Strona główna SMN

dr Krzysztof Zajdel

Nauczyciel dyplomowany
Przyjaciel SMN



zajlee@gmail.com


Wiersze
 
Wiersz 1
Wiersz 2
Wiersz 3
Wiersz 4
Wiersz 5
Wiersz 6
Wiersz 7
Wiersz 8
Wiersz 9
Wiersz 10
Wiersz 11
Wiersz 12
Wiersz 13
Wiersz 14

Wiersze intymne

Inne

VIPY gotują
Mój dorobek naukowy
Lubię robić coś dla innych
Jaś Fasola nie odmówił
Komunikacja w dobie Intern.
Telewizja w wychowani
Ptaki z gorączką
Małpa
Ziemniaki sadzić


Różne artykuły

Oyama
Zaproszenie do oceanarium
Zaproszenie do ogrodów
Jakość pracy, czyli dokąd zmierzasz
Wychowanie to trudna powinność
Kilka ujęć wychowawczych ze szkołą w tle
Oddziaływanie zmian społeczno- kulturowych na wychowanie w szkole
Zły dotyk
O piorunach słów kilka
Wychowanie to delikatna...
Nietypowo, bo o odżywianiu 
Recenzja filmu „Inside man”
Agresja
Wierne, ale zapomniane…
Adopcja
Sekty
Peenemünde
Zagramy w coś??
Mars
Przyrzekam
Wiara
Zaczarowane pudełko
Wypijmy za błędy
Czego Aborygen nas nau...
Komunikować się
Słowem go!
Komputeryzować się
Rodzina
Ekspresja
Nadopiekuńczość
Napisać o dzieciach
Wrocławscy nobliści
Dyslektykiem być
Grzeczność na co dzień
O cierpieniu

Muzyka

Huun Huur Tu-zespół nie...
Zespół Interpol
Muzyka łagodzi obyczaje
Oliver Shant
Opowieść o bardzie
Od skinheda do pieśniarza


Bajki

Kłopoty z księżniczkami
O dzielnym druciarzu
O śpiących rycerzach
Zapiski z podróży
Zapiski z podróży II
Życie po życiu
Baba babie nierówna
Słoninka
Czaroturniej
Dobry żart tynfa wart
Stary - ale jary !
O jąkale i smoku
Przyjaźń ci wszystko wyba...
Kuszenie
Jak to na farmie bywa
Poezjo, ty nad poziomy...
Smocze opowieści
O dzielnym smoku i szkole...
Smoczątko
Live
Prawdziwa sztuka 

 

SM

Nietypowo, bo o odżywianiu

Autor - Krzysztof Zajdel
Wrocław 05-06-2007

Pojęcie jakości żywienia i odżywiania zgodnie z regułami nie jest nam obce, a w dobie rozwoju nauki, coraz więcej wiemy o tym, co nam szkodzi, a co jest wskazane w kuchni nie tylko domowej- ale również i szkolnej. Obserwując nawyki żywieniowe dzieci w szkołach, można niekiedy przeżyć szok i zwątpienie- co też nasi milusińscy spożywają. Jestem pod wrażeniem filmu na poły dokumentalnego, który oglądałem niedawno, rzecz tyczyła pewnego hrabstwa w Anglii.
Otóż pewien człowiek, z zawodu kucharz i właściciel prywatnej restauracji postanowił zmienić nawyki kulinarne uczniów- najpierw w jednej szkole na próbę, aby potem powtórzyć to przedsięwzięcie w większej ilości szkół na terenie hrabstwa, pozyskać pomoc rządu i lokalnych władz.

Cóż go do tego zainspirowało?

Obserwacja szkolnej jadłodajni, w której królowały frytki, pizza, parówki, ciastka i inne produkty nasączone tłuszczami i nie mające zbyt wiele wspólnego ze zdrowym odżywianiem. Do tego cała masa mających już nadwagę uczniów, brak w codziennej diecie świeżych warzyw i owoców.

