Historia porwania Pana Andrzeja Domały na planetę NEA
SMN
Kosmiczna Układanka
Autor - Andrzej Domała
Układy gwiezdne
(...ponieważ ani nie jestem naukowcem, ani nie mam żadnego znajomego astronoma -
nie miałem więc żadnej możliwości ażeby przekonać się co do wiarygodności
otrzymanych informacji na temat prezentowanych mi - na potężnych ekranach -
schematów poszczególnych układów gwiezdnych, które dokładnie zapamiętałem. Z tą
sprawą zwróciłem się więc do pana Kazimierza Bzowskiego. Po pewnym czasie pan
Bzowski wezwał mnie do siebie i maglował mnie na wiele różnych sposobów tak, aby
był pewnym co do tego - że nie mylę się w sposobie moich prezentacji
poszczególnych układów gwiezdnych. Oczywiście: powiedział mi dlaczego to robi,
czyli dlaczego robi kogel-mogel z mojego mózgu. Mianowicie - dlatego, że
zatrudnił on swego znajomego astronoma pana Budkiewicza, który dysponując
najnowocześniejszym komputerowym programem astronomicznym - nie mógł w żaden
sposób NIGDZIE !!! znaleźć prezentowanych przeze mnie układów gwiezdnych.
Dlatego więc tak długo mnie maglował, gdyż on jeden wierzył mi że opowiadam
PRAWDĘ, której jednak w żaden sposób nie można udowodnić... Ponieważ pan Bzowski
nie należy do tego typu ludzi którzy łatwo się poddają, postanowił więc - że
będzie "maglował" i pana astronoma... aż do skutku. No i opłaciło się !!!
Symulacja astronomiczna północnej półkuli nieba 13 VIII 1968 r o godz.4.22.
( czyli – jaki był układ planet 30 lat temu )
Po jakimś czasie pan Bzowski z radością komunikuje mi że ... znaleźli !!! Ale
żeby tak się stało - znajomy astronom prosił o pomoc "inne" jeszcze "osoby" i
wespół dopiero znaleźli. Okazało się że chodzi tu o jeden z prezentowanych
przeze mnie układów, a mianowicie - UKŁAD WOLARZA, oddalony od Ziemi o "zaledwie
rzut kamieniem", czyli - około 200 lat świetlnych ! ! !
Układ planetarny w koniunkcji Neatańczyków.{ w Układzie Wolarza }
11 22 33
44 55
66 77 88
99 00
Opis: Powyżej „11” – Tsaale, czyli ogromne słońce Neatańczyków, którego wielkość
naturalną zaznaczyłem (łuk) kropkowaniem, ażeby Czytelnik miał jako-takie
wyobrażenie co do jego wielkości, gdzie na tym samym schemacie podane są w
odpowiedniej proporcji pozostałe ciała niebieskie układu słonecznego Nean.
Powyżej „22” – Heer, czyli potężny bolid naniesiony na koniunkcyjny schemat w
odpowiedniej proporcji odległościowej.
Powyżej „33” – Thees, nazywany małym słońcem wraz ze swym naturalnym księżycem,
bez jakichkolwiek form życia.
Powyżej „44” – Dra, planeta 14 razy większa od Ziemi, bez własnej atmosfery i
biologicznego życia. Posiada jeden księżyc naturalny oraz trzy duże bolidy.
Powyżej „55” – In, nie posiadająca życia. Atmosfera rzadsza niż na ziemskim
księżycu. Posiada trzy wielkie księżyce naturalne.
Powyżej „66” - Eate, podobnie jak In – brak życia i atmosfery. Trzy naturalne
księżyce.
Powyżej „77” - N E A . Grubość ich atmosfery – 455km.( 3% helu – 20% wodoru –
60% tlenu i inne). Powierzchnia – 60% wody (trzykrotnie cięższej niż na Ziemi
!!!).Jest węgiel, krzem. Przepiękna ludzka rasa. 40% mężczyzn, 60% kobiet. 12000
lat temu zostali wybrańcami z planety Whistheen (na schemacie – nad Neą), bo
byli najpotrzebniejsi. Oprócz ludzi – bioroboty, około 2,5 – 3 metrowe giganty,
ślepo posłuszni ludziom. Są wysyłani na Senteeleę do kopalń.
