiej Powieki.
Ciało pomagające pragnieniu wypalać Uncję złota.
Reszta jest szatą. Marketingiem. Pustą Jerychońską
Przyśpiewką. Słomą, której cierń, choć już jej nie ma, 
zada ból na zasianie nowego Pragnienia.
Reszta zamknie oczy. Bez reszty idziemy w Dobrym
Kierunku.

LINK

Dzieci piszczą. Uciekam. Spokój względny.
Muza Sobótki, a za nią większych Uniesień, Łagodzą
Dychotomię uczuć. Dlaczego bezgranicznie Ograniczony ?
Dlaczego czułość płynie razem z fekaliami, jakby tym
samym nurtem. Nadzieja. Studenci chcą nadziei. 
Chcą chleba duszy. Dotyku Wiosennej kałuży.
Pachnącej latem. 
We mnie i ze mnie katastrofa Nadziei. Rozdaję Się
Nieporadnie. Jakbym nie jadł, nie pił, nie kochał.
Nie widzę sensu poza świtem przed Otwarciem oczu.
Nie widzę płomieni świec, które pieszczą barwą
zmęczoną poezję mej duszy.
Patrzę na was wszystkich. Wyjętych spod kołdry 
dalekich Tęsknot.
Liczby nas zabijają. Zabija nas Złom Cybernetyki.
Dla serca zostaje guzik, w klawiaturze komputera.
Dla czułości, daleki link Nieznanego w niepewnym
- jak zawsze - jutra świecie.

LITANIA

Kłaniam się wszystkim świętym, których nosi lub nosiła
Ziemia. Budzicie się, otwieracie bramy, przywracacie
właściwe spojrzenie. Ludzie chcą Radości. Tak mówi
Anielcia. Ja chcę wielbić Boga radośnie, a nie bolesnym
smutkiem zapleśniałych kościołów. 
Wszystkim świętym podziękowanie. Matce Niepokornej,
do Nieskończoności nie ufającej synom, których mogła
porodzić we mnie. Nie jest to przypadek świętego 
Augustyna i jego Matki. Analogii brak. Najprędzej
Izaak z jego zniewieściałym profilem. Potem Maciej,
Trzynasty. Po dwunastu latach Wieczernika, Bóg objawia
Inną Miłość. W trzynastym roku. Trzynastemu.
Krystyna. Wraz ze swoim wzięciem Ojca Pio.
Nie ma drugiej duszy tak wyćwiczonej w ascezie,
która też może być przyjemna. I nie ma człowieka tak
po ludzku ludzkiego. Nie ma drugiego Anioła, który jak
ona umie zamieniać branie w Dawanie.
Agnieszka. Typ Intelektualnego Poznania. Wierzy
czystym sercem w świat globalnej wioski i prawa rynku.
W tym jej siła. W upartym dziecięctwie postrzegania
życia lepszym niż jest. Będzie pamiętać sierpniową noc
po wzgórzach Taizé, kiedyśmy bosą stopą przeszli
do Qluny. Ciepło, błogo, optymistycznie, niedepresyjnie.
Bądź pochwalona.
Janek. Chłopiec ze szkolnej ławy. Ostatniej, bo byliśmy 
najwyżsi. Serce gołębia. Dobroć i współczucie. Bronił 
Przyjaciela, gdy inni go nie rozumieli, a zwłaszcza gdy
chcieli go uderzyć. Jest w rękach Świętości, choć 
czyściec przechodzi w Niemczech. 
Waldek. Człowiek wiecznie rozdarty, żyjący pełną 
piersią. Kochał życie i Boga jakby stojąc po 
przeciwległych biegunach. Pokochał inny kraj, dając
żonie i Rodzinie trochę puchu czyśćca. Niech Anioł 
mówi do niego.
Lucyna, Krysia, Asia. Jesteście w sercu Anioła.
Dorotka z Sobótki. Twój grób jest tylko symboliczny.
Dla pamięci. Tak dobrego serca, Bóg nie mógł już 
dłużej trzymać na Ziemi. Módl się za nami.
Ojciec. Odszedłeś w objęcia Syna Bożego. Co zbłądziłeś,
wycierpiałeś. Dostałeś tę łaskę, że do końca była 
z Tobą Roma. Módl się za nami.
Tuśka. Przed Tysiącami Wybrana z Milionów. Bez
pomyłki. Biblijna, Święta Marta. Uosobienie Nieba.
Choć lękliwa, to tylko pokusa na psim łańcuchu. Żar,
w Którym wypala się Uncja Złota. Ona wie o czym 
napisałem.
Maria. Faraon, który uwięził się w Labiryncie Historii.
Nie dała poznać swego Serca.
Murphy. Żyjący Duchmistrz. Dosłowny w pouczeniach
Ojca Pio. Bez niego mój Sen o świątyni w górach, z 
wodospadem w modlitiwie nie spełniłby się. On, który
ma Królewskie Serce. Który mógłby przenieść Oceany.
Wtapia się Opłatkiem w Niebo.
Wiesiu z Idą. Woda z Ogniem. Ale idą.
Mirosław, Grzegorz. Namiętni Domatorzy. Kochają 
kąt przydany przez Aniołów. Lubią zbierać. Ale potrafią
usprawiedliwiać. Na nich czeka Niebo, najpierw Polska.
Anielka. Jeszcze nie posprzątała. Serce potężniejsze
od prorokini Anny. Leczy swą przydaną Bezdomność
Rozdawaniem. Kocha, ale czy czuje się kochana. Wie, że 
jak odrobi swoje, będzie drugim świętym Pawłem.
Moja Litania dziękczynna.
Także w zapleśniałym kościele.
Także w radości.
I Widzeniu Aniołów.
Dziękuję Wam, bez zgody których byłbym tylko
bezludną wysepką.

Maciej Grzesiowski