|
|
Robert
Leśniakiewicz
|
Sprawa 005/X: Oczy Cesarzowej Sissi Nostradamus to przewidział... ... i w swych "Centuriach" opisał to tak: Widzę człowieka urodzonego przez kobietę żyjącą, Jak zakonnica, którego ojciec straci przy pomocy broni. W Austrii wszystko zostanie pokryte milczeniem. Do siebie strzeli kulą w głowę, zabiwszy kochankę. Nostradamus, Cen. VIII,79 Znany polski astrolog i ezoteryk dr Leszek Szuman (1903-1987) ze Szczecina w swej pracy "Astrologia i polityka" (Warszawa, 1981, 1992) pisze, że z całą pewnością rzecz dotyczy tragedii w podwiedeńskim zameczku myśliwskim Mayerling, gdzie w dniu 30 stycznia 1889 roku doszło do zagadkowej tragedii. Wedle władz, popełnił tam samobójstwo następca tronu austrowęgierskiego, wspomniany już tutaj arcyksiążę Rudolf. Zginął on wraz ze swą kochanką - 17-letnią baronówną Marią Vetserą. Do dziś dnia nikt nie wie, co stało się owej fatalnej dla kochanków nocy 29/30 stycznia 1889 roku. Pewne jest jedno - władze austriackie założyły absolutny knebel na wszystko, co ma związek z tym wydarzeniem! Zebrano i spalono wszelkie dokumenty śledcze, sądowe i policyjne. Spalono całą korespondencję Rudolfa i Marii. Czapa ścisłej tajemnicy stanu nakryła dokładnie wszystko, co mogło dać możliwość przeniknięcia tej zagadki. Rodzi się uzasadnione pytanie - dlaczego? Arcyksiążę nie był postacią świetlaną i kryształową - hulaka, narkoman-morfinista, birbant i szaławił, znany uwodziciel kobiet oraz bohater wielu skandali i plotek. Obraz niezbyt ciekawy. Zawiódł zaufanie swego potężnego ojca nie idąc w jego ślady - drogą władzy. Lekkoduch i lekkomyślny marzyciel, który wspierał - przynajmniej werbalnie - ruchy niepodległościowe Węgrów, spotykał się z socjalistami i stanowił zagrożenie dla całości Imperium, podminowanego przez narodowe antagonizmy, któremu coup de grace zadała I Wojna Światowa. Ale to wszystko było jeszcze do zniesienia i wybaczenia. Jeżeli to, co pisał Nostradamus pokrywa się z prawdą, to nie jego prowadzenie się było przyczyną śmierci jego i baronówny Vetsery. Przyczyna była znacznie głębsza. Czy była nią... Zdrada stanu? Fakt spotykania się z węgierskimi konspiratorami był znany Franciszkowi - Józefowi I chociażby dlatego, że znając nieprzewidywalność swego syna kazał go śledzić swej tajnej policji. Realizatorom filmu "Mayerling" udało się wyeksponować dziwny stosunek Rudolfa do cesarzowej Elżbiety. I to właśnie - jak uważamy - jest kluczem do tajemnicy Mayerlingu. Sissi ślepo kochała swego syna, i to nie tylko matczyną miłością, co skrzętnie ukrywano. Póki na drodze nie stanęła konkurencja ze strony drugiej potencjalnej żony Rudolfa, (pierwszą była belgijska księżniczka), wszystko było w miarę OK. i pozory zostawały zachowane. W momencie, kiedy Sissi zorientowała się, że sprawy zaszły za daleko, postanowiła usunąć kochankę swego syna. Sprawą zajęła się tajna policja cesarza, która korzystając z nieobecności Rudolfa w zameczku myśliwskim najpierw zlikwidowała Marię Vetserę strzałem w ciemię z wielkokalibrowego rewolweru - użyto broni o kalibrze 11,43 mm (czyli .45 według standardów amerykańskich ) z pociskami grzybkującymi (dum-dum). Bardzo humanitarna broń - zabija na miejscu właściwie bez względu na miejsce trafienia... Potem funkcjonariusze poczekali na Rudolfa, a kiedy ten się