Jak zawsze początki były trudne, mimo zgody dyrekcji, władz lokalnych i oświatowych- kucharki niezbyt chciały się zgodzić na eksperyment, który zmieniałby ich delikatne status quo, które do tej pory polegało właściwie na odgrzewaniu wysoko przetworzonych produktów wyjętych z zamrażarki. Codziennie spożywało pokarm w tej stołówce ponad siedmiuset uczniów- to sporo, warto więc było podjąć się takiego ryzyka.

Zaczęto od szkolenia kucharek i ustalenia menu. Pojawiło się wiele surówek, roślin strączkowych, makaronów, kurczaków pieczonych w przyprawach i innych produktów nie powodujących problemów z tłuszczami nasyconymi, które można określić mianem zdrowej żywności.

Pierwszy dzień był straszny, nikt nie chciał jeść tego, co serwowano, nikt nie chciał nawet spróbować, co za nowe specjały pojawiły się w stołówce, każdy dopominał się o pizzę…..frytki, hamburgery i inne rzeczy serwowane dotychczas. Kolejne dni, również nie napawały sukcesami, kosze z odpadkami wypełnione były po brzegi, sto procent zwrotów dotyczyło warzyw i surówek, których w ogóle nie próbowano. Rozterki człowieka chcącego coś zmienić były na pograniczu załamania nerwowego z wątpliwościami: co źle robię, dlaczego nawet nie spróbują nowych dań? Kucharki w zasadzie kiwały głowami, że było to do przewidzenia- za wyjątkiem jednej, szefowej kuchni, która również się zawzięła, aby odnieść sukces. Przecież podajemy dania świeże, smaczne, zdrowe- dlaczego nie chcą tego jeść? Twórca zamieszania nie poddawał się i zaczął podpytywać na osobności uczniów, co jest nie tak?

Zaprosił jednego z krzywiących nosem do swojego domu i na jego oczach zaczął przygotowywać lekki posiłek w stylu meksykańskim, to znaczy podsmażony farsz z mięsa kurczaka i przypraw zawinięty w meksykański naleśnik. Podpytał młodego człowieka, czy spróbuje, chociaż jedno ugryzienie? Spotkał się z oporem. Wszedł w pewien rodzaj gry z chłopcem.
- spróbujesz jak ci dam jednego funta?
- nie!
- a za 5 funtów- nie poddawał się?
- nawet za 5 nie spróbuję- odparł chłopiec!
- 25 funtów?
- nie!

Licytacja doszła do 100 funtów za jeden kęs zrobionej potrawy na oczach ucznia, co nie jest małą kwotą i ta propozycja spotkała się z odmową.

Walka o zmianę nastawienia nastolatków trwała nadal, choć zaczęli się w to włączać dorośli, wydzwaniając do szkoły: dlaczego nie ma w stołówce do jedzenia „normalnych potraw”. Właściciel restauracji wpadł na inny pomysł. Mianowicie przygotował darmowe próbki i oferował je uczniom. Część zgodziła się wziąć kęs do ust, ale większość nie. U niektórych dzieci widać było odruch wymiotny po spróbowaniu sałaty, zapiekanek, kuskus i innych specjałów. Ze swoimi próbkami wyszedł za ogrodzenie szkoły, gdzie nastolatki jak w czasach prohibicji w czasie przerwy na posiłek biegali do budek oferujących szybkie jedzenie, przynosili w teczkach chipsy, batoniki i inne tuczące rzeczy, spożywane poza ogrodzeniem.

Przełom nastąpił przy kanapkach, które jedzono, aby zbojkotować nowe potrawy serwowane w stołówce. Stopniowo wzbogacano kanapki o sałatę, pomidory, ogórki, które na początku wyjmowano ze środka i lądowały w koszu.