Nea jest 12 razy większa od Ziemi. Ich „naturalno-sztuczny” księżyc jest nieco
większy od Ziemi. Na Nea jest 70 miliardów ludzi i 2 miliardy biorobotów. Ludzie
żyją tu po 350 –450 lat. Jedna biała ludzka rasa i jeden sposób porozumiewania
się – podobny nieco do telepatii. Jest bogata flora i fauna.
Powyżej „77” – nad Neą – jest Whistheen. Od 13500 lat – życie biologiczne
zamarło z powodu wytrącenia planety z ekliptyki. Pozostało życie pod potężnymi
kopułami. Pozostało miliard ludzi, zaś podczas katastrofy zginęło 115 miliardów
– a wraz z nimi – wszelka flora i fauna. Zaledwie 90 milionów ludzi
(najpotrzebniejszych) w porę uciekło na NEĘ, z którą wcześniej mieli kontakt.
Atmosfera w rozpadzie i skażona. Metale b. ciężkie. Do najbliższej planety (Nea)
jest 270 bilionów km ziemskich.
Powyżej „88” - Senteelea. Bardzo słaba atmosfera. Brak życia. Jest to planeta –
kopalnia niezbędnych minerałów.
Powyżej „99’ – Bibrea. Nie posiadam żadnych danych oprócz nazewnictwa jako
„zlodowaciałej pramatki”.
Powyżej „OO” - w obrysowanym „obłoczku” jest wielkości kropki – Ziemia, jako
skala porównawcza w sensie wielkości.
No dobra. Gdzie tu jest jakiś morał ? Morałem jest fakt, iż do tej pory nikt NA
ŚWIECIE nie poznał tego układu, w taki sposób "szczegółowy",w jaki to sposób ja
go przedstawiłem. Sprawdzono.Wszystko się zgadza, nawet dzięki mnie naniesiono
pewne poprawki. Fajnie - co ? Tylko skąd ja wiedziałem o takich rzeczach o
których NIKT przedtem nie wiedział ? Proszę nie zapominać że chodzi tu cały czas
o 1968 rok, a więc - wtedy - NIKT NA ŚWIECIE jeszcze nie miał pojęcia o "czymś
takim" jak UKŁAD WOLARZA ! ! ! W 1968 roku nikt na świecie nie miał jeszcze
pojęcia, że jedna z gwiazd tego układu będzie częściowo przez naukę badana za
kilkadziesiąt lat i dlatego będzie przez naukę nazywana gwiazdą podwójną, lub
jak kto woli - wielokrotną... Ale skąd o tym w 1968 roku ja mogłem wiedzieć, gdy
miałem 17 lat i zaczynałem naukę w szkole zawodowej.? Dalej - skąd ja sam mogłem
wiedzieć więcej aniżeli cała ówczesna nauka razem wzięta ? Skąd dysponowałem
wtedy "wyliczeniami" tak dokładnymi, których dzisiejszy cały świat nauki nie
jest w stanie ani poprawić, ani nawet dojść do podobnych - do moich - wyliczeń ?
W o l a n o wody nabrać w usta bo tak jest najłatwiej, albo też zrobić z kogoś
"czubka"... Oto cały nasz dorobek ludzkości w podboju Kosmosu. Przecież WIEDZA
TO ODPOWIEDZIALNOŚĆ... Powiem w tym nawiasie jeszcze tylko to, że astronomowie
nawet dalej nie próbowali szukać innych układów gwiezdnych które podawałem im na
talerzu - chyba w obawie... wie Czytelnik - jakiej... Na usprawiedliwienie
astronomów którym było trudno znależć Układ Wolarza - wypada mi dodać
następujący fakt, ażeby Czytelnik zrozumiał rzecz następującą. Komputerowy ich
program astronomiczny musieli poddać symulacji takiej, jakby trwał rok 1968.
Dopiero wówczas go znaleziono...Natomiast innych nawet nie próbowano szukać -
przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Dziś dysponuję komputerowym wydrukiem mapy nieba półkuli północnej - jednak na
tej mapie jest zaledwie jeden z tych układów gwiezdnych, które mi pokazywano.