zjawił - zastrzelili go także. Rudolfa zabito strzałem w tył głowy, celując w potylicę, skierowując lufę naganta lekko w górę, dzięki czemu pocisk wniknął w głowę Rudolfa tuż za lewym uchem, przeszedł przez czaszkę i wyszedł przez prawą skroń, wyrywając niemal cały policzek i wybijając fragment kości skroniowej. Obrażenia te dowodzą, że użyto broni wielkokalibrowej o małej prędkości początkowej i grzybkujących pociskach, których uderzenie jest w stanie spowodować takie spustoszenia. NB, takiej broni używają brygady antyterrorystyczne na całym świecie. Pocisk wystrzelony z takiej broni zostaje w ciele terrorysty, a nie przeszywa go raniąc czy zabijając po drodze kilku Bogu ducha winnych ludzi... Rudolf n i e m ó g ł strzelić sobie w tył głowy z potężnego naganta, bo takie coś jest po prostu niewykonalne. Strzał w potylicę oddany lewą ręką nie zawsze może spowodować natychmiastową śmierć, ofiara postrzału może żyć jeszcze jakiś czas, czego dowiedli hitlerowscy i stalinowscy kaci w czasie II Wojny Światowej w obozach zagłady i piwnicach egzekucyjnych NKWD. A zatem ktoś strzelał do Rudolfa tak, by mieć pewność, że strzał położy go trupem na miejscu, stojąc za nim i trzymając broń oburącz. Strzelano z bezpośredniej bliskości. Dlatego użyto tej, a nie innej broni, np. naganta o kalibrze 7,63 mm (kaliber .30), który miał słabszy odrzut i podrzut przy strzale... W opisywanym przypadku broń Rudolfa zostałaby mu wyrwana z dłoni po wystrzale, a nie wypadła z bezwładnej dłoni, jak to pokazano w amerykańskim filmie z 1969 roku... Takich nieścisłości jest więcej, a każda z nich wskazuje na morderstwo, a nie samobójstwo. Zeznania stangreta i pokojowca nie wnoszą niczego, ale nie zapominajmy, że obaj byli także powiązani z Sissi - byli jej oczami i uszami. I nie tylko jej. Na pewno zostali pozyskani do współpracy a tajną policją i śpiewali w śledztwie to, co im kazano. No, a potem zaczęło się to, co opisuje Nostradamus - nakładanie "czapy" i "knebla" na wszystko, co miało związek ze sprawą. Franciszek - Józef I postąpił dokładnie tak, jak Borys Godunow po śmierci Dymitra Samozwańca, tylko robił to w znacznie bardziej cywilizowany sposób - zniszczył dowody i dokumenty, a nie ludzi... Motywem jego działania była urażona duma cesarza i mężczyzny. Myśl, że jego własny syn ma "niewłaściwe stosunki" z jego własną żoną musiała być na dłuższą metę nie do zniesienia, i wreszcie musiało to się skończyć definitywnie i ostatecznie - śmiercią Rudolfa, który i tak był diabła wart. Zabito trzy różne zające dwoma strzałami: * Zdławiono możliwość wybuchu kolejnego powstania w granicach Imperium Habsburgów; * Pozbyto się Rudolfa, którego nieobliczalne posunięcia wystawiały na szwank reputację dworu cesarskiego; * Z dławiono w zarodku dojrzewający skandal obyczajowy na cesarskim dworze, który w arcykatolickiej Austrii odbiłby się potężną czkawką... Nie mówiąc już o tym, że dwór wiedeński miał w Watykanie potężne "tyły" za rozwód Rudolfa z belgijską żoną! Lepsze już było samobójstwo od kolejnego skandalu, które uderzało w osobę panującego imperatora! Można powiedzieć, że romans Rudolfa z Marią Vetsera stał się przyczyną wydania nań wyroku skazującego, który wykonano. Śmierć Sissi Czy zamachowiec mógł być związany z Rudolfem i go po prostu pomścił? Niemożliwe, chociaż... Po