W ogóle widok jedzenia, które się marnuje, sterty koszy przepełnionych wysypanymi z tac produktami, oddawane tace z nie ruszonymi produktami mimowolnie kojarzyły mi się z biednymi krajami i setkami rodzin i dzieci w Polsce, które nie mają co jeść. Tyle zmarnowanego dobra przez głupi upór. Rozumiem, iż komuś coś nie smakuje, ale wydawać opinię bez spróbowania, bez jednego kęsa? Jak mogę mówić że np. karczochy są niedobre, jeśli do ust nigdy nie wziąłem karczocha?

Ilość posiłków zjadanych w tej szkole statystycznie wzrastała, wszyscy postawili na przetrzymanie i małymi kroczkami zaczęło się to udawać. Ci, co jedli chwalili smak, więc pomału kusili się następni. Ostatnią grupę postanowiono wziąć sposobem. Na lekcji zebrane niejadki same kroiły warzywa, przygotowywały panierkę do kurczaka i próbowały smaku. Dodawali octu, soli i innych przypraw, wstawili jedzenie do piekarników. Głupio było nie spróbować czegoś, co przyrządziła koleżanka z klasy lub kolega. Sam prowadzący, aby ich nie deprymować wyszedł z klasy mówiąc: jeśli macie ochotę to próbujcie- jeśli nie- to nie ma sprawy, możecie wyrzucić. To był ostatni poligon, po tym ilość dzieci spożywających posiłki w stołówce z nowym menu wrócił do stanu przed zmianą. Kosztowało to bardzo wiele czasu, wysiłku i zaangażowania- łatwo nie było, ale się udało.

Potem nastąpił kolejny etap.

Nasz dzielny kucharz postanowił przeszkolić wszystkich szefów stołówek w hrabstwie. Aby uzyskać wsparcie, postanowił zaangażować osobę, która najwięcej mu pomogła, a mianowicie szefową kuchni z eksperymentalnej szkoły, z którą odniósł sukces. Przekupił ją obiadem wykonanym osobiście w jej własnym domu, to przełamało lody i uzyskał aprobatę do przedsięwzięcia. Szkolenie zaplanowano na 3 dni, więc wiele materiału i treści trzeba było upchnąć w tym krótkim czasie.

Szkolenie z osobami, które maja wieloletnie nawyki i przyzwyczajenie, są wyrwane ze swojego środowiska i życia nie wróży najlepiej. Przygotowany obiad na ich cześć, aby uczynić mającą nastąpić pracę milszą, przyniosło nieoczekiwany efekt- żadna z szefowych kuchni nie tknęła surówek, wyrzucając je do kosza. Trudno zmienić naturę i wieloletnie naleciałości człowieka, który nie jest przekonany do tego, co ma nastąpić. Czy u naszych dzieci w polskiej szkole też mamy takie problemy?

Jak w Polsce jemy?

Z opinii dietetyków i osób przeprowadzających badania wynika, że nie najlepiej. Królują potrawy ciężkostrawne, nasycone tłuszczami, jemy nieregularnie i nieefektywnie. Posiłki dzieci wzbogacane są o dodawane napoje z dużą zawartością cukru, wysokokaloryczne słodycze- całość nafaszerowana glutaminianem sodu i innymi konserwantami. Proszę zwrócić uwagę na przerwy w szkołach, kiedy uczniowie wyciągają swoje produkty starannie przygotowane w domu przez któregoś z rodziców, lub też udają się do szkolnego sklepiku. Większość produktów przyniesionych z domu- ląduje w koszu, powodzeniem cieszą się słodycze i inne potrawy określane mianem: fast food. Dzieci dożywiane tradycyjnymi potrawami typu: żurek, ziemniaki plus mięso z zazdrością patrzą na te, które trzymają w dłoni hot dogi, hamburgery i tym podobne posiłki przygotowywane najczęściej w mikrofalówce.