Innych układów gwiezdnych na wydruku nie ma (przynajmniej nikt nie znalazł).
Opis gwiazd wchodzących w skład konstelacji Wolarza. Dostarczono przez dr.
Bogdana Butkiewicza.
Następnie zdjęto mi tę obręcz z głowy i ... czułem że zasypiam. W czasie
mojego snu przybyliśmy na ich rodzimą planetę, Neę. Po przybyciu tam wyszliśmy
ze statku. Ich powietrzem oddychałem zupełnie normalnie. Jednak ich ciśnienie
któremu tam podlegałem powodowało, że na ich planecie poruszałem się nieco
szybciej niż oni sami. Sposób mojego tam wtedy poruszania mogę rzeczywiście
porównać do tego "śpiewaka" o jakim wspomina Profesor Pająk. Przed przybyciem na
Neę nie miałem okazji widzieć z zewnątrz ich statku na którym wszystko się
wydarzyło. Jednak tam u nich obejrzałem go sobie bardzo uważnie i dokładnie,
aczkolwiek z powodu owego zaśnięcia nie jestem pewien czy był to ten sam statek
na którym dokonywano wszystkich tych skomplikowanych zabiegów opisywanych
poprzednio, czy też w celu podróży przetransportowano mnie potem na inny statek.
Dlatego też tak bardzo trudno jest mi teraz o tym pisać - bo momentami sam nie
wiem co jest jawą - a co snem. Wszakże obserwując uważnie życie i ludzi wiem, że
nie jest to do przyjęcia i do zaakceptowania, bo jak na samym początku
zaznaczyłem, współczesny człowiek akceptuje tylko to co sam umie nazwać,
natomiast to, czego ktoś inny doznał nie może być przyjęte przez ogół. Statek
którym przybyliśmy stał na szklistym podłożu. Był zamknięty. Dotykając go
doznawałem wrażenia że materiał z jakiego jest zbudowany jest niezwykle ...
cienki, ale też i niezwykle twardy i ciepły. Wbrew temu o czym bardzo wielu
"branych" twierdzi, ja mam odmienne zdanie na temat jego powierzchni.
Stwierdziłem bowiem wówczas, że jest porowaty i wcale nie jest gładki. Nie jest
też zbudowany symetrycznie. Składa się z dwóch zasadniczych części: górnej i
dolnej. Dolna jest zupełnie niesymetryczna, powiedziałbym wręcz - asymetryczna.
Górna natomiast jest idealnie symetryczna w kształcie kopulastym. Kilkakrotnie
widziałem i jak startują i jak lądują. W tym czasie nie może być nikogo w
pobliżu do 200 metrów, bowiem wytwarza on bardzo silne pole magnetyczne
naładowane elektrycznością wielkiej wartości, ujemnie oddziaływująca na stan
zdrowia. Podczas startu powietrze wokół lądowiska staje się seledynowe i drży. W
początkowej fazie ich pojazd rozdziela się na dwie części, to znaczy - ta górna
kopulasta zaczyna wirować (odwrotnie niż zegar) i podnosi się około metr nad tą
niesymetryczną która za górną się unosi chociaż są rozdzielone. To wygląda
trochę niesamowicie, jak jakieś holowanie. Im większe wirowanie - tym widoczność
coraz słabsza i coraz gęstsze powietrze wokół miejsca startu. Powietrze to staje
się też coraz bardziej seledynowe, aż do momentu że widać tylko masę
zagęszczonego powietrza i im bliżej centrum - tym bardziej ciemne, przechodzące
w czerń.
Następnie wszystko zaczyna się rozjaśniać w sposób odwrotny, z tym, że trwa to o
połowę krócej, czyli około 20 sekund. Ale tam gdzie był statek - jest już pusto.
Czary - mary... Jeśli zaś chodzi o sposób lądowania, to w rejonie lądowiska
powietrze najpierw drży i dopiero potem zaczyna wytwarzać się taka sama jak przy
starcie struktura powietrza, z tą jednak różnicą, że przy starcie wytwarza to
statek, a przy lądowaniu urządzenie znajdujące się pod powierzchnią pod samym
lądowiskiem. Dzieje się to w sposób odwrotny do startu. Gdy powietrze zaczyna
się rozjaśniać - zaczyna być widoczny przybyły statek wirujący coraz wolniej z
obniżającą się coraz bardziej kopułą. Zarówno też startowi jak i lądowaniu
towarzyszy charakterystyczny dźwięk.