śmierci syna, Sissi podróżowała po świecie i mieszkała poza Austrią. Wszyscy twierdzą, że podróżowała incognito, podając fałszywe nazwiska w hotelach, w których stawała. Czyż to nie jest dziwne? Kobieta, którą znała cała Europa pragnęła być anonimową i "żyła jak zakonnica"... Bez ojczyzny, domu, należnych jej splendorów... - ciekawe, nieprawdaż? Oczywiście, że to jest ciekawe, ale zarazem łatwe do wyjaśnienia. Cesarz nie mogąc jej zastrzelić, jak Rudolfa, po prostu skazał ją na wygnanie. Być może pomogły jej w ocaleniu życia jej magiczne oczy... - do czasu. Zamordował ją anarchista Luigi Lucheni. Motywował to tym, że chciał zabić jakąś znaczącą osobę i wtedy nawinęła mu się Elżbieta. Resztę znamy. Pchnięcie pilnikiem i śmierć. Sekcja zwłok stwierdziła przyczynę zgonu jako: cios zadany trójgrannym ostrym narzędziem 4 cm nad prawą brodawką sutkową i 14 cm od mostka. Narzędzie zbrodni przebiło czwarte żebro i wniknęło w lewą komorę serca na głębokość 8,5 cm w ciało denatki. Rana była wąska i nie spowodowała większego krwawienia, co pozwoliło jej na przejście 120 kroków na pokład statku, zanim straciła przytomność. Zatrzymano mordercę - był nim 23-letni Włoch Luigi Luccheni. Zważ Czytelniku jeden fakt, do dziś dnia nie wyjaśniono, dlaczego wybrał on na cel swego zamachu właśnie cesarzową Austrii. Osobiście jej ponoć nie znał, ale kilka lat przedtem widział ją w B u d a p e s z c i e . A zatem mogli w tym mieszać palce węgierscy przyjaciele arcyksiecia... Sissi podróżowała incognito, więc nie mógł wiedzieć o jej pobycie w hotelu "Beau Rivage". Logiczne, tyle że w takie przypadki już dawno przestaliśmy wierzyć... Podejrzewamy, że o miejscu pobytu Elżbiety ktoś go bardzo dokładnie poinformował. I zainspirował - zresztą fanatyka jakiejś poronionej idei jest bardzo łatwo zainspirować do dokonania jakiegoś czynu. Tak zatem korzenie tej zbrodni tkwią nie nad Lac Leman, ale nad Dunajem, w Budapeszcie. Ale wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobne, że była robota służb specjalnych Franciszka-Józefa I, który kazał zamordować swą niewierną żonę o magnetycznym spojrzeniu. I tak może wyglądać zaskakująca prawda o tym wydarzeniu. W końcu skandale obyczajowe zdarzają się zawsze na szczytach władzy, że wspomnę wpadkę prezydenta Billa Clintona z Moniką Levinsky czy ostatni skandal z abp Paetzem. Takie sprawy w XIX wieku załatwiało się po cichu, boż cierpiał na tym autorytet monarchii i rodów. No i nie było jeszcze wolnej prasy, mediów i Internetu! Te dwa morderstwa mają związek ze sobą i nasze uzasadnienie wyjaśnia je w stu procentach, a w szczególności tak szczelną zasłonę tajemnicy wokół śmierci arcyksięcia Rudolfa i jego kochanki. W kilka lat później śmierć innego arcyksięcia o imieniu Ferdynand i jego żony w Sarajewie rzuci żagiew wojny, w której spłonęło i rozsypało się c.k. Imperium Austrowęgierskie. I pomyśleć, że w tych czasach podróżowało się z Krakowa do Dubrownika czy Konstancy via Bratysława, Budapeszt czy Wiedeń bez wiz i paszportów, a wszystko w granicach jednego państwa! I komu to przeszkadzało? Miloš Jesenský, Robert K. Leśniakiewicz |
|||||
|
|
| Czytelników na stronie: |
|
Copyright
© Wiesław Matuch -
kontakt
Wrocław 2001 System Miłości Narodów
Strona SMN posiada drugi adres:
http://smn.klm.net.pl/