W okresie świąt kilka lat temu było pytanie skierowane do widzów na zasadzie audiotele: jaka jest narodowa potrawa w naszym kraju. Do wyboru był: bigos, karp i pizza. Zdecydowana większość odpowiedzi padła na pizzę- „typową potrawę regionalną z Polski”. Na pewno większość udzielających odpowiedzi stanowili młodzi ludzie, stąd taki a nie inny wybór.

Nawyki żywieniowe ulegają szybkim zmianom. Rodzice zagonieni pracą, bez dziadków na emeryturze, którzy mieli czas dla wnuków, najczęściej kupują gotowe półprodukty. Na „szybko” najlepiej właśnie kupić mrożoną pizzę, pierożki, krokiety, a większe zakupy na cały tydzień w dużym supermarkecie- bo tanio. Komu by się chciało trzeć placki, smażyć naleśniki, obierać młode ziemniaki, trzymać mięso w zalewie, robić sosy do śledzi itd., skoro po pracy czujemy się zmęczeni, więc w biegu najlepiej właśnie odgrzać w mikrofalówce gotowy produkt, bądź zamówić coś z bliskiego baru. Przeczytałem, że kiedyś pewna księżna ponad sto lat temu, gdy była na wsi i zobaczyła kurczaka, to spytała co to jest. Otrzymała odpowiedź, iż jest to kurczak właśnie. Jej zdziwienie było ogromne: jak to, z piórami!? Do tej pory widziała drób tylko na talerzu w postaci gotowego produktu.

Nie trzeba pytać w mieście, nawet na wsi, dużo dzieci nie ma pojęcia o kiszeniu kapusty, ogórków, robieniu prawdziwej marmolady- a nie żelowanego ersatzu, wędzeniu itd. Nie zna smaków, zapachów, sposobów tworzenia jedzenia, pojęcia spiżarki, nie potrafi odróżnić świni od dzika, półtuszy wieprzowej od wołowej- o innych zawiłościach nie wspominając.

Jakie będzie nasze społeczeństwo, jakie będzie miało nawyki, kulturę jedzenia wreszcie?

Jest takie przysłowie: pokaż mi co jesz, a powiem ci kim jesteś., Ta prawda już staje się faktem. Jemy niezdrowo, obficie, produkty wysoko przetworzone, brakuje nam w diecie warzyw, owoców, witamin, składników mineralnych i wielu innych niezwykle potrzebnych składników. Jak jako społeczeństwo będziemy wyglądali za kilkanaście lat? Ile osób będzie cierpiało na choroby, przedwcześnie umrze?
A hodowla zwierząt ubojowych?

To woła o pomstę do nieba. Kurczaki bez piór stłoczone na niewielkiej przestrzeni, karmione przyspieszaczami, farmy świńskie, cuchnące na kilometry, pokątne rzeźnie, podmienianie produktów o różnej jakości, ryby w kadziach bez tlenu. O podrabianiu dat ważności, przerabianiu padłych zwierząt na pełnowartościowe mięso, sprzedawanie pryskanych warzyw i owoców, modyfikowanie genetyczne zarówno zwierząt, jak i roślin. Dużo by o tym pisać, ale czy to coś zmieni? A mamy się czym chwalić, nasza kuchnia jest urozmaicona, kraje europy zachodniej po otwarciu rynków zachwycają się naszymi produktami, smakami, tradycją. Nie mamy się czego wstydzić, a co więcej, eksport tej żywności rośnie póki co.
Może wspólnym sumptem zmienimy cokolwiek w żywieniu naszego społeczeństwa, choć coraz bardziej w to wątpię.

Krzysztof Zajdel
 

 
 

Czytaj archiwum artykułów SMN 1... 2... 3...  

Czytelników na stronie:  

                                            Copyright © Wiesław Matuch - kontakt   Wrocław 2001 System Miłości Narodów
                                      Strona SMN posiada drugi adres: http://smn.klm.net.pl/