Będąc na Nea miałem swobodę poruszania się w tym sensie, że mogłem chodzić tam
gdzie chciałem. Będąc tam zdołałem zauważyć, że moją tam obecnością wcale nie
wzbudzam żadnej sensacji, na którą trochę po cichu liczyłem. Nie powiem też
jednak że mnie całkowicie zignorowali. Zauważyłem tylko pewną ciekawość z jaką
na mnie patrzyli, a więc na moje nieco szybsze od nich ruchy oraz na mój ubiór.
Był nawet pan, który wziął mnie za rękę i długo oglądał moje dłonie (przez około
2 minuty). Ja z tego skorzystałem bowiem moje receptory zarejestrowały
podwyższoną temperaturę jego ciała, którą odczułem jakbym dotykał gorączkującego
człowieka. Spostrzegłem wówczas, że mają palce takie jak my, t.j. w tych samych
kształtach, ale nieco bardziej wydłużone. Tam gdzie my mamy paznokcie, oni mają
jedynie stwardnienia, ale o drugie tyle co u nas dłuższe na "obszarze" nasady
palcy. Biegną one poprzez cały pierwszy przegub palca, t.j. od jego czubka do
pierwszego zgięcia. Kolor ich skóry jest identyczny co i białego człowieka. Mają
zęby, ale nie mają rzęs. Ubierają się w "tuniki" jakie można śmiało porównać do
ubioru Afrodyty.
Pewna pani dała mi do wypicia bardzo cierpki napój w efekcie czego po kilku
minutach moje poruszanie się nabrało prawie normalnego ich tempa - ale jeszcze
niezupełnie.
Na Nea nikt mnie nie poinstruował co do tego gdzie i co powinienem "zwiedzać".
Gdyby więc moją obecność tam przyrównać do wycieczki krajoznawczej, to musiałem
sam wszystko odkrywać i sam poznawać - bez przewodnika i na zasadzie "radź sobie
sam"... Ale gdy np. przyszło mi na myśl, że czegoś nie mogę zrozumieć,
natychmiast odzywał się w mej głowie głos jaki mnie instruował. Stwierdziłem
jednak że nie we wszystkim mnie dokładnie chcą instruować - ale to nie znaczy że
mieli złe zamiary lub że chcieli coś ukryć. Po prostu uznali że coś nie warto,
no bo i na co mi skoro tego ani nie odtworzę ani nie będzie mi (nam) potrzebne.
Lub też że to za bardzo skomplikowane aby to wyjaśniać, na zasadzie: na co
rycerzowi średniowiecznemu komputer? Owszem, miałem też i przewodnika. Był to
mniej więcej mojego wzrostu człowiek. Powiedział mi, że gdy będzie on mi
potrzebny do przewodnictwa, to wystarczy abym dotknął uburącz tej obręczy na
głowie i skoncentrował się na jego osobie i w myślach wypowiedział słowo "Kari"
- to on przyjdzie. I tak było. Potwierdził on moje przypuszczenie, że
mieszkańcom nie wolno się ze mną długo zadawać, ze względu na to że moje ciało
ma coś, co ujemnie wpływa na ustrój "rdzeniowców", pomimo że zostałem przez nich
otoczony czymś co my nazywamy niewidzialną barierką. Ja sam rzeczywiście tej
barierki nie widziałem, ale on pokazał mi że taka mnie właśnie otacza. Dotknął
więc jedną ręką mej obręczy, a drugą ręką mego ciała (ręki) i za chwilę ponownie
chciał mnie dotknąć. Okazało się, że cofnął gwałtownie swą rękę, tak jakby go
prąd popieścił. Z otoczenia mego ciała w tym miejscu wystąpiło jakby wyładowanie
elektryczne w postaci zygzaków elektrycznych pomiędzy mną a nim. Odczułem
mrowienie w tym rejonie swego ciała i doznałem satysfakcji że oto będę już
niedotykalny. On poinformował mnie że będzie tak tylko wówczas, gdy będę miał
komunikator na